Naprawiać, ale mądrze

Lesław Kretowicz, Katarzyna Ostrowska
opublikowano: 2003-04-23 00:00

— Namawiam ministra finansów do bardziej odczuwalnego zmniejszenia obciążeń podatkowych. Jestem pewien, że w ciągu 3-4 tygodni dojdziemy do racjonalnego porozumienia — deklaruje Jerzy Hausner, minister gospodarki, pracy i polityki społecznej.

„Puls Biznesu”: Czy któryś z czterech punktów planu ministerstwa na ten rok uznałby Pan za najważniejszy, czy też program stanowi nierozłączną całość?

Jerzy Hausner: Program ministerstwa składa się z czterech priorytetów, co oznacza, że wybraliśmy najważniejsze punkty, na których skoncentruje się działalność. Świadomie zaczynam od tego, że priorytetem resortu jest ograniczenie ubóstwa i przeciwdziałanie wykluczeniu społecznemu. Dotychczas to zagadnienie było lekceważone, spychane na margines działań.

Rozmawiając na temat Pana planu nie da się uciec od programu Grzegorza Kołodki. Wiemy jednak, że Pan nie lubi mówić o programie ministra finansów w kategoriach konkurencji...

— Czy Państwo słyszeliście, żebym ja powiedział, że nie lubię na ten temat mówić? Nie oceniam publicznie tego programu, ponieważ jest pewien obyczaj w funkcjonowaniu rządu. Spory są nieuniknione, ale nie mogą toczyć się za pośrednictwem mediów. Każdy z nas próbuje przekonać do swoich racji. Mój sposób przekonywania jest niekonfrontacyjny, ponieważ nie uważam, by istniała jakaś sprzeczność między planem działania mojego ministerstwa a zadaniem naprawy finansów publicznych. Zdecydowanie opowiadam się bowiem za ich naprawą i będą popierał ministra finansów w tym dziele.

Dotychczas to minister finansów był zawsze głównym architektem polityki gospodarczej, teraz nie jest już sam. Czy to nie jest powodem napięcia?

— Pojawiły się dwie bardzo znaczące okoliczności, które trzeba uwzględniać. Powstało nowe ministerstwo gospodarki, pracy i polityki społecznej — urząd o bardzo szerokim zakresie działania. Ponadto mamy taką, a nie inną sytuację gospodarczą.  Kwestie personalne są absolutnie wtórne.

Co dla Pana oznacza termin „naprawa finansów publicznych”?

— Naprawa finansów to pakiet wielu złożonych przedsięwzięć. Taki program jest Polsce niezbędny i uważam, że dla ministra gospodarki, pracy i polityki społecznej powinno w nim być kilka ważnych zadań. Choćby odsztywnianie budżetu czy racjonalizacja transferów socjalnych. Naprawa finansów, tak jak ja ją definiuję, oznacza zmiany legislacyjne i systemowe. Nie można tego zrobić bez poparcia rządu i parlamentu. Program naprawy finansów musi być połączony z programem ożywienia gospodarki, czyli programem zorientowanym na przedsiębiorczość i na zatrudnienie. Jeśli tak nie będzie, to choćby był najlepszy — stanie się to wyłącznie produktem intelektualnym. Przestrzegam przed wiarą, że da się coś wymusić na zasadzie wewnętrznego intelektualnego przekonania, że „nie ma innego wyjścia”. Naprawiajmy finanse publiczne, ale w sposób rozumny.

Jaki powinien być rozsądny harmonogram takich działań?

— Trzy elementy powinny składać się na program gospodarczy rządu. Po pierwsze, ożywienie gospodarki, pobudzenie przedsiębiorczości oraz tworzenie miejsc pracy. To musi być robione już. I to jest moja kompetencja jako ministra gospodarki, pracy i polityki społecznej. Ale powodzenie jest możliwe tylko wtedy, gdy zmniejszymy obciążenia podatkowe. Drugi element wiąże się ze średniookresową strategią finansową. Rok 2004 jest przełomowy, bo jest to pierwszy rok naszego budżetu w ramach Unii Europejskiej. Średniookresowa strategia finansowa skojarzona z planem ożywienia gospodarki i odzyskania wysokiego wzrostu gospodarczego, a przede wszystkim pobudzenia zatrudnienia i przedsiębiorczości musi być więc realizowana od 1 stycznia 2004 r., a przygotowana w tym roku. Trzeci element to naprawa finansów. Wszystkie elementy naprawy powinny być uchwalone teraz, a wprowadzane w latach 2004-06. Nie można tego dalej odkładać.

