Jesteśmy narodem niezwykle pracowitym. Przepracowujemy rocznie średnio 1966 godzin — wyliczyła OECD. Bardziej pracowitych nacji jest niewiele, np. Koreańczycy, Grecy (sic!) czy Węgrzy. Mniej godzin siedzą w pracy natomiast Niemcy, Finowie, Irlandczycy, Włosi, Amerykanie, a nawet Japończycy. Powinniśmy się cieszyć? Niestety. Zestawienie jest raczej dowodem, jak wiele musimy zmienić w naszej pracy.

— W Polsce szwankuje efektywność, wiele czasu w pracy marnujemy. Poza tym mamy bardzo kiepsko zorganizowaną pracę — pracownik traci przeciętnie kilka godzin na czynności organizacyjno-administracyjne wymuszane przez różne departamenty w firmie. Do tego dochodzi niska motywacja do pracy, spowodowana m.in. znacznym rozwarstwieniem płac. Np. w przypadku kadry specjalistycznej i menedżerskiej jest ono znacznie większe niż na zachodzie Europy — ocenia Radosław Cholewiński, główny ekonomista Noble Banku.
Mimo że pracujemy dużo, nasze zarobki — na tle europejskich — są ledwo widoczne. Przeciętna niemiecka pensja jest prawie pięć razy wyższa. Polscy pracownicy mogą wątpić, czy kiedykolwiek uda się zniwelować tę różnicę.
— Perspektywa dogonienia średniej unijnej (przy założeniu, że UE nie poszerzy się o mniej zamożne państwa) to — w zależności od założonego tempa wzrostu gospodarczego — 25-35 lat. Czyli mniej więcej horyzont pokolenia. Wtedy poziom wynagrodzeń w Polsce zrównoważy się ze średnią unijną — ocenia Radosław Cholewiński, ekonomista Noble Banku.

Więcej w czwartkowym Pulsie Biznesu. KUP ONLINE>>