— Chleb może uzależnić i to mi się chyba udało — z dumą przyznaje Lech Jędryka, prezes Stowarzyszenia Rzemieślników Piekarstwa RP.
Zanim Lech Jędryka sięgnął po prezesurę stowarzyszenia piekarzy, mozolnie uczył się zawodu w zakładzie teścia.
— Miałem 24 lata, kiedy zacząłem praktykę. Piekarnia zajmowała wtedy zaledwie 60 mkw. i zatrudniała trzech ludzi. Teść — Aleksander Krysiak, podobnie jak ja, nie wywodził się z rodziny piekarzy. Do Częstochowy przybył z Wielkopolski, gdzie pracował jako bednarz. Ale mówił, że „wiórami nie da się najeść” — opowiada Lech Jędryka.
Niedziela była dla nas
W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych powstawały wielkie piekarnie, tzw. giganty.
— W tygodniu jadło się, co było, ale na niedzielę kupowało się dobry chleb. Nie narzekaliśmy na brak klientów — mówi Jędryka.
Stopniowo rozbudowywał piekarnię, którą — już jako właściciel — prowadzi od 1978 roku. Sprowadzał maszyny i się szkolił.
— Cały czas się uczę. Już od początku lat dziewięćdziesiątych, dzięki licznym wyjazdom zagranicznym i szkoleniom, zacząłem dostosowywać produkcję do standardów Unii Europejskiej — zaznacza Jędryka.
Dzięki tej strategii jego piekarnia osiągnęła poziom technologii, jakiego może mu pozazdrościć niejeden kolega po fachu.
— Miewam gości, którzy nie wierzą w to, co mówię na rozmaitych sympozjach, targach czy świętach chleba. Na miejscu, w Częstochowie, przekonują się, że nie zmyślałem — dumnie stwierdza piekarz.
Fabryka chleba
Lech Jędryka nie ma w swojej piekarni zakamarka, do którego obawiałby się wpuścić niespodziewanych gości. Oprowadza po wszystkich pomieszczeniach. Począwszy od stanowisk nowoczesnych dzież, mieszarek (mieszających ciasto chlebowe), pieców, przez skład wyrobów gotowych, po garaż samochodów dostawczych.
— Za przestrzeganie reżimu sanitarnego w procesie produkcji otrzymałem od sanepidu Znak Jakości — dodaje Jędryka.
Twierdzi, że w wyrobie pieczywa zachowanie zasad higieny i przestrzeganie rygoru produkcyjnego jest najważniejsze.
— Chleb to właściwy żur i kwas. A o tym, czy będzie dobry, decyduje bakteria, która potrzebuje jeść i pić. Jeśli się kontroluje proces technologiczny, to żur będzie taki sam i zimą, i przy 25-stopniowym upale. Piekarzem może być każdy, ale prawdziwe rzemiosło polega na wyrabianiu jednakowego chleba 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu — dowodzi Jędryka.
Podstawą jego produkcji jest zwykły chleb pszenno-żytni. Ten powszedni. Ale codziennie wyrabia też wiele gatunków pieczywa. Także tych dla smakoszy: z ziarnem słonecznikowym, razowy itd.
Piekarz Roku
Wysiłki Lecha Jędryki zostały nagrodzone w 2002 r. przez Stowarzyszenie Rzemieślników Piekarstwa RP oraz Międzynarodowe Targi Chleba, które przyznały mu tytuł „Piekarza Roku 2002”. W gabinecie szefa firmy na półce wypełnionej rozmaitymi statuetkami i dyplomami dumnie spoczywa kamienny bochen.
— To wyróżnienie za lata starania o to, byśmy jedli zdrowe i smaczne wyroby, które mają swój niepowtarzalny zapach wynikający z talentu piekarza, a nie z użytych polepszaczy — mówi Jędryka.
Tytuł Piekarza Roku to nie jedyna prestiżowa nagroda przyznana Lechowi Jędryce. Szczególnie dumny jest z miana Mecenasa Sztuki, które otrzymał od Prezydenta Miasta Częstochowy.
— Wspieram wiele inicjatyw artystycznych. Najbliższe mojemu sercu są Zespół Pieśni i Tańca Częstochowa oraz Rzemieślniczy Chór Pochodnia — zaznacza Jędryka.
Jego piekarnia codziennie dostarcza wypieki najuboższym oraz stowarzyszeniom sprawujących opiekę nad sierotami i osobami niepełnosprawnymi.
— Poruszamy bardzo trudny temat. Ustawodawstwo zmusza piekarzy do wystawiania faktur za tę „usługę”. No więc wystawiamy je. Moje opiewają na symboliczne kwoty i prawdę mówiąc, nigdy nie przyjmuję zapłaty — wyjaśnia Jędryka.
Chlebowy marketing
Dziś wraz z Lechem Jędryką w firmie pracuje jego syn Cezary. Odpowiada za sprzedaż detaliczną w sześciu sklepach firmowych i za stoiska patronackie.
— Problemem wielu piekarni, głównie małych i średnich, jest ostra konkurencja cenowa. Dlatego trzeba być dobrym marketingowcem. Działając w Stowarzyszeniu Rzemieślników Piekarstwa RP, przemierzyłem 50 tys. kilometrów, spotykając się z kolegami. Wniosek z tych spotkań jest jeden. Chleb trzeba umieć sprzedać. Nasza przyszłość to — niewykluczone — własne sklepy z ogródkami, gdzie będzie nie tylko pieczywo, ale być może także gotowe kanapki. Chyba trzeba też włączyć w ofertę rozmaite pierogi, pizzę i kawę? — zastanawia się Jędryka.
