Marazm towarzyszący wtorkowej sesji nad Wisłą nie znajdował uzasadnienia nawet przedświątecznym okresem. GPW sprawiała wrażenie całkowicie opuszczonej przez inwestorów. Po 30 minutach handlu wolumen na akcjach TP SA wynosił zaledwie niecałe 800 szt. Katastrofalnym obrotom na WIG20 nie towarzyszyły praktycznie żadne większe odchylenia od poniedziałkowego zamknięcia. Jeszcze gorzej sytuacja przedstawiała się na mniejszych firmach, gdzie po 3 godzinach notowań ponad 10 proc. spółek nie mogło poszczycić się wymianą chociażby jednej akcji. Do nieliczny wyjątków, na którego akcjach panował ruch, należał wczorajszy debiutant IZNS Iława. Producent części samochodowych najprawdopodobniej będzie jeszcze przez kilka sesji wdzięcznym obiektem gry kapitału specjalizującego się w gwałtownych ruchach wycen emitentów.
Dzisiaj nawet dane obrazujące kondycję naszej gospodarki w listopadzie, nie wprowadziły praktycznie żadnego ożywienia w obrocie. Informacje przekazane przez Urząd Statystyczny, potwierdzające ostre hamowanie gospodarki, nie napawają optymizmem. Największe rozczarowanie spowodował symboliczny wzrost sprzedaży detalicznej w XI, o 2,7 proc. rdr, podczas gdy w październiku wyniósł on jeszcze 7,9 proc. oraz pogłębienie się spadku nowych zamówień w przemyśle. Szczególnie ta druga informacja niesie za sobą niemiłe konsekwencje na przyszłość. Światowy paraliż kredytowy oraz recesja na największych rynkach zaczyna mocno rzutować na nasze spółki, które ograniczają inwestycje i zamówienia. Wydaje się, że dalsza powściągliwość w reakcji na obecny kryzys ze strony rządu i NBP, znajduje coraz mniej uzasadnienia.
Tak słabe dane makroekonomiczne zwiększyły nieco nadzieję na odważniejszy ruch ze strony RPP i ku zaskoczeniu Rada zdecydowała się na cięcie głównej stopy referencyjnej o 75 pkt. do 5 proc. W komentarzu porannym pisałem, że redukcja o 75 pkt. jest w obecnej sytuacji usprawiedliwiona, ale mało realna, ze względu na konserwatyzm większości członków. Tym razem jednak jastrzębie ustąpiły pola gołębiom i RPP sprawiła miłą niespodziankę na gwiazdkę. Decyzja o istotnej obniżce kosztów pieniądza będzie miała bez wątpienia pozytywny wpływ na poziom inwestycji i konsumpcji. I tu należą się słowa aprobaty dla posunięć Rady, bo 75 pkt. to więcej niż 50, a przede wszystkim oznacza to wejście na drogę bardziej ekspansywnej polityki monetarnej.
RPP i dane z USA nie dały rady wyrwać z odrętwienia GPW. Dopiero ostatnie minuty handlu i fixing zwiększyły nieznacznie aktywność kupujących, dzięki której udało się utrzymać indeks blue chipów w zielonej strefie. Ostatecznie WIG20 zakończył dzień symboliczną zwyżką o 0,18 proc.
Ostatnie dwa tygodnie całkowicie przekreśliły nadzieje na rajd Św. Mikołaja i zamiast wzrostów mieliśmy do czynienia z konsolidacją w przedziale 1700-1800 pkt. na WIG20. Po tym doświadczeniu widać, że nasze fundusze nie są zdolne, bez wsparcia stabilnego kapitału zagranicznego, do mocniejszych wybić indeksów. Najwięksi globalni gracze, dysponujący dużymi kapitałami, koncentrują się jednak ostatnio na rynkach azjatyckich, a nasz rejon omijają szerokim łukiem.
Przyszły tydzień na GPW, z uwagi na Nowy Rok, także będzie mocno skrócony i
trudno się w tej sytuacji spodziewać wzmożonych obrotów w Warszawie. Nawet
zakończenie kwartału, któremu często towarzyszy tzw. window dressing, tym razem
może nie wywołać większych fajerwerków. Inwestorzy wyraźnie odkładają decyzję,
co do swojego zaangażowania w akcje, na przyszły rok. Dopiero nadzieje związane
z objęciem urzędu przez Baracka Obamę oraz kolejny sezon raportów amerykańskich
i europejskich firm, stworzy mocniejszy impuls do wyrwania z letargu światowe
parkiety.