Kupione 15 lat temu za 100 USD zdjęcie Diane Arbus byłoby teraz warte 443 proc. więcej, wynika z aukcyjnych danych Artprice. Średnia cena za fotografię amerykańskiej artystki przewyższała jednak w ubiegłym roku 70 tys. USD (268 tys. zł), podczas gdy w krajowych galeriach za kilka tysięcy złotych można było w tym czasie znaleźć wystawiane za granicą i nagradzane prace współczesnych lokalnych autorów. Potencjał wzrostu byłby może nawet wyższy, bo polski rynek kolekcjonerskiej fotografii jest w bardzo początkowej fazie rozwoju, ale inwestując w odbitki mniej rozpoznawalnych twórców, trudno się też spodziewać takiego popytu, jak na zdjęcia zagranicznych klasyków.



Zanim inwestor dokona wyboru takich aktywów, warto, żeby przyjrzał się podstawowym parametrom mającym wpływ na rynkową wartość — zwłaszcza że w katalogu Christie’s, z którego można się sporo dowiedzieć, prezentują się i naga modelka pozująca na plaży, i zapięta pod szyję księżna Walii.
Vintage wygrywa
Chcąc zabezpieczyć portfel kolekcjonerską fotografią, należy kierować się przede wszystkim tymi opisami z katalogów, które nie padły z ust samych autorów. Najwyższą estymację na kwietniowej aukcji — 200-300 tys. USD (0,8-1,1 mln zł) — ma na przykład zdjęcie, które, zdaniem fotografa, przedstawia ludzi mających na twarzy siłę i godność, bo wiele przetrwali, ale nic ich nie złamało.
Relacje z natury porywające trzeba więc koniecznie uzupełnić krótkim zbiorem suchych informacji o średnich cenach, stanie zachowania, datowaniu i wysokości nakładu. O wysoko wycenionej pracy Paula Stranda wiadomo, że jest sygnowana, wykonana w 1953 r. i rzadka, bo znanych jest tylko 15 egzemplarzy, z których większość przechowują muzea. Równie wysoką wartość co zdjęcie doświadczonych twarzy ma, według ekspertów domu aukcyjnego, odbitka wykonana własnoręcznie przez wspomnianą Diane Arbus. Na datowany na 1967 r. portret młodego uczestnika prowojennej demonstracji również przypada opis z gatunku inspirujących — „celem nie było to, żeby zmienić życie, tylko to, żeby je poznać” — ale też cenna informacja, że fotografia jest numerowana i podpisana.
Rzadkość w obiegu jest przy inwestycyjnych zakupach wyjątkowo istotna, więc rozróżnienie wartościowej odbitki typu vintage print od późniejszych wydruków jest na tym rynku podstawą. Fotografią vintage print — czyli współczesną negatywowi — nie jest na przykład wystawione na aukcje zdjęcie Afganki, którego spodziewana cena wynosi 12-18 tys. USD (46-69 tys. zł). Twarz uchwycona w połowie lat 80. w pakistańskim obozie dla uchodźców jest na tyle rozpoznawalna, że — w zależności od technologii kolejnych dodruków — jej cena może nawet przekraczać 100 tys. USD. W pewnym sensie jest obliczem rynku prac Steve’a McCurry’ego, bo z całego aukcyjnego obiegu trudno czasem wyłowić zdjęcie, które przedstawiałoby co innego.
Królowe serc
Opinię, że tematyka dzieła jest znacząca dla jego ceny, uznaje się czasem za mniej fachową, ale podobnie jak malarskie portrety osób o skwaszonym wyrazie, fotografie nieciekawych twarzy zwyczajnie słabiej się sprzedają.
Do przykładów o powszechnie dobrze kojarzonym temacie należą m.in. zdjęcia księżnej Diany, spokojnego morza czy zabytkowych budowli, przy czym koronowana głowa w obiektywie Hiroshiego Sugimota może się wiązać z wydatkiem 100-150 tys. USD (382-574 tys. zł), a na widok wody czy kawałka mostu wydać trzeba około 30 tys. USD (115 tys. zł). W katalogu surowo wyselekcjonowanych prac najtrudniej byłoby się może spodziewać ujęcia tak pospolitego jak czarno-białe zdjęcie zamglonej wieży Eiffla.
Zamiast tego, że to kwintesencja banalności, z katalogu możemy się dowiedzieć, że rozmyta seria przedstawiająca zabytki jest jednym z przykładów niedoścignionego warsztatu Sugimota, który poza autorskim sposobem wykonania dużo uwagi poświęcał kontekstom czerpanym ewidentnie z filozofii.
Transcendentalna fotografia, która zdaniem autora pełni rolę „kapsuły czasu”, ma też szczęśliwie niski nakład 25 egzemplarzy, sygnaturę podnoszącą rynkową wartość, a także wzmianki w publikacjach. W przeciwieństwie do zdjęć przedwojennych odbitki współczesne nie dadzą jednak zbyt wiele zarobić, jeśli będą w jakiś widoczny sposób uszkodzone — dlatego właśnie przyglądanie się im z bliska wyraża przede wszystkim troskę o bezpieczeństwo aktywów.
Poza królową serc w kwietniowym katalogu znaleźć można również inne potencjalne strażniczki kapitału, które pracowały z takimi autorami okładek „Vogue’a”, jak Helmut Newton czy Irving Penn. Pozująca przed Pennem naga Gisele w edycji 20 fotografii wyceniana jest co prawda na 70- -90 tys. USD (268-344 tys. zł), ale równie roznegliżowana modelka Newtona ma już estymację 7-9 tys. USD (27-34 tys. zł), a prezentuje się na malowniczym wybrzeżu Saint-Tropez.
Inwestorom, których nie satysfakcjonują artystycznie uspokojone akty na tle morza czy gładkiej ściany, dom aukcyjny oferuje równie inwestycyjne dzieło Roberta Mapplethorpe’a ze spodziewaną ceną 8-12 tys. USD (31-46 tys. zł). Utrzymany w stylistyce BDSM „Snakeman” jest jedyną odbitką kompozycji, a model pozuje na niej w skórzanej masce na oczach i z pytonem, który oplata jego głowę.