Dlaczego?

— W 2006 r. kończy się obecna unijna perspektywa budżetowa, a w latach 2007-13 będziemy mieli nową. Musimy myśleć o tym, że już jesteśmy w UE i to Unia wyznacza nam ten horyzont.

Czy w ramach tej strategii widzi Pan możliwość włączenia bogatych rolników do ZUS?

— Uważam to za konieczne. Gdy powiedziałem, że w naprawie finansów publicznych minister gospodarki i pracy powinien mieć określone zadania, to jednym z nich powinno być zreformowanie KRUS. To zadanie powinien wykonać minister właściwy do zabezpieczenia społecznego, a nie minister rolnictwa. W programie wicepremiera Grzegorza Kołodki jest zapisane przesunięcie tej kompetencji i ja się z tym zgadzam. Jeśli Rada Ministrów podejmie taką decyzję, będę szybko przygotowany do przedstawienia programu reformy KRUS i do jej stopniowego wprowadzania. Założenia projektu są gotowe.

W Pana wypowiedziach można odnaleźć rozwiązania różniące się od proponowanych przez ministra finansów — dotyczą one m.in. deficytu budżetowego czy wejścia Polski do strefy euro...

— Gdyby zapytano mnie, czy w konsekwencji moich propozycji może nastąpić przejściowe zwiększenie deficytu budżetowego, odpowiedziałbym, że tak. Byłoby przejściowe zwiększenie deficytu , który jednak w wyniku wzrostu gospodarczego będzie szybko się zmniejszał. Dopuszczałbym więc nieco wyższy deficyt budżetowy, ale tylko w wyniku obniżki podatków, jako ważnej przesłanki ożywienia gospodarki. Taki scenariusz zyskałby moje uznanie.

Wszystkie działania Grzegorza Kołodki prowadzą do wejścia Polski do unii walutowej w 2007 r.

— Niedawno, chyba na początku kwietnia, słyszałem wypowiedzi pana wicepremiera, w których mówił, że euro nie jest celem, tylko środkiem. Uważam, że błędem byłoby prowadzenie polityki gospodarczej, której jedynym celem jest wejście do strefy euro. Przeciwko takiej polityce twardo wystąpię. Polska powinna zmierzać do strefy euro, i tu nie ma sprzeczności racji. Jednak nasze wejście do niej powinno być następstwem umocnienia fundamentów gospodarki.

Premier Kołodko zmienia czasem zdanie, czy Pan także może pójść na ustępstwa?

— W państwa pytaniu jest założenie, że my z ministrem finansów prowadzimy jakieś targi. Zapewniam, że tak nie jest. Działalność ministra ma dwa wymiary. W wymiarze koncepcyjno-programowym spory są naturalne.

Drugi wymiar to konkretne przedsięwzięcia, zmiany organizacyjne, logistyczne, decyzje finansowe, zmiany prawne. O racjonalności polityki można mówić wtedy, gdy to, co się robi, wynika z jakiegoś planu, jest monitorowane, oceniane i korygowane. Jeśli nie da się zrealizować pomysłu jedną drogą, trzeba szukać innej. Ja często się zżymam, niecierpliwię, nawet jestem wściekły po niepowodzeniach. Ale gdy udaje mi się pokonać przeszkody i osiągnąć cel, nie traktuję tego jako osobistego zwycięstwa nad kimkolwiek, lecz mam satysfakcję, że przebił się do realizacji dobry projekt.

Ministrowi gospodarki i pracy trudno być jednocześnie ministrem polityki socjalnej. Kasa pusta i trzeba się zdecydować, czy dawać na rozwój czy na zasiłki?

— To prawda, ale tylko pod warunkiem, że myślimy w kategoriach statycznych — mamy jakieś pieniądze i jeśli wydamy je na cel A, to zabraknie na cel B. Ja myślę o gospodarce dynamicznie, nie dzielę pieniędzy, lecz kształtuję gospodarstwo narodowe. Prowadząc politykę staram się podejmować działania, które lepiej prowadzą do celu, a z drugiej strony dają większe środki na jego realizację. Moje propozycje zawsze zmierzają do zmian na lepsze, w kierunku zmniejszania ubóstwa, aktywizacji zawodowej, wzrostu zatrudnienia. To wszystko jest rozwojem gospodarczym, to w efekcie pomoże naprawić także finanse publiczne.

