NFZ jak pies ogrodnika

Alina Treptow
opublikowano: 2013-10-11 00:00

Pacjenci nie mogą dopłacać do świadczeń — twierdzi NFZ. Na lecznice nakłada kary oraz zabiera kontrakty

W branży medycznej rozpętała się kolejna burza. Narodowy Fundusz Zdrowia (NFZ) zabrał 12-milionowy kontrakt klinice okulistycznej Sensor Cliniq, ponieważ, jego zdaniem, nielegalnie pobierała dodatkowe opłaty od pacjentów. Agnieszka Gołąbek, rzeczniczka mazowieckiego oddziału NFZ, twierdzi, że lecznica nie może tego robić, gdy chodzi o świadczenia gwarantowane, czyli te, za które płaci publiczny płatnik.

Zarządzający kliniką okulistyczną Sensor Cliniq alarmują, że zanim sąd rozstrzygnie, kto ma rację, spółka upadnie. Zwracają uwagę, że tracą też pacjenci. Na operację w warszawskiej klinice czeka około 5 tys. osób. W innej lecznicy trafią na koniec kolejki, a na operację zaćmy czeka się nawet trzy lata. [FOT. WM]
Zarządzający kliniką okulistyczną Sensor Cliniq alarmują, że zanim sąd rozstrzygnie, kto ma rację, spółka upadnie. Zwracają uwagę, że tracą też pacjenci. Na operację w warszawskiej klinice czeka około 5 tys. osób. W innej lecznicy trafią na koniec kolejki, a na operację zaćmy czeka się nawet trzy lata. [FOT. WM]
None
None

— Jeśli nie stosuje się do tych przepisów, podlega m.in. karze grzywny — ostrzega Agnieszka Gołąbek.

Kara dla Sensor Cliniq była o tyle dotkliwa, że we wrześniu ostatecznie zabrano jej kontrakt (wygaśnie w grudniu). Marcin Podedworny, prawnik Sensor Cliniq, twierdzi, że spółka odwołała się od wstępnej decyzji NFZ już w czerwcu. Choć na rozpatrzenie skargi NFZ miał 30 dni, do tej pory nie otrzymała odpowiedzi.

— Najgorsze, że zabrano nam kontrakt jeszcze przed zakończeniem kontroli, która wciąż trwa. Czujemy się dyskryminowani, ponieważ dodatkowe opłaty pobiera znacznie więcej placówek, a umowę zerwano tylko z nami — mówi Marcin Podedworny.

Kara bez znieczulenia

Sprawa warszawskiej kliniki jest jednak wierzchołkiem góry lodowej. Podobne dylematy i problemy mają placówki okulistyczne, ortopedyczne i ginekologiczno-położnicze. I to zarówno publiczne, jak i niepubliczne.

— Pobieramy opłatę od pacjenta wtedy, gdy chce mieć np. lepszej jakości protezę. Nie rozumiem, dlaczego nie może mieć takiego wyboru i czemu musi rezygnować z publicznego ubezpieczenia, szczególnie że płaci składki — mówi anonimowo prezes stołecznej kliniki ortopedycznej. Zdaniem Agnieszki Gołąbek, takie tłumaczenia przedstawiają NFZ jako tego, który chce leczyć źle.

— Wcale tak nie jest. Jeśli chodzi np. o okulistykę, wyceny są bardzo dobre, co potwierdzają sami lekarze. Soczewki kupione z publicznej kasy wcale nie muszą być gorsze niż kilka tysięcy droższe — dodaje Agnieszka Gołąbek. Wcześniej po głowie od mazowieckiego oddziału NFZ dostało się warszawskiemu szpitalowi św. Zofii.

Za pobieranie opłat za znieczulenie zewnątrzoponowe przy porodzie dostał 520 tys. zł kary. Ministerstwo Zdrowia (MZ) i NFZ upierają się, że jest ono za darmo, tymczasem szpitale twierdzą, że przy obecnej wycenie porodu przez NFZ żadna placówka nie może sobie na to pozwolić. Często obchodzą więc ten przepis i zamiast wystawić fakturę, każą pacjentce wpłacić darowiznę na rzecz szpitala lub wykupić tzw. cegiełkę.

