Krajowy, narodowy, europejski — to słowa, które przedsiębiorcom zdarza się umieszczać w nazwach swoich firm. Klienci, którzy korzystają z ich usług, nie zawsze zdają sobie sprawę z tego, że są to prywatne firmy, a nie instytucje państwowe. Mamy na przykład Krajowy Rejestr Długów (KRD), Skarbnicę Narodową czy Europejskie Biuro Ochrony Finansów.

Ale KRD nie działa z ramienia rządu, Skarbnica Narodowa nie ma nic wspólnego ze skarbem narodowym, a Europejskie Biuro Ochrony Finansów to maleńka firma z kapitałem zakładowym 15 tys. zł, która funkcjonuje od niedawna i na terenie Polski. Wystarczy zresztą zajrzeć do Krajowego Rejestru Sądowego (który, dla odróżnienia od opisywanych firm, jest faktycznie państwowy) i wpisać którekolwiek z tych słów. Pojawią się dziesiątki podmiotów, z których znaczna część nie ma z oficjalnymi instytucjami wiele wspólnego.
W Anglii i Hiszpanii nie można
— Wykorzystanie takich słów to prosty sposób na budowanie wiarygodności i reputacji stabilnej firmy o podłożu państwowym — przyznaje Piotr Kłyk, prezes Kliniki Reputacji, firmy zajmującej się ochroną wizerunku przedsiębiorców w internecie. Są kraje, gdzie takie słowa są zarezerwowane wyłącznie dla instytucji państwowych.
— W wielu obcych ustawodawstwach w sposób wyraźny zakazuje się używania tego rodzaju określeń dla oznaczenia przedsiębiorcy jako stanowiących mylną dla jego odbiorców informację o charakterze przedsiębiorstwa, osobie przedsiębiorcy, przedmiocie lub miejscu jego działalności czy źródłach zaopatrzenia. Wystarczy wspomnieć hiszpański dekret królewski z 19 lipca 1996 r., którego przepisy w sposób jednoznaczny wskazują, że przymiotniki „narodowy”, „krajowy”, „autonomiczny”, „prowincjonalny”, „oficjalny” czy „municypalny” mogą być użyte wyłącznie w przypadku, kiedy jednostka publiczna na poziomie krajowym lub autonomicznym (regionalnym) ma większościowy udział w danym podmiocie — mówi Piotr Grzonek, adwokat, partner w kancelarii DPPA Legal.
Jego zdaniem, obostrzenia podobnego rodzaju można spotkać również w reprezentującym anglosaski system prawa i obowiązującym w Wielkiej Brytanii The Companies Act 2006. Jego przepisy dają podstawę do odmowy rejestracji spółki, jeżeli jej nazwa sugeruje powiązanie z instytucją publiczną.
Mogą wprowadzać w błąd
W naszym prawie takiego ograniczenia nie ma.
— Polskie prawo nie zawiera przepisów, które wprost zabraniałyby używania określeń „narodowy” czy „krajowy” w nazwie przedsiębiorcy — mówi Marta Koremba, rzecznik patentowy. Czy taki zakaz powinien funkcjonować? Eksperci zgadzają się co do tego, że podobne nazwy sugerują powiązania z organami państwa, a więc mogą wprowadzać w błąd.
— Nie każdy może zdawać sobie sprawę z tego, że wymienione wyżej firmy nie są instytucjami państwowymi, ale prywatnymi spółkami, a ich nazwy poprzez użycie określeń np. „narodowa” i „krajowy” mogą nasuwać powiązanie z organami państwa — przyznaje Marta Koremba. Zdaniem Piotra Grzonka, zakaz ich używania również w Polsce byłby uzasadniony.
— Fakt, że inne ustawodawstwa limitują w tym zakresie swobodę podmiotów profesjonalnych oraz uzasadnienia takich reakcji najlepiej świadczą o tym, że istnieje realna potrzeba zapewnienia ochrony zarówno przedsiębiorców, jak i ich klientów przed bardzo często bezpodstawnym, ale intencjonalnym wykorzystaniem takich cech, jak: rzetelność, renoma, dobra pozycja finansowa, wielkość, władza, które to wynikają właśnie z wprowadzenia wyżej wspomnianych słów do nazwy firmy — twierdzi Piotr Grzonek. Jego zdaniem, określenia w rodzaju „międzynarodowy”, „krajowy”, „narodowy”, czy „europejski” są bardzo silnie nacechowane. Mogą wywierać wrażenie, że podmiot mający je w swojej nazwie jest stabilny, silny, solidny, ma dużą renomę, rozbudowane kontakty, wsparcie, bogate doświadczenie czy też inklinacje ponadpaństwowe.
To grozi grzywną
Zdaniem Janiny Filek z sekcji etyki biznesu przy Polskim Towarzystwie Etyki, „krajowy” oznacza polski, czyli zakreślenie obszaru geograficznego — np. w określeniu Krajowy Rejestr Długów twórcy tej nazwy mogli chcieć zaznaczyć jej ogólnokrajowy zasięg i trudno tu wyrokować o złej woli. Podobnie ze słowami „europejski” i „narodowy”.
