Najpierw podatki, później eurozona

Bartosz Krzyżaniak
opublikowano: 2005-08-10 00:00

Co czeka gospodarkę po wyborach? Jak prędko wejdziemy do strefy euro? Według ING są cztery możliwe scenariusze. Jeden z nich przeraża.

Specjaliści z Banku Śląskiego opracowali raport, w którym przedstawili cztery najbardziej prawdopodobne scenariusze rozwoju wypadków po wyborach i ich konsekwencje dla rynku.

Kiedy do euro?

— Pierwszy scenariusz zakłada, że Polska weszłaby do strefy euro jeszcze w 2008 r. Jest to możliwe, jednak prawdopodobieństwo realizacji tego scenariusza oceniam zaledwie na 5 proc. — uważa Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING.

Żeby zamienić złote na euro już za nieco ponad dwa lata, nowy rząd musiałby zdecydowanie ciąć wydatki, wstrzymać się z obniżaniem podatków i wejść do węża walutowego ERM II już w 2006 r.

Drugi scenariusz zakłada stopniowe obniżanie deficytu budżetowego w latach 2006-08, a rok później wstąpienie do Eurolandu.

— Tu prawdopodobieństwo jest wyższe i wynosi 30 proc. By ten scenariusz mógł być realizowany, wybory musiałaby wygrać (podobnie jak w pierwszym przypadku) PO, bo PiS jest przeciwne szybkiemu wejściu do strefy euro — tłumaczy ekonomista ING.

Przewiduje on, że w tym przypadku złoty umacniałby się do 3,8 zł za euro przez cały przyszły rok, a oprocentowanie obligacji 10-letnich spadłoby w tym czasie do 3,8 proc.

Kwestia priorytetów

Trzecia opcja wydaje się ekonomistom ING najbardziej prawdopodobna (dają jej 55 proc. szans). Scenariusz ten zakłada, że dla przyszłej koalicji przyjęcie euro nie będzie rzeczą najistotniejszą.

— W efekcie zacieśnianie polityki fiskalnej i szybkie wejście do strefy euro może ustąpić innym priorytetom, np. reformom podatkowym. Nie musiałoby to jednak oznaczać, że polska gospodarka straci — twierdzi Mateusz Szczurek.

Na odłożeniu w czasie przystąpienia do strefy euro zyskałby złoty. Nawet o 2-4 proc. Zdaniem analityków ING, w latach 2006-07 umocniłby się do 3,6 zł za euro.

— Jednak bez zobowiązania się do przyjęcia euro nasza polityka fiskalna nie będzie wiarygodna — przestrzega ekonomista ING.

Ostatni scenariusz (10-proc. prawdopodobieństwo) to niemożność utworzenia samodzielnego rządu przez PO i PiS lub przejęcie władzy przez populistów.

— Oznaczałoby to spadek wartości złotego (powyżej 4,5 zł za euro), szybki wzrost rentowności do poziomu 6 proc. w przypadku obligacji 10-letnich i podniesienie stóp procentowych — wylicza Mateusz Szczurek.