Najpłynniejsze obligacje Madery

Sąsiad zainwestował w dymiącego grilla i all-inclusive na Maderze? Niech jedzie — zyskałby tylko, gdyby przy piwie czytał jeszcze o winach.

Leniwie pławiące się w oklaskach francuskie regiony na moment przestały zadzierać bordowego nosa, kiedy na aukcyjną salę wkroczyła egzotyczna bohaterka z białych winogron, ale o niespotykanych mocach. Dosłownie niezniszczalna madera oficjalnie wyrywa się z chmury słodko-słonych historii przemycających, jakie Kowalscy zamawiali trunki do pokoju, jak tęskno im do Ameryki i jak soczyste oliwki serwowali im Grecy. Grube portugalskie butelki mają tego dosyć — madera pamięta przecież, jak Thomas Jefferson wznosił nią toast z okazji Deklaracji niepodległości, a na majowej aukcji w Christie’s wylicytowana została nawet porcja z roku, w którym na dobre zgasł Król Słońce.

Zobacz więcej

fot.christie's

Procentuje na starość

Niezobowiązujący wakacyjny kontekst nie przystawał już do spodziewanej ceny 5-7 tys. CHF (18-25 tys. zł), jednak butelka z 1715 r. popisała się dopiero końcową stawką na poziomie 22,8 tys. CHF (83 tys. zł). Kwota, za którą Kowalski mógłby nonszalancko wracać z samej Madery po klapki, odpowiada jednak nie typowemu winu z wyspy, tylko najstarszej maderze, o jakiej wiadomo na rynku. Jak zapewnia katalog Christie’s, rdzawy alkohol został ponownie zakorkowany, a jego nuty nieustająco dźwięczą posmakiem indyjskich przypraw, suszonych owoców i liści bananowca. Takie poezje o winie ryzykownie zbliżającym się barwą do Coca-Coli, choć starszym niż całe Stany Zjednoczone? Żeby rozwiać podejrzenia, trzeba wrócić do supermocy, bo madera jest winem wzmocnionym, a więc szybciej uderzającym do głowy, przy czym o jego potencjale starzenia decydują nie tylko procenty, ale również same winogrona. Na rynku kolekcjonerskich alkoholi obietnica długowieczności jest co prawda na wagę złota, ale żeby portugalski specjał istotnie mógł być lokatą, musi wyróżniać go też niekwestionowana rzadkość. Jak wynika z analiz „Wine Searcher”, popularniejszym rocznikiem wśród tych muzealniewiekowych okazuje się 1795, z cenami od kilkuset do kilku tysięcy dolarów, na pamiątkę łaskawie obfitych plonów.

Chrzczone wino

Jak czytamy na butelce z Christie’s, szczep użyty do produkcji jeszcze bardziej leciwego wina to terrantez, a więc w gronie caberneta i chardonnay prawdziwy dinozaur, z każdym rocznikiem tracący przerzedzone liście. Seledynowa odmiana terrantez może się opatrzyć tylko wtedy, kiedy na sprzedaż wystawiane są ocalałe w zdumiewającej ilości butelki z XVIII czy XIX wieku — obecnie na wulkanicznych stokach króluje czerwona tinta negra mole, która może i przegrała pojedynek na jakość owoców, ale przegoniła terrantez o jasnych skórkach w prozaicznym starciu na tony zbiorów. Ile kapryśniejszego szczepu zamknięto tak naprawdę w zielonawym szkle butelek, do końca nie wiadomo, dlatego że do wprowadzenia unijnych regulacji w 1993 r., producenci mogli bez większych konsekwencji fantazjować. Wedle nowego prawa, za chwaleniem się konkretną odmianą na etykiecie iść musi jej 85-procentowy albo wyższy udział w trunku — nie można już sprzedawać wina jako terrantez, ale z solidną przewagą tinta negra mole, jak prawdopodobnie nierzadko robiono.

Obecnie na rynek trafiają zarówno madery, których owoce grzały się jeszcze w słońcu przed paroma laty, jak i takie, które kilka dekad spędziły w ciemnościach beczek, czym producenci afiszują się nieodparcie na butelce, zupełnie jak destylarnie szkockiej. Niezależnie od okresu dojrzewania w portugalskich piwnicach, wytworzenie lokalnej atrakcji i tak jest dosyć pracochłonne, bo oprócz utrzymywania aromatycznych rezerw, producenci pielęgnują tradycję dawno zapomnianą gdzie indziej — madera powstaje poprzez dodanie winiaku, zatrzymujące proces fermentacji, i podgrzanie, w czasie którego wino się utlenia i zaczyna umykać surowym prawom przemijania. Szlachetne dzisiaj rytuały były potrzebne głównie dlatego, żeby wino od razu było gotowe na podróż statkiem do rozsmakowujących się w nim kolonii, które otwarły rozwartą do tej pory klamrę skojarzeń z maderą — od wypraw, w których beczki odciskały się na plecach niewolników, po last minute z pospiesznymi zakupami na lotnisku.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Najpłynniejsze obligacje Madery