— Choć w tym ostatnim przypadku ze względów patriotycznych nie należałoby nadużywać tego określenia, ale w momencie kiedy ostatnio osłabła siła patriotyzmu, także tutaj trudno o jednoznacznie negatywną ocenę. Co innego, gdyby użyto określenia „państwowy”, kiedy rzeczywiście firma nie została powołana przez aparat państwowy lub za jego zgodą — uważa Janina Filek.
Również Ministerstwo Sprawiedliwości w takich nazwach nie widzi problemu. — Czy w ogóle istnieje firma „Skarbnica Narodowa”, „Krajowy Rejestr Długów”, „Europejskie Biuro Ochrony Finansów”? Zacznijmy od jasnego postawienia kwestii — nie ma takich firm.
Jest firma Skarbnica Narodowa spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, Krajowy Rejestr Długów spółka akcyjna, Europejskie Biuro Ochrony Finansów spółka z o.o. spółka komandytowa. Jeżeli więc odczytam pełną nazwę takich podmiotów, to nie mam żadnej wątpliwości, że nie jest to państwowa instytucja. Sama więc, odczytana zgodnie z przepisami prawa, nazwa firmy, określona zgodnie z przepisami prawa nie pozostawia wątpliwości co do tego, czy jest to jakaś państwowa instytucja, czy też spółka prawa handlowego — twierdzi Wojciech Łukowski z Departamentu Sądów, Organizacji i Analiz Wymiaru Sprawiedliwości w Ministerstwie Sprawiedliwości. Jego zdaniem, firma spółki handlowej nie może się posługiwać nazwą bez dodatku wskazującego na jej formę prawną.
— Może więc zaistnieć sytuacja, że prawidłowa nazwa firmy w błąd nie wprowadza, ale posługiwanie się jej częścią — już tak. Pominięcie części nazwy firmy może oznaczać nałożenie grzywny z art. 595 kodeks spółek handlowych (k.s.h.) Pamiętajmy przy tym, że jest przecież także cały aparat ochrony konkurencji i konsumentów, który może zająć się reklamą wprowadzającą w błąd — przestrzega Wojciech Łukowski.
Zakaz ograniczy swobodę
Tym samym polskie prawo nie pozostaje bezradne wobec wprowadzania w błąd, także jeśli chodzi o nazwy firm. Nie zakazuje bezpośrednio nazywania firm „krajowymi” czy „narodowymi”, ale zawiera inne ograniczenia. — Wiele przepisów nakazujących lub zakazujących używania pewnych oznaczeń w nazwie przedsiębiorcy rozproszonych jest w różnych aktach prawnych. Przykładowo, k.s.h. reguluje oznaczenie formy prawnej spółki, zaś ustawy sektorowe wskazują, jakie podmioty są uprawnione do używania określeń zastrzeżonych, takich jak np. bank, poczta czy zakład ubezpieczeń — mówi Marcin Kolasiński, radca prawny w Baker & McKenzie.
Przykładem może być regulacja art. 3 ustawy Prawo bankowe, która co prawda wprowadza restrykcje w używaniu wyrazów „bank” lub „kasa”, ale zakaz ten nie dotyczy zastosowań do podmiotów, które wyraźnie nie wykonują czynności bankowych.
— Tak więc nie można używać słowa „bank”, jeżeli nie jest jasne, że podmiot nie wykonuje czynności bankowych, można jednak w ogóle użyć takiego słowa, np. „bank danych” itd. — mówi Wojciech Łukawski. Najbardziej podstawowa zasada wynika z kodeksu cywilnego.
— Firma przedsiębiorcy powinna się odróżniać dostatecznie od firm innych przedsiębiorców prowadzących działalność na tym samym rynku i nie może wprowadzać w błąd, w szczególności co do osoby przedsiębiorcy, przedmiotu działalności przedsiębiorcy, miejsca działalności, źródeł zaopatrzenia — podkreśla Marcin Barycki, rzecznik patentowy, założyciel Barycki Kancelaria Prawno-Patentowa, autor bloga patentujemy.com. Wobec tego słów „krajowy” czy „narodowy” można używać w nazwach firm, ale tak, żeby nie wprowadzały w błąd.
— Należy jednocześnie przestrzec przed automatycznym uznawaniem firm używających zwrotów „narodowy” czy „europejski” za wprowadzające w błąd, gdyż niejednokrotnie jest to określenie doskonale oddające charakter działalności przedsiębiorcy — twierdzi Marcin Kolasiński.
W tym kontekście zakaz używania słów „krajowy” czy „narodowy” w nazwach firm wydaje się zbędny. Zdaniem Wojciecha Łukowskiego, mógłby też stanowić naruszenie swobody prowadzenia działalności gospodarczej.
— Jakikolwiek zakaz musiałby mieć uzasadnienie, stanowiłby bowiem ograniczenie swobody prowadzenia działalności gospodarczej, a więc dotykałby regulacji art. 22 konstytucji nakazującej ograniczać wolność działalności gospodarczej tylko w drodze ustawy i tylko ze względu na ważny interes publiczny — mówi Wojciech Łukowski.