Najważniejsze to nie dać się ogłupić
Liczy się zdrowy rozsądek i chłodne kalkulacje
Powierz nam swoje pieniądze, a my już będziemy wiedzieć, jak je korzystnie zainwestować. Ile razy słyszeliśmy to skądinąd słuszne, ale z drugiej strony jakże banalne stwierdzenie. Szumne i ogłupiające nieraz reklamy atakują nas z każdej strony i choć często bardzo natarczywe, zdarza się, że czasami jednak zmuszą do przemyśleń. Wynika to z faktu, iż ich przesłaniem jest nie tylko chęć zarobku ze strony reklamodawcy, ale także bardzo często nasza własna przyszłość.
SPRAWA nie jest tak banalna jakby się mogło wydawać. Dowodzić tego może rozpoczęta kilka dni temu walka funduszy emerytalnych o pozyskanie klientów. Tu naprawdę gra toczy się o wielką stawkę, z której i my zwykli śmiertelnicy możemy coś uszczknąć dla siebie. Bo o ile w większości przypadków udział w II filarze ubezpieczeń staje się obowiązkowy, o tyle w przypadku III filaru prawo pozostawia nam wolny wybór. Można więc się zastanowić nad problemem, czy powierzyć swoje pieniądze w zarządzanie, czy też może lepiej samemu nimi dysponować i inwestować je na własną rękę.
OCZYWIŚCIE dla większości drobnych ciułaczy, nie ma prawie żadnej alternatywy. Nie mając bowiem często pojęcia o regułach, jakie rządzą rynkiem kapitałowym, trudno mówić o rozsądnym, a co najważniejsze bezpiecznym, inwestowaniu. Historia, jak wiemy, obfituje w przypadki takich „nieomylnych”, którzy z dnia na dzień roztrwonili swoje fortuny, tracąc najczęściej dorobek całego życia. Na szczęście w wielu przypadkach rynek nie pozostawia nas samym sobie, oferując kilka różnych rozwiązań. Wybór jest szeroki, jednak dla większości inwestorów najbardziej istotnym czynnikiem jest bezpieczeństwo inwestycji. Najprostszym więc rozwiązaniem, co zrozumiałe, jest ulokowanie posiadanych pieniędzy w banku. Patrząc jednak z perspektywy na rynek bankowy, można stwierdzić, że osiągane z lokat przychody nie są już tak satysfakcjonujące, jak to było do niedawna. Przy stałej tendencji do obniżania oprocentowania lokat bankowych, należy się liczyć z coraz mniejszą opłacalnością tego typu operacji. Ich wielkim plusem jest natomiast duże bezpieczeństwo.
CO BARDZIEJ obznajomieni z tematem inwestowania mogą się natomiast zdecydować na zakup emitowanych przez państwo obligacji. Ryzyko żadne, a jak do tej pory przyzwoite zyski. Jednak podobnie jak w przypadku lokat, zauważalne staje się stałe obniżanie zysków z tego typu inwestycji.
TYM JEDNAK „co tygrysy lubią najbardziej” i co powoduje u wielu dreszczyk emocji jest ryzyko. To właśnie między innymi dla takich „uzależnionych” stworzono możliwość gry na giełdzie. Prawdziwy inwestor postrzegany jest więc przez ogół niemal jako hazardzista, który gotowy jest nawet dla minimalnego zysku zastawić wszystko co posiada. Co prawda, jak w życiu tak i na giełdzie, faktycznie nie brakuje takich w gorącej wodzie kąpanych, jednak większość normalnych inwestorów ze znacznie większą ostrożnością podchodzi do giełdowych spekulacji. A że różnie sobie radzą, to już inna sprawa.
PATRZĄC na obecną fazę rozwoju krajowej giełdy, jednego można być pewnym. Giełda straciła wiele ze swojego dawnego mitu i przestała być li tylko maszynką do robienia pieniędzy. Czasy, kiedy w przeciągu kilku zaledwie sesji można się było sporo dorobić, niestety, bezpowrotnie minęły. To co ostatnio przeżywają giełdy, przypomina często urządzenie z zacierającymi się trybami, w które co jakiś czas wpadnie bądź to piasek, bądź też kropla smaru. W takim wypadku trzeba być naprawdę niezłym strategiem, by w okresie mało sprzyjającej koniunktury wyjść na swoje. Obecnie największe zyski uzyskuje sie nie tylko na spekulacjach, ale przede wszystkim dzięki dostępowi do informacji, co w przypadku drobnych inwestorów jest rzeczą bardzo trudną. Znaczenia tego czynnika może dowodzić choćby tzw. gra pod wezwania. Często można zauważyć, jak nagle bez żadnych przyczyn wzrasta wartość akcji określonej spółki. Zarabiają oczywiście ci, co posiadają świeże informacje. Zwykłemu inwestorowi nie pozostaje nic innego, jak tylko uważnie śledzić przebieg notowań, by ewentulanie załapać się na takie wzrosty. Jednak i w tym wypadku należy być ostrożnym, gdyż często rynek potrafi wykręcić numer: wezwanie albo okaże się jedynie plotką, albo też jego cena nie będzie satysfakcjonująca, jak to miało miejsce już w kilku przypadkach.
NIE CHCIAŁBYM w tym miejscu nikogo straszyć, czy też zniechęcać do tej formy pomnażania gotówki, uczulam jednak, iż jest to gra nie o cudze, ale własne, nierzadko ciężko zarobione pieniądze. Jeżeli wiec decydujemy się zaufać naszej intuicji, nie podejmujmy pochopnych decyzji i nie reagujmy zbyt nerwowo. Bo o ile w wielu przypadkach faktycznie „czas to pieniądz”, to inna mądra myśl przypomina, iż „pośpiech wskazany jest jedynie przy łapaniu pcheł”.
Tadeusz Stasiuk