Na drodze stagnacji i spadku aktywności gospodarczej pozostanie albo zrezygnować z niektórych funkcji państwa, albo ciąć wszystko po równo i niczego nie załatwić. Jeśli chcemy uniknąć takich perturbacji, to jedynym sposobem myślenia jest ten, który od początku oferowałem ministrowi finansów — minister polityki społecznej, który chce zwiększać zatrudnienie, to jego strategiczny sojusznik. Nie ma więc powodu do kłótni z Grzegorzem Kołodką, choć są naturalne na tym etapie różnice zdań. Ostateczne rozstrzygnięcie podejmie rząd i ja się temu politycznie podporządkuję.

Jak przekonać przedsiębiorców do inwestowania?

— Przekonywanie nie jest dobrą metodą, bo apele w gospodarce nie skutkują. W programie mojego resortu jest pomysł na sanację złych kredytów, sposoby na uruchomienie dodatkowego kapitału, usuwania barier przed przedsiębiorczością. To wszystko może kosztować budżet, więc siądźmy i policzmy, ile. Ale policzmy także, ile zyskamy na pobudzeniu w ten sposób gospodarki w kolejnych latach. Minister finansów nie może myśleć tylko w horyzoncie jednego roku, w kategoriach zero-jedynkowych. Jeśli minister finansów zabrania inwestować, aby w przyszłości osiągnąć wyższe dochody, to nie ma w tym żadnej polityki. A rząd nie jest od administrowania, tylko od prowadzenia polityki gospodarczej.

Czy narzędzia, o których Pan mówił, są wystarczające?

— Sądzę, że nie. Dlatego namawiam ministra finansów do bardziej odczuwalnego zmniejszania obciążeń podatkowych — to pobudzi popyt, a w rezultacie zatrudnienie. Zróbmy to jednak w sposób bezpieczny, czyli wspólnie ustalmy politykę średniookresową. Jeśli debata odbywa się w sposób rozsądny, zawsze dochodzi się do kompromisu. Jestem pewien, że ciągu 3-4 tygodni dojdziemy do bardzo racjonalnego porozumienia.

Wracamy do cezury czasowej i przedterminowych wyborów parlamentarnych w czerwcu przyszłego roku. Czy rząd w ogóle zdoła coś zrobić przed tym terminem?

— Kluczowe będą najbliższe miesiące, do września, kiedy powstanie budżet na 2004 r. Co nie zostanie wypchnięte do parlamentu do tego czasu, nie będzie już miało żadnych szans na realizację. Im bliżej wyborów, tym więcej katastrofalnych pomysłów pojawia się z reguły w parlamencie. Nie chodzi więc tylko o zrobienie wszystkiego co można, ale także o blokowanie złych pomysłów. Program naprawy finansów jest więc równocześnie formą obrony przed nieodpowiedzialnym zachowaniem posłów i senatorów.

Jak Pan ocenia politykę pieniężną i RPP? Bardzo rzadko wypowiada się Pan na ten temat, nawet w przypadku wykorzystania rezerwy rewaluacyjnej.

— Po co dodawać zgiełku do tego, który już istnieje? Niemniej uważam, że nie ucieknie się od zmian i rozmowy na ten temat. Jednak rozmowa za pośrednictwem mediów oddala nas od dobrego rozwiązania. Zapewniam, że będziemy pracować nad rozwiązaniem, które zostanie zaakceptowane przez obie strony sporu. Tyle może dziś powiedzieć rozsądny minister. Na pewno jednak łatwiej będzie rozmawiać w sytuacji, gdy rząd będzie miał opracowany program gospodarczy i zdobędzie dla niego znaczące poparcie. Teraz z punktu widzenia RPP sytuacja może być definiowana następująco: panowie z rządu nie wiedzą, co mają robić, więc szukają pieniędzy, które pozwolą przetrwać.

Tak oczywiście nie jest, jednak zasadnicze rozmowy z RPP należy podjąć po ustaleniu programu gospodarczego rządu