Szef narodowego przewoźnika ma kilka powodów do zadowolenia. Po tym, jak ubiegły rok szkolny zaczął się od ataku 11 września, czarne chmury, które pojawiły się nad wszystkimi przewoźnikami, mogły ogarnąć także LOT. Łatwo nie było, ale spółka nieźle się broniła — w przeciwieństwie do jej inwestora — Swissaira.
Nie obyło się bez bolesnych cięć zatrudnienia, ale per saldo wyniki pokazują, że firma wychodzi z opresji. Dość powiedzieć, że na działalności podstawowej po siedmiu miesiącach przewoźnik stracił 68,2 mln zł — o 130 mln zł mniej niż zakładano w budżecie.
Niewiadomych jest wciąż sporo, w tym jedna kluczowa — co polska firma zyska na przejściu do klasy Star Alliance? Prezes Litwiński powinien dążyć do tego, by LOT zagwarantował sobie wzrost częstotliwości operowania, zwłaszcza między portami regionalnymi a zagranicznymi.