Mimo że nasz kraj nie został jeszcze przyjęty do grona członków Unii Europejskiej, środowisko polskiego biznesu jest już formalnym członkiem struktur unijnych. Dzieje się to za pośrednictwem izb gospodarczych, które w znacznej części zdecydowały się na wstąpienie do swoich odpowiedników na poziomie europejskim.
Nie wszystkie polskie izby branżowe prowadzą działalność na skalę międzynarodową. Niektóre z nich nie widzą dla siebie żadnych korzyści, które mogłyby płynąć z takiej przynależności. W grupie tej dość popularne są opinie, że opłaty członkowskie są zbyt wysokie, a możliwość uzyskania konkretnych korzyści mało prawdopodobna.
— Przymierzaliśmy się do przystąpienia do organizacji reprezentującej naszą branżę w Europie, stwierdziliśmy jednak, że na tym etapie nie jest nam to jeszcze potrzebne. To zbyt kosztowne przedsięwzięcie, którego efekty trudno jest oszacować. Wydaje mi się, że tu, w Polsce, możemy osiągnąć więcej. Chcemy się przygotować do wejścia do Unii Europejskiej „na własnym podwórku” — tłumaczy Mirosław Tabaczkiewicz, dyrektor Polskiej Izby Konstrukcji Stalowych.
O wysokich kosztach przynależności do organizacji europejskich mówi również Jerzy Ziaja, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Recyklingu.
— Członkostwo w organizacji europejskiej mogłoby z pewnością przynieść nam duże korzyści, w tej chwili nie możemy sobie jednak na to pozwolić ze względów finansowych — narzeka Jerzy Ziaja.
Składki członkowskie w organizacjach europejskich rzeczywiście nie są niskie. W zależności od branży roczna opłata waha się między kilkoma a kilkudziesięcioma tysiącami euro. Prezesi izb, które zdecydowały się na przystąpienie do tych zrzeszeń, twierdzą jednak jednogłośnie, że jest to inwestycja, która się opłaca.
— Biorąc udział w działalności stowarzyszenia reprezentującego naszą branżę w Unii Europejskiej, zdobywamy wielką wiedzę, doświadczenia, a także możliwość uczestnictwa w bezpośrednio nas dotyczącym procesie decyzyjnym. To wartości, za które warto zapłacić — przekonuje Sławomir Krystek, dyrektor generalny Izby Gospodarczej Energetyki i Ochrony Środowiska.
Do brania czynnego udziału w strukturach europejskich zachęca polskich przedsiębiorców Krajowa Izba Gospodarcza.
— KIG należy zarówno do organizacji światowej, mającej swoją siedzibę w Paryżu, jak i do Stowarzyszenia Europejskich Izb Gospodarczych. Mamy też wiele umów bilateralnych. Do takiej samej postawy zachęcamy również naszych członków. Wielu z nich przynależy już do swoich odpowiedników w strukturach europejskich. Sceptyczne nastawienie do zrzeszania się na skalę międzynarodową wynika z reguły z niewiedzy. Dlatego też, jako KIG, staramy się zapoznawać zrzeszone u nas izby z korzyściami płynącymi z poszerzenia zasięgu swojej aktywności — informuje Marek Kłoczko, sekretarz generalny Krajowej Izby Gospodarczej.
Reprezentanci izb gospodarczych należących do stowarzyszeń międzynarodowych podkreślają olbrzymie korzyści płynące z możliwości konfrontacji wiedzy i doświadczeń ze swoimi unijnymi kolegami.
— Uczestnictwo w organizacji międzynarodowej jest dla nas bardzo istotne. ECTAA przeznacza bardzo duże środki na różne badania, analizy i raporty obrazujące stan, potrzeby i perspektywy branży turystycznej w skali międzynarodowej. Obserwujemy również rozwiązania organizacyjne stosowane w krajach o dłuższych tradycjach rynkowych niż Polska, starając się budować podobną strukturę — tłumaczy Andrzej Kozłowski, prezes Polskiej Izby Turystyki.
O dużym znaczeniu wiedzy zdobywanej dzięki kontaktom międzynarodowym mówi również Sławomir Krystek.
— W ostatnich latach branża energetyczna przechodzi radykalne przemiany. Jest to wynikiem nowych możliwości technologicznych, które wcześniej nie były stosowane w skali masowej. Jako członek organizacji międzynarodowych mamy możliwość korzystania z doświadczeń innych krajów i przenoszenia ich na polski grunt. Za ciekawy przykład do naśladowania uważam rozwiązanie zastosowane w Wielkiej Brytanii. Podczas gdy w Polsce koncentrujemy się na cenie i pewności naszej oferty, Brytyjczycy postawili na kompleksową obsługę klienta — mówi Sławomir Krystek.
Oprócz samej wiedzy członkostwo w międzynarodowych organizacjach pozwala również na uzyskiwanie różnego rodzaju certyfikatów i zaświadczeń, uznawanych na całym świecie.
— Jesteśmy członkiem dwóch branżowych organizacji międzynarodowych. Pierwszą z nich, o zasięgu światowym, jest Federacja Zrzeszeń Spedytorów Międzynarodowych — FIATE w Zurychu. Druga to stowarzyszenie europejskie — CLECAT, z siedzibą w Brukseli. Członkostwo w tej pierwszej, oprócz wielu innych korzyści, daje nam również wyłączność na prowadzenie szkoleń zawodowych według opracowanego przez nią programu. Szkolenia te są zakończone uzyskaniem uznawanego na całym świecie dyplomu „FIATE Diploma in Freight for Warding”. Mamy również wyłączność na drukowanie i rozprowadzanie dokumentów spedycyjnych FIATE — podkreśla Franciszek Jaśniak, prezes Polskiej Izby Spedycji i Logistyki.
Oprócz dostępu do wiedzy udział w międzynarodowych stowarzyszeniach pozwala polskim reprezentantom uczestniczyć w procesie decyzyjnym, dotyczącym danej branży, na poziomie europejskim.
— CLECAT ma status doradcy wszystkich komisji i dyrektoriatów w Komisji Europejskiej. Nasi członkowie pracując w grupach roboczych i komisjach, a także zasiadając w gremiach tej organizacji mają wpływ na decyzje dotyczące naszej branży — mówi Franciszek Jaśniak.
Wielu przedsiębiorców w obecnych warunkach nie widzi sensu istnienia izby branżowej, której działalność ograniczałaby się do skali jednego kraju. Brak możliwości monitorowania tego, co się dzieje na poziomie europejskim, a także prowadzenia dialogu z władzami Unii, w znaczący sposób ogranicza jej skuteczność działania.
— Izba, która nie współpracuje ze swoim odpowiednikiem na poziomie europejskim, właściwie traci sens. Polska jest coraz bliżej przystąpienia do Unii Europejskiej. Oznacza to, że już wkrótce staniemy się uczestnikiem wspólnego, wolnego rynku. Biorąc udział w pracy stowarzyszenia europejskiego, już dziś wpływamy na kształtowanie europejskiej, polityki energetycznej. Działania takie są tym istotniejsze, że polskie władze nie są chętne do współpracy z reprezentantami środowiska biznesu — twierdzi Sławomir Krystek.