Jedyne, co można powiedzieć na temat ewentualnych koncepcji programowych nowego wicepremiera i ministra finansów Grzegorza Kołodki, to że nic nie da się powiedzieć. Przynajmniej w oparciu o dotychczasowe wypowiedzi czy artykuły. Dlatego to, co dzieje się na rynku, nazwać można tylko napięciem. Czy przed burzą, okaże się, gdy Grzegorz Kołodko przemówi.
Mimo obaw poniedziałek był raczej spokojnym dniem na rynku. Polska waluta nieznacznie traciła na wartości, i raczej sytuacja ta będzie się utrzymywała aż do momentu, gdy minister finansów przedstawi propozycje odnośnie do strategii kursowej. Jeśli podtrzyma zamiar wprowadzenia zarządu walutą (tzw. currency board) i powiązania jej sztywno z euro, złoty powinien jeszcze — w krótkim okresie — stracić. Jeśli nie, waluta ustabilizuje się. W długim okresie złoty powinien jednak umacniać się, dlatego ewentualne decyzje o przewalutowaniu kredytów należy podejmować w oparciu o rzetelne prognozy kursu złotego i koszty takiej operacji. Do momentu ogłoszenia koncepcji ministra najlepiej jednak wstrzymać się z decyzjami i transakcjami.
Nieco lepiej wygląda sytuacja na rynku papierów skarbowych. Ich ceny będą w dłuższym okresie rosły. Ewentualne powiązanie złotego z euro nie jest w średnim okresie dla rynku groźne — wręcz przeciwnie, eliminuje element niepewności dotyczący kursu.
Uwaga, importerzy! Coraz powszechniej mówi się o możliwości powrotu koncepcji podatku importowego. Ponieważ w krótkim okresie jego wprowadzenie nie powinno zagrozić niskiej inflacji — zwłaszcza biorąc pod uwagę słaby popyt — rząd może się na to zdecydować, zdobywając w ten sposób kilka punktów w sondażach. Podatek dałby nieco oddechu eksporterom, choć niestety tylko tym, którzy nie importują. Jeśli więc zostanie wprowadzony na krótki okres — np. jednego roku — a dochody z tego tytułu wykorzysta się do niwelowania deficytu budżetowego, pomysł wydaje się w miarę neutralny dla gospodarki, korzystny zaś dla polityków.
Na pewno jednak nie spowoduje, że RPP będzie obniżać stopy. Rada i tak poczeka na jakiekolwiek deklaracje nowego ministra. Jeśli utrzyma on dotychczasową linię polityki fiskalnej, cięcia będą, choć raczej ostrożne. Tym bardziej że RPP obniżyła cel inflacyjny, będzie więc mniej skora do redukcji stóp. Jeśli zaś pojawi się dodatkowa presja inflacyjna ze strony podatku importowego, cięć może nie być.
Rynek czeka na jakiś impuls: czy to słowa ministra, czy jego pierwsze decyzje, dotyczące choćby obsady stanowisk w resorcie. Oczekiwanie to ma jednak tendencję, niestety, zniżkową. Każda nawet najmniej negatywna informacja zostanie wykorzystana do sprzedaży polskiej waluty i obligacji. Dobre informacje będą wymagały poparcia w działaniu, by pchnąć rynek w górę. Pozostaje więc czekać. Z nadzieją.
Okiem ekonomisty
- Najbliższa perspektywa jest bardzo niepewna, i nie można wykluczyć, że złoty będzie coraz słabszy, a ceny obligacji będą spadać. Rynek czeka na jakiekolwiek wypowiedzi nowego ministra. Obecnie trudno przewidzieć, jaki Grzegorz Kołodko może mieć plan. Choć już w pierwszym wystąpieniu nowy minister stwierdził, że jego priorytety to dynamizowanie gospodarki i walka z bezrobociem. Nie można wykluczyć negatywnych deklaracji, może np. wrócić sprawa wprowadzenia podatku importowego. Dopóki jednak nie usłyszymy jakichkolwiek wiarygodnych deklaracji na temat zacieśniania polityki fiskalnej, nie ma co liczyć na redukcje stóp. Na szczęście rząd nadal deklaruje wolę wstąpienia do Unii Europejskiej i unii monetarnej, dlatego nie może sobie pozwolić na zdecydowane rozluźnienie w sferze fiskalnej.
Ewa Limańska
ekonomistka Merrill Lynch w Londynie
- Premier Leszek Miller próbował uspokoić rynek mówiąc, że założenia budżetu na 2003 r. nie będą zmienione. Grzegorz Kołodko mówił jednak lakonicznie tylko o potrzebie wzrostu i utrzymywaniu kontroli nad finansami publicznymi. Dlatego nic nie zmniejszyło naszych obaw. Grzegorz Kołodko był już, co prawda, ministrem finansów, ale tamta rzeczywistość bardzo różni się od obecnej sytuacji. Pamiętamy też jego niedawne artykuły, z których nic dobrego nie wynika — dewaluacja złotego i usztywnienie kursu to nie są dobre pomysły, biorąc pod uwagę rozmiar polskiej gospodarki. Jeśli zaś wróci podatek importowy, to uważamy, że w krótkim okresie nie byłby on zbytnio szkodliwy dla gospodarki, pod warunkiem, że zostanie wykorzystany do łatania dziury budżetowej.
Steve Gilmore
ekonomista Morgan Stanley w Londynie