Najciekawsze są gierki pod stołem

Jacek Zalewski
opublikowano: 2009-04-28 00:00

Wwigilię warszawskiego kongresu Europejskiej Partii Ludowej (EPL) odbywają się międzyrządowe konsultacje polsko-włoskie. Wątki gospodarcze przewijają się w otoczce tego spotkania, jako że Silvio Berlusconi przywozi ministrów ze sfery polityki. Jako rusofil, osobiście silnie związany z Władimirem Putinem, jest krytykiem amerykańskiej tarczy antyrakietowej —ciekawe, jak silnie to dzisiaj zaakcentuje.

Ale najciekawiej zapowiadają się gierki pod stołem, których próżno szukać w agendzie zarówno konsultacji, jak i kongresu. Oto premierzy Polski i Włoch mają własnych kandydatów z mandatu EPL na przewodniczącego Parlamentu Europejskiego (PE) w 2,5-letniej połówce kadencji 2009-14. Wszystko jedno, w której, ale podzielenie się ową funkcją z socjalistami jawi się oczywistością. Donald Tusk promuje Jerzego Buzka, natomiast Silvio Berlusconi nie tyle promuje, ile zakomunikował całej Unii, że przewodniczącym PE będzie Mario Mauro, obecnie jeden z czternastu wiceprzewodniczących. Rzecz jasna obaj kandydaci najpierw muszą zostać wybrani europosłami, ale w ich wypadku to czysta formalność. Bardzo ważną okolicznością jest opinia socjalistów — wszak przewodniczącego wybiera cały PE. Po lewej stronie zdecydowanie lepsze notowania ma ugodowy Buzek, niż działający socjalistom na nerwy Mauro. No tak, ale decydujące będzie, kogo EPL w ogóle wystawi…

Kluczem może się okazać liczba wprowadzonych do grupy EPL-ED europosłów z Polski (mandaty PO wraz z pojedynczymi mandatami PSL) i z Włoch (prawica zjednoczona pod wodzą Berlusconiego). A zatem spotykający się dzisiaj premierzy z jednej strony są zgodni, iż grupa chrześcijańsko-ludowa generalnie powinna być w nowym PE jak najsilniejsza, ale z drugiej życzą sobie wzajemnie — w kontekście rywalizacji o fotel przewodniczącego — aby partner wprowadził swoich ludzi… jak najmniej. Kwadratura koła? Nie, paranoja polityki.