W USA kryzys, w Anglii kryzys, a w Polsce kupujemy coraz droższe mieszkania na kredyt.
W pierwszym półroczu polskie banki udzieliły 28 mld zł kredytów hipotecznych. To o 54,5 proc. więcej niż przed rokiem.
— Zgadzam się z prognozą, że tegoroczna sprzedaż tych kredytów sięgnie 57 mld zł. Już w czerwcu banki miały 51 proc. tej sumy — mówi Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich (ZBP).
Co ciekawe, liczba podpisanych umów tylko o 16 proc. jest wyższa niż przed rokiem. To dowód na to, jak bardzo wzrosły ceny mieszkań i że liczba osób, które na nie stać, wcale szybko nie rośnie. Obecnie średnia wartość kredytu to 180 tys. zł, dwa lata temu nie przekraczała 100 tys. zł. W ciągu dwóch lat radykalnie zmieniła się proporcja kredytów dewizowych do złotowych. W 2005 r. w większości banków walutowe stanowiły 90 proc. Obecnie przeważają złotowe.
— Zaostrzenie polityki kredytowej, m.in. konieczność liczenia zdolności finansowej w złotych, wyszło nam na dobre. Należności hipoteczne w Polsce są znacznie lepiej zabezpieczone niż w USA czy Wielkiej Brytanii i kryzys na rynku nieruchomości, jaki one przeżywają, nam nie grozi — twierdzi prezes ZBP.
W Polsce nadzór bankowy starannie kontroluje kredyty hipoteczne, bo finansowane są z depozytów. W USA i Wielkiej Brytanii pochodzą z emisji papierów dłużnych i dlatego ich kontrola była słabsza.