Groźba bankructwa

Krzysztof Rajewski, prezes Sensor Cliniq, twierdzi, że jeśli NFZ nie wycofa się z decyzji, spółka podejmie kolejne kroki prawne, a sprawa skończy się w sądzie. — Obawiam się jednak, że do czasu wyjaśnienia sprawy decyzja urzędników może doprowadzić spółkę do upadłości — mówi Krzysztof Rajewski.

Paulina Kieszkowska-Knapik z kancelarii Baker & McKenzie, reprezentująca warszawską klinikę, uważa, że nie robiła ona niczego nielegalnego. Sensor Cliniq pobierał opłaty od pacjentów, ale tylko wtedy, gdy pacjent chciał np. soczewkę w lepszej technologii. Jeśli pozostawał przy „standardzie” NFZ, niczego nie dopłacał.

— Obecne stanowisko NFZ nie wynika z przepisów bezpośrednio zakazujących pobierania dodatkowych opłat, bo takich nie ma, ale wyłącznie z interpretacji rozporządzeń. Jest to interpretacja typu wszystko albo nic. Oznacza to, że albo bierzemy, co nam daje NFZ, i uszy po sobie, albo jesteśmy karani za to, że chcemy więcej, i płacimy za wszystko z własnej kieszeni. Dlaczego mamy dokonywać tak tragicznego wyboru? Jeśli płacę składkę zdrowotną, mam prawo do leczenia w ramach systemu publicznego, a jeśli chcę czegoś lepszego, mogę dopłacić różnicę jak przy refundowanym leku w aptece — uważa Paulina Kieszkowska-Knapik. Zdaniem Doroty Gałczyńskiej-Zych, dyrektorki stołecznego szpitala bielańskiego, pacjenci powinni móc dopłacać.

— Lepiej, żeby płacili w białej strefie niż w szarej. W ogóle jestem za współpłaceniem pacjentów. Dzięki temu zobaczyliby, jakie są rzeczywiste koszty systemu, i być może zaczęli go doceniać — uważa dyrektor. Według Wojciecha Puzyny, prezesa Centrum Medycznego Żelazna, polski system ochrony zdrowia, zamiast się rozwijać, cofa się. Powołuje się na umowy, które ponad 10 lat temu placówki medyczne podpisywały z ówczesnymi kasami chorych.

— W kontraktach był punkt, który pozwalał na pobieranie od ubezpieczonego, za jego zgodą, dodatkowej opłaty za usługę powyżej obowiązujących standardów. Czemu więc dzisiaj się tego zabrania? — pyta Wojciech Puzyna.

Eksperci zwracają uwagę, że MZ powinno doprecyzować koszyk świadczeń gwarantowanych, czyli powiedzieć dokładnie, co się w ramach konkretnej procedury należy za darmo, a za co pacjent musi i może zapłacić. Według naszych informacji, MZ pracuje właśnie nad takimi regulacjami.

OKIEM EKSPERTA

Pytania bez odpowiedzi

DOROTA KARKOWSKA

Instytut Praw Pacjenta i Edukacji

Nie ma jasnej odpowiedzi na pytanie, czy pacjenci powinni mieć prawo dopłacania do usług medycznych finansowanych z publicznej kasy, czy nie. Jeśli tak, przepisy dotyczące koszyka świadczeń gwarantowanych oraz umowa lecznicy z NFZ powinny jasno na to pozwalać. Dzisiaj placówki medyczne same decydują o pobieraniu dodatkowych opłat, a wybór jest przecież w gestii regulatora. Inny problem pojawia się, gdy lekarz mówi pacjentowi, że np. ta soczewka jest dla niego lepsza, ale musi do niej dopłacić. Skąd pacjent może wiedzieć, że tak rzeczywiście jest? A może ta, za którą płaci NFZ, jest równie dobra? Takich wątpliwości jest więcej.

OKIEM EKSPERTA

Konkurencja, nie dopłaty