Union Investment dzięki sprzedaży bezpiecznych funduszy bił rywali na głowę. Teraz liczy na 1 mld zł z agresywnej oferty.
Zgaśnie motor sprzedaży TFI, jakim od dwóch lat są fundusze obligacji i pieniężne — prognozowali kilka dni temu eksperci na łamach "PB". Jeśli się to sprawdzi, problem będzie miał lider sprzedaży — Union Investment (w 2010 r. uzyskał 3,5 mld zł, czyli 25 proc. łącznego napływu do TFI, a rok wcześniej 1 mld zł, czyli ponad 30 proc.), bo sukces opierał właśnie na takich funduszach.
— W tym roku chcemy mieć 1 mld zł napływu netto. Ale zmieni się struktura — fundusze akcyjne i mieszane w 2010 r. stanowiły 20 proc. sprzedaży, a w tym oczekujemy 40-50 proc. — mówi Małgorzata Góra, prezes UI TFI.
TFI chce promować fundusze, w portfelach których obligacje wymieszane są z akcjami.
— Jest szansa na powtórkę z lat 2004-05, kiedy to odpływały pieniądze z funduszy obligacji do mieszanych. Bankom łatwiej sprzedawać fundusze bezpieczniejsze ze względu na dyrektywę MIFiD, która nakazuje dokładne analizowanie sytuacji klienta i sprawia, że nie będzie można sprzedać takiej liczby funduszy akcyjnych jak kiedyś. Moment na inwestowanie w akcje jest dobry, bo nadal są tanie. Prognozowany wskaźnik cena/zysk to 13,8, a więc jesteśmy daleko od wieloletniej średniej wynoszącej 15. Spodziewamy się wzrostu WIG w tym roku o 13-21 proc. — mówi Zbigniew Jakubowski, wiceprezes UI TFI.
Ryzykiem dla pozytywnego scenariusza, oprócz zawirowań w strefie euro, jest ścięcie składki do OFE.
— Popyt na akcje ze strony OFE będzie znacząco mniejszy. Będzie też duża podaż ze strony skarbu: na rynek trafi 15 proc. akcji PKO BP, 10 proc. Tauronu i PGE oraz 3,5 proc. PZU należących do Eureko — wylicza Zbigniew Jakubowski.