Zaczyna przypominać inne przewlekłe konflikty, chociażby w Wietnamie czy Afganistanie. Niestety dla Ukrainy akurat w wypadku tej wojny napastnik uważa, że na terenach zagarniętych jest po prostu u siebie, zatem nie ma dokąd się wycofywać. Zainteresowanie świata ożywiają tylko tragedie tak spektakularne, jak wysadzenie zapory na Dnieprze w Nowej Kachowce. Faktem groźnym stało się przeniesienie zbrodniczej formacji najemników CzWK Wagner na Białoruś po jej tragikomicznym jednodniowym buncie. Władimir Putin wtedy uszedł z Moskwy, obecnie usiłuje odbudowywać carski majestat. Nieobliczalny watażka Jewgienij Prigożyn pod protektoratem Aleksandra Łukaszenki staje się natomiast realnym zagrożeniem także dla granic polskich.
W tych okolicznościach naturalny sens miała wizyta w Kijowie prezydentów Andrzeja Dudy i Gitanasa Nausėdy. Głowa państwa Litwy będzie 11-12 lipca gospodarzem szczytu NATO w Wilnie, który z tak ogromnymi nadziejami oczekiwany jest przez Wołodymyra Zełenskiego. Okoliczności utajnionych podróży polityków się nie zmieniają – prosto z narady NATO w Hadze prezydenci przelecieli nocą rządowym B737 nr 0112 z Rotterdamu do Rzeszowa-Jasionki, przejechali na dworzec w Przemyślu i dalej pociągiem ukraińskim do Kijowa. Rekordową sensacją globalną była 19/20 lutego podróż w tej samej procedurze prezydenta Josepha Bidena.

Program Wilna jest jawny, szczyt będzie się odbywał pod silnym i szczelnym parasolem NATO. Na razie jednak nie wiadomo, jak wiążące mogą być jego ustalenia. Gdyby decydowali prezydenci Polski i Litwy, Ukraina oczywiście otrzymałaby oficjalne zaproszenie do NATO. Niestety, wymagana jest zgoda wszystkich, czyli także Węgier, Turcji, Niemiec, Francji i innych hamulcowych. Kolejny raz okazuje się, że warunek jednomyślności to często decyzyjne przekleństwo.
