Napięcia na rynkach towarowych powinny maleć

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2022-05-18 20:00

W dwóch największych krajach świata produkcja rośnie szybciej niż popyt konsumentów na towary. Powinno to wywołać obniżenie dynamiki cen.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Jak co miesiąc staram się przekazać najważniejsze trendy z danych o produkcji i handlu w dwóch największych gospodarkach świata: Stanach Zjednoczonych i Chinach. Obecnie trendy w tych krajach są całkowicie rozbieżne: w USA dane są wciąż bardzo dobre (mimo obaw o recesję), a w Chinach mamy recesję (mimo komunikatów władz, że wszystko będzie dobrze).

Jedna rzecz łączy oba kraje. Dynamika produkcji przemysłowej jest wyższa niż dynamika sprzedaży detalicznej, co oznacza, że strumień towarów wprowadzanych na rynek zwiększa się w relacji do strumienia popytu konsumentów na towary. Jest to wyraźna zmiana wobec 2021 r., który przyniósł ogromną nierównowagę między mocną sprzedażą a stabilną produkcją. Ta nierównowaga znacząco podniosła ceny towarów przemysłowych na świecie i marże producentów. Teraz możemy wchodzić w okres, gdy te napięcia będą malały, ceny się ustabilizują. Trudno jednoznacznie powiedzieć, czy już teraz zaczyna się to na dużą skalę, ale dane sugerują początek takiej zmiany.

W Chinach obserwujemy obecnie powtórkę z początku 2020 r. – potężne załamanie wskaźników gospodarczych, wywołane powrotem pandemii COVID-19 i surowymi lockdownami. Co ciekawe, lockdowny są znacznie ostrzejsze niż przed dwoma laty, a spadek produkcji i sprzedaży nieco łagodniejszy, co pokazuje, że system gospodarczy mimo wszystko adaptuje się do działania w warunkach pandemii.

W Stanach Zjednoczonych z kolei dane są bardzo dobre, lepsze od oczekiwań. Sprzedaż detaliczna przyspieszyła lekko w ostatnich miesiącach, a produkcja przemysłowa przyspieszyła znacząco. Na razie nie widać negatywnych efektów zjawisk, których obawiano się jako katalizatorów recesji: bardzo słabych nastrojów konsumentów oraz wzrostu stóp procentowych. Parafrazując klasyka polskiej polityki, amerykański konsument kupuje, ale się nie cieszy. Kupuje mimo rosnących cen i malejących dochodów, mimo bessy na giełdzie. Dlaczego kupuje? Zapewne dlatego, że wydaje jeszcze pieniądze zgromadzone w trakcie pandemii. Może też dlatego, że obawia się jeszcze wyższych cen i przyspiesza zakupy.

Jeszcze ważniejsze jest, że producenci wytwarzają w Stanach coraz więcej towarów. Wygląda na to, że napięcia w łańcuchach dostaw lekko zelżały lub firmy znalazły sposoby na podtrzymanie płynności produkcji poprzez trwałe zwiększenie stanów magazynowych.

Są oczywiście czynniki, które wciąż będą zaburzały płynne funkcjonowanie rynków towarów. Przestoje w chińskich portach i fabrykach czy wojna w Ukrainie to najważniejsze z nich. Gospodarka nie wraca do normalności.

Wydaje mi się jednak, że zmniejszenie dysproporcji między popytem konsumentów a zdolnościami wytwórczymi powinno wkrótce wywołać obniżenie inflacji cen towarów na świecie. Zobaczymy, czy tak będzie.