Narodowy, ale prywatny

Sylwia WedziukSylwia Wedziuk
opublikowano: 2013-09-02 00:00

Prawo: Określenia „krajowy” czy „narodowy” w nazwach firm mogą sugerować powiązanie z organami państwa. Jednak wolno ich używać, pod warunkiem że nie wprowadzają w błąd

Krajowy, narodowy, europejski — to słowa, które przedsiębiorcom zdarza się umieszczać w nazwach swoich firm. Klienci, którzy korzystają z ich usług, nie zawsze zdają sobie sprawę z tego, że są to prywatne firmy, a nie instytucje państwowe. Mamy na przykład Krajowy Rejestr Długów (KRD), Skarbnicę Narodową czy Europejskie Biuro Ochrony Finansów.

Stadion Narodowy na razie jest naprawdę
Stadion Narodowy na razie jest naprawdę "narodowy" (FOT. TR)
None
None

Ale KRD nie działa z ramienia rządu, Skarbnica Narodowa nie ma nic wspólnego ze skarbem narodowym, a Europejskie Biuro Ochrony Finansów to maleńka firma z kapitałem zakładowym 15 tys. zł, która funkcjonuje od niedawna i na terenie Polski. Wystarczy zresztą zajrzeć do Krajowego Rejestru Sądowego (który, dla odróżnienia od opisywanych firm, jest faktycznie państwowy) i wpisać którekolwiek z tych słów. Pojawią się dziesiątki podmiotów, z których znaczna część nie ma z oficjalnymi instytucjami wiele wspólnego.

W Anglii i Hiszpanii nie można

— Wykorzystanie takich słów to prosty sposób na budowanie wiarygodności i reputacji stabilnej firmy o podłożu państwowym — przyznaje Piotr Kłyk, prezes Kliniki Reputacji, firmy zajmującej się ochroną wizerunku przedsiębiorców w internecie. Są kraje, gdzie takie słowa są zarezerwowane wyłącznie dla instytucji państwowych.

— W wielu obcych ustawodawstwach w sposób wyraźny zakazuje się używania tego rodzaju określeń dla oznaczenia przedsiębiorcy jako stanowiących mylną dla jego odbiorców informację o charakterze przedsiębiorstwa, osobie przedsiębiorcy, przedmiocie lub miejscu jego działalności czy źródłach zaopatrzenia. Wystarczy wspomnieć hiszpański dekret królewski z 19 lipca 1996 r., którego przepisy w sposób jednoznaczny wskazują, że przymiotniki „narodowy”, „krajowy”, „autonomiczny”, „prowincjonalny”, „oficjalny” czy „municypalny” mogą być użyte wyłącznie w przypadku, kiedy jednostka publiczna na poziomie krajowym lub autonomicznym (regionalnym) ma większościowy udział w danym podmiocie — mówi Piotr Grzonek, adwokat, partner w kancelarii DPPA Legal.

Jego zdaniem, obostrzenia podobnego rodzaju można spotkać również w reprezentującym anglosaski system prawa i obowiązującym w Wielkiej Brytanii The Companies Act 2006. Jego przepisy dają podstawę do odmowy rejestracji spółki, jeżeli jej nazwa sugeruje powiązanie z instytucją publiczną.

Mogą wprowadzać w błąd

W naszym prawie takiego ograniczenia nie ma.

— Polskie prawo nie zawiera przepisów, które wprost zabraniałyby używania określeń „narodowy” czy „krajowy” w nazwie przedsiębiorcy — mówi Marta Koremba, rzecznik patentowy. Czy taki zakaz powinien funkcjonować? Eksperci zgadzają się co do tego, że podobne nazwy sugerują powiązania z organami państwa, a więc mogą wprowadzać w błąd.

— Nie każdy może zdawać sobie sprawę z tego, że wymienione wyżej firmy nie są instytucjami państwowymi, ale prywatnymi spółkami, a ich nazwy poprzez użycie określeń np. „narodowa” i „krajowy” mogą nasuwać powiązanie z organami państwa — przyznaje Marta Koremba. Zdaniem Piotra Grzonka, zakaz ich używania również w Polsce byłby uzasadniony.

— Fakt, że inne ustawodawstwa limitują w tym zakresie swobodę podmiotów profesjonalnych oraz uzasadnienia takich reakcji najlepiej świadczą o tym, że istnieje realna potrzeba zapewnienia ochrony zarówno przedsiębiorców, jak i ich klientów przed bardzo często bezpodstawnym, ale intencjonalnym wykorzystaniem takich cech, jak: rzetelność, renoma, dobra pozycja finansowa, wielkość, władza, które to wynikają właśnie z wprowadzenia wyżej wspomnianych słów do nazwy firmy — twierdzi Piotr Grzonek. Jego zdaniem, określenia w rodzaju „międzynarodowy”, „krajowy”, „narodowy”, czy „europejski” są bardzo silnie nacechowane. Mogą wywierać wrażenie, że podmiot mający je w swojej nazwie jest stabilny, silny, solidny, ma dużą renomę, rozbudowane kontakty, wsparcie, bogate doświadczenie czy też inklinacje ponadpaństwowe.

To grozi grzywną

Zdaniem Janiny Filek z sekcji etyki biznesu przy Polskim Towarzystwie Etyki, „krajowy” oznacza polski, czyli zakreślenie obszaru geograficznego — np. w określeniu Krajowy Rejestr Długów twórcy tej nazwy mogli chcieć zaznaczyć jej ogólnokrajowy zasięg i trudno tu wyrokować o złej woli. Podobnie ze słowami „europejski” i „narodowy”.

— Choć w tym ostatnim przypadku ze względów patriotycznych nie należałoby nadużywać tego określenia, ale w momencie kiedy ostatnio osłabła siła patriotyzmu, także tutaj trudno o jednoznacznie negatywną ocenę. Co innego, gdyby użyto określenia „państwowy”, kiedy rzeczywiście firma nie została powołana przez aparat państwowy lub za jego zgodą — uważa Janina Filek.

Również Ministerstwo Sprawiedliwości w takich nazwach nie widzi problemu. — Czy w ogóle istnieje firma „Skarbnica Narodowa”, „Krajowy Rejestr Długów”, „Europejskie Biuro Ochrony Finansów”? Zacznijmy od jasnego postawienia kwestii — nie ma takich firm.

Jest firma Skarbnica Narodowa spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, Krajowy Rejestr Długów spółka akcyjna, Europejskie Biuro Ochrony Finansów spółka z o.o. spółka komandytowa. Jeżeli więc odczytam pełną nazwę takich podmiotów, to nie mam żadnej wątpliwości, że nie jest to państwowa instytucja. Sama więc, odczytana zgodnie z przepisami prawa, nazwa firmy, określona zgodnie z przepisami prawa nie pozostawia wątpliwości co do tego, czy jest to jakaś państwowa instytucja, czy też spółka prawa handlowego — twierdzi Wojciech Łukowski z Departamentu Sądów, Organizacji i Analiz Wymiaru Sprawiedliwości w Ministerstwie Sprawiedliwości. Jego zdaniem, firma spółki handlowej nie może się posługiwać nazwą bez dodatku wskazującego na jej formę prawną.

— Może więc zaistnieć sytuacja, że prawidłowa nazwa firmy w błąd nie wprowadza, ale posługiwanie się jej częścią — już tak. Pominięcie części nazwy firmy może oznaczać nałożenie grzywny z art. 595 kodeks spółek handlowych (k.s.h.) Pamiętajmy przy tym, że jest przecież także cały aparat ochrony konkurencji i konsumentów, który może zająć się reklamą wprowadzającą w błąd — przestrzega Wojciech Łukowski.

Zakaz ograniczy swobodę

Tym samym polskie prawo nie pozostaje bezradne wobec wprowadzania w błąd, także jeśli chodzi o nazwy firm. Nie zakazuje bezpośrednio nazywania firm „krajowymi” czy „narodowymi”, ale zawiera inne ograniczenia. — Wiele przepisów nakazujących lub zakazujących używania pewnych oznaczeń w nazwie przedsiębiorcy rozproszonych jest w różnych aktach prawnych. Przykładowo, k.s.h. reguluje oznaczenie formy prawnej spółki, zaś ustawy sektorowe wskazują, jakie podmioty są uprawnione do używania określeń zastrzeżonych, takich jak np. bank, poczta czy zakład ubezpieczeń — mówi Marcin Kolasiński, radca prawny w Baker & McKenzie.

Przykładem może być regulacja art. 3 ustawy Prawo bankowe, która co prawda wprowadza restrykcje w używaniu wyrazów „bank” lub „kasa”, ale zakaz ten nie dotyczy zastosowań do podmiotów, które wyraźnie nie wykonują czynności bankowych.

— Tak więc nie można używać słowa „bank”, jeżeli nie jest jasne, że podmiot nie wykonuje czynności bankowych, można jednak w ogóle użyć takiego słowa, np. „bank danych” itd. — mówi Wojciech Łukawski. Najbardziej podstawowa zasada wynika z kodeksu cywilnego.

— Firma przedsiębiorcy powinna się odróżniać dostatecznie od firm innych przedsiębiorców prowadzących działalność na tym samym rynku i nie może wprowadzać w błąd, w szczególności co do osoby przedsiębiorcy, przedmiotu działalności przedsiębiorcy, miejsca działalności, źródeł zaopatrzenia — podkreśla Marcin Barycki, rzecznik patentowy, założyciel Barycki Kancelaria Prawno-Patentowa, autor bloga patentujemy.com. Wobec tego słów „krajowy” czy „narodowy” można używać w nazwach firm, ale tak, żeby nie wprowadzały w błąd.

— Należy jednocześnie przestrzec przed automatycznym uznawaniem firm używających zwrotów „narodowy” czy „europejski” za wprowadzające w błąd, gdyż niejednokrotnie jest to określenie doskonale oddające charakter działalności przedsiębiorcy — twierdzi Marcin Kolasiński.

W tym kontekście zakaz używania słów „krajowy” czy „narodowy” w nazwach firm wydaje się zbędny. Zdaniem Wojciecha Łukowskiego, mógłby też stanowić naruszenie swobody prowadzenia działalności gospodarczej.

— Jakikolwiek zakaz musiałby mieć uzasadnienie, stanowiłby bowiem ograniczenie swobody prowadzenia działalności gospodarczej, a więc dotykałby regulacji art. 22 konstytucji nakazującej ograniczać wolność działalności gospodarczej tylko w drodze ustawy i tylko ze względu na ważny interes publiczny — mówi Wojciech Łukowski.