NBP osłabia złotego. To początek nowej polityki?

  • Ignacy Morawski
opublikowano: 30-12-2020, 17:16

Jest kilka możliwych wyjaśnień zaskakującej aktywności banku centralnego. Z każdym wiąże się więcej zagrożeń niż szans.

Wydawałoby się, że w polskiej gospodarce nie dzieje się nic, co wskazywałoby na konieczność luzowania polityki pieniężnej. Bezrobocie nie rośnie, gospodarka radzi sobie lepiej niż w innych krajach Europy, a kurs złotego zapewnia eksporterom wysoką konkurencyjność.

Mimo to Narodowy Bank Polski (NBP) podjął dwie zaskakujące decyzje: interweniował w grudniu na rynku walutowym w celu osłabienia złotego oraz zasygnalizował możliwość obniżki stóp procentowych. Interwencja walutowa nie została oficjalnie ogłoszona, ale o aktywności banku centralnego na rynku informowali obecni na nim gracze. Możliwość obniżki stóp prezes NBP ogłosił natomiast w Obserwatorze Finansowym, portalu należącym do banku centralnego.

Dlaczego bank dosypuje do pieca, czyli wspiera gospodarkę mimo braku oczywistych przesłanek do takiego działania? Jest kilka możliwości, ale żadna nie wydaje mi się dostatecznym uzasadnieniem. Dlatego sądzę, że aktywność NBP niesie ze sobą więcej zagrożeń niż szans.

Pierwsza możliwość jest taka, że bank chce podnieść swój zysk generowany na rezerwach walutowych i w ten sposób zwiększyć wpłatę do budżetu państwa w 2021 r. Zarządza rezerwami wartymi ok. 120 mld EUR i każde osłabienie polskiej waluty sprawia, że na koniec roku może zaraportować zysk. Teoretycznie nadwyżka wypracowana w ten sposób powinna zostać odłożona na przyszłość w formie rezerwy, aby pokryć straty w okresie aprecjacji złotego. Obecnie jednak NBP prowadzi inną politykę - wpłaca wszystko do budżetu.

Problem z tym wyjaśnieniem aktywności NBP jest taki, że skala wsparcia, jakiej dzięki temu bank może udzielić kasie państwa jest niewspółmiernie mała w stosunku do skali potrzeb pożyczkowych, znacznie przekraczających 100 mld zł. ątpliwe, by zysk z NBP stanowił jakąś istotną ulgę dla rządu. Co więcej, dzięki skupowi obligacji skarbowych przez NBP rząd nie będzie miał żadnych problemów ze sprzedażą kolejnych.

Drugie możliwe uzasadnienie działań banku to chęć maksymalnego rozgrzania gospodarki w 2021 r. Obecnie trwa recesja spowodowana pandemią, ale przyszły rok przyniesie prawdopodobnie istotne ożywienie. Możliwe, że bank centralny chce zmienić je w boom. To wyjaśnienie ma więcej sensu, ale z nim też jest pewien kłopot. Delikatna obniżka stóp i lekkie osłabienie złotego w niewielkim stopniu wpłyną na skalę odbicia. Kluczowe będzie to, jak szybko pandemia zostanie ograniczona, a najważniejsze narzędzia wspierania popytu to polityka fiskalna i deficyt budżetowy. Dlatego wpływ skupu obligacji przez NBP będzie bez porównania większy niż interwencji walutowych i lekkiej obniżki stóp.

Jest też trzecie wyjaśnienie zaskakującej aktywności NBP. Możliwe, że obserwujemy początek nowej polityki przemysłowej, polegającej na utrzymywaniu słabej waluty. Nie chodzi o to, żeby za rok euro kosztowało 6 zł, ale o utrzymanie kursu bliżej obecnego poziomu niż stanu sprzed kryzysu (czyli bliżej 4,5 zł niż 4,1 zł). Celem tej polityki, jak sądzę, ma być zapewnienie większej konkurencyjności eksporterów w okresie, gdy w międzynarodowych łańcuchach dostaw dochodzi do przetasowań. Wielu producentów zagranicznych szuka dostawców w Polsce, firmy mają szansę na wieloletnie kontrakty, i jeżeli cena wyjściowa będzie atrakcyjna, to kontraktów może być więcej.

Skąd taka hipoteza? Sądzę, że wśród ludzi zajmujących się w rządzie i PiS polityką gospodarczą panuje przekonanie, że warto mocniej wspierać eksport przez dbanie o konkurencyjny kurs walutowy. Sygnały, że polscy producenci zaczynają zyskiwać na epidemii, mogły wzmocnić to myślenie. Tymczasem pojawiło się ryzyko umocnienia waluty w reakcji na poprawę sentymentu na rynkach finansowych.

Jeśli właśnie taki cel przyświeca NBP, bank podejmuje niepotrzebne ryzyko. Kurs walutowy już jest bardzo atrakcyjny dla eksporterów, co widać zarówno w badaniach ankietowych, jak i potężnej nadwyżce w obrotach towarowych, przekraczającej 2 proc. PKB. To jest nadwyżka, którą rzadko osiągały kraje słynące z aktywnej polityki przemysłowej, jak Włochy, Korea i Japonia. Jednocześnie potrzebne jest zwiększenie zaufania inwestorów do naszej waluty, przekonanie ich, że aktywa denominowane w złotych są bezpieczne. To ważny element wspierania innowacyjności gospodarki – jeśli inwestorzy chcą trzymać aktywa w danej walucie, łatwiej jest pozyskać kapitał na inwestycje, zwłaszcza na duże i ryzykowne projekty, wymagające udziału międzynarodowych inwestorów. Tymczasem NBP osłabia walutę, która już jest słaba. Wspiera eksport, który już jest mocny. A jednocześnie ryzykuje osłabienie wiarygodności, której akurat potrzebujemy. Nie rozumiem tej polityki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane