Firma Elektrim Volt — spółka córka Elektrimu — powstała wskutek restrukturyzacji holdingu Elektrim. Po 5 latach jest zaliczana do firm o największej dynamice rozwoju. W celu utrzymania i rozwoju swojej pozycji rynkowej stara się dywersyfikować działalność. Zdaniem jej prezesa, największym błędem polskiego przemysłu było dopuszczenie do zerwania kontaktów handlowych z krajami dawnego Związku Radzieckiego.
W okresie komunizmu głównym partnerem handlowym polskich zakładów produkcyjnych był Związek Radziecki. Gwałtowne zerwanie tych stosunków handlowych okazało się katastrofalne w skutkach. Nieliczne przedsiębiorstwa, którym udało się przetrwać najtrudniejszy okres lat 90., starają się teraz odbudować dawne relacje ze Wschodem.
— W 1989 r. nasze obroty z rynkiem radzieckim wynosiły około 1 mld rubli transferowych, czyli 1,2 mld USD. Nie były to bagatelne kwoty — twierdzi Włodzimierz Tyszko, prezes firmy Elektrim Volt.
Firma Elektrim jest jednym z nielicznych przedsiębiorstw pamiętających okres PRL, któremu udało się na tyle dobrze odnaleźć w nowych warunkach gospodarki rynkowej, że dziś znajduje się na czołowych miejscach licznych rankingów klasyfikujących firmy pod względem zamożności czy dynamiki rozwoju. Poziom ten udało jej się osiągnąć dzięki zastosowaniu odpowiednich metod zarządzania oraz umiejętnemu przeprowadzeniu koniecznych zmian strukturalnych.
— Kilka lat po przeprowadzeniu w 1991 r. prywatyzacji Elektrim przystąpił do podziału branżowego. Dotychczasową strukturę organizacyjną rozbito na indywidualne jednostki, stworzone na bazie czterech dotychczasowych biur branżowych. Działanie to pozwoliło na wprowadzenie podziału kompetencji, a w efekcie na skuteczniejsze zarządzanie — tłumaczy Włodzimierz Tyszko.
Dostosowanie do nowych wymagań rynku nie opierało się jednak wyłącznie na wewnętrznych przemianach strukturalnych. Na sukces firmy złożyło się wiele czynników, z których istotnym było bieżące dostosowywanie charakteru działalności szczególnie do potrzeb rynku, wynikających z postępującej restrukturyzacji i liberalizacji w przemyśle.
— Staramy się nadążać za Elektrimem. Zawsze, kiedy angażuje się on w nową działalność, my czynimy odpowiednie przygotowania, aby móc w niej uczestniczyć, czerpiąc z tego korzyści. Tak właśnie było, gdy Elektrim wszedł w branżę telefonii komórkowej, a my przystąpiliśmy do budowy wież nadawczych, czy też, kiedy kupił 20 proc. akcji ZE PAK w Koninie, a my przygotowaliśmy się do handlu energią, uzyskując w odpowiednim czasie 10-letnią koncesję na obrót energią oraz zatwierdzenie taryfy przez URE. Dzięki temu przed rokiem, kiedy częściowo uwolniono rynek energii, od razu podpisaliśmy pierwsze kontrakty na jej dostawę. Wtedy kontrakty te opiewały na łączną kwotę 120 mln zł, dziś osiągnęły prawie 900 mln zł — mówi Włodzimierz Tyszko.
Panująca w latach 90. moda na cwaniactwo bardzo źle wpłynęła na wizerunek tworzącej się dopiero w naszym kraju gospodarki. W tej chwili coraz wyżej ceni się rzetelność i uczciwość.
— Podstawowym warunkiem prowadzenia biznesu jest, moim zdaniem, uczciwy stosunek do wszystkich kontrahentów. My troszczymy się o naszych partnerów i nie są nam obojętne ich losy i problemy. Dowodem na pełną przejrzystość naszych kontaktów jest np. sposób zawierania umowy o dostawę energii. Nie jest ona dwu- ale czterostronna, zawierana między odbiorcami, czyli grupą spółek dystrybucyjnych, Elektrimem Volt, występującym w roli dostawcy, oraz producentami — ZE PAK i Elektrownią Rybnik. Wszystkie cztery strony znają warunki umowy końcowej, przez co każdy wie, że nikt tu nikogo nie naciąga. Ta otwartość i szczerość jest podstawą wzajemnego zaufania. Takie zaufanie mają do nas również nasi partnerzy ze Wschodu, którzy traktują nas jako swojego podstawowego partnera, wiedząc, że zawsze można na nas liczyć — przekonuje Włodzimierz Tyszko.