Klucz do autokreacji stanowi autentyczność. Lepiej nie udawać kogoś, kim się nie jest. Im mniej menedżer stara się być przekonujący, a tylko dzieli się wiedzą i doświadczeniem, tym większe prawdopodobieństwo, że w swej firmie czy branży zdobędzie szacunek i zaufanie.
Utarło się przekonanie, że aby ludzie chcieli iść za przywódcą, musi on być doskonały. Nic bardziej mylnego. Historia zna wielu liderów, którzy umieli porwać tłumy mimo swych wad i potknięć. Ich autorytet nawet rósł, gdy za nie przepraszali. Ale do tego trzeba odwagi i pokory. Podwładni wybaczą pomyłki, ale nie wybaczą zadzierania nosa i przekonania o nieomylności. Ilu szefów przypisuje sobie zasługi, a gdy coś idzie nie tak — obwinia swoich pracowników.
Najważniejsze to mieć entuzjazm, pasję i błysk w oku. Można nauczyć się technik związanych z zarządzaniem, ale bez wewnętrznego żaru nic to nie pomoże. Żeby zapalać innych, samemu trzeba płonąć.
Ostatnio dużo się mówi o inteligencji emocjonalnej i społecznej. Doktor Daniel Goleman, który popularyzuje te pojęcia, przekonuje, że nie wystarczą dobre stopnie w indeksie, by nie mieć kłopotów ze znalezieniem pracy. Aby się promować, trzeba z wyczuciem odnajdywać się w relacjach z pojedynczym człowiekiem i z grupą. A to wymaga elastyczności, otwartości, empatii, asertywności, czyli tak zwanych kompetencji miękkich.
Agnieszka Knap-Stefaniuk
Polish Open University