Najlepiej radzi sobie PHS

Katarzyna Jaźwińska
opublikowano: 2003-11-20 00:00

Nagrodą za połączenie hut w koncern jest znalezienie przez PHS inwestora. Czy hojnego i wiarygodnego? Czas pokaże.

Po dziesięciu latach transformacji w sektorze hutniczym, przegranych można by wskazać bez liku. Z wybraniem zwycięzców nie jest już tak łatwo.

PHS liderem

Niewątpliwie na czele peletonu biegnie koncern Polskie Huty Stali (PHS). Spółka realizuje 70 proc. krajowej produkcji stali. Nie jest to jednak jedyny powód, by uznać firmę za sektorowego lidera. Huty tworzące koncern mają bowiem perspektywy na funkcjonowanie przez kolejne dziesięciolecia jedynie dlatego, że zdecydowały się na konsolidację. Przeprowadzenie jej zajęło urzędnikom i menedżerom pełne dziesięć lat. Przez ten czas spierano się bowiem, czy lepiej, by huty funkcjonowały razem, czy osobno. Dziś wiadomo, że opłaciło się połączyć polskie huty. Samodzielnie bowiem zarówno Huta Katowice, jak i Huta Sendzimira — wchodzące w skład PHS — nie miały szans na znalezienie inwestorów. Po połączeniu okazało się, że uczestnictwem w prywatyzacji zainteresowanych jest wiele międzynarodowych koncernów. Ostatecznie PHS znalazł inwestora — jest nim LNM Holdings, zarejestrowany na Antylach Holenderskich.

Dwaj przegrani

A kim są stalowi przegrani minionego dziesięciolecia? Można by wymienić choćby Hutę Baildon czy Walcownię Rur Jedność. Ta pierwsza zrealizowała wartą kilkaset mln zł inwestycję. Zbudowała najnowocześniejszą w Europie walcownię i kiedy uruchomiła inwestycję, upadła. Zbankrutowała, bo nie była w stanie spłacić kredytów. WRJ natomiast od 20 lat buduje nowoczesną instalację produkcji rur. Ciekawe, kiedy i jak skończy? Na razie stara się ułożyć z wierzycielami

Możesz zainteresować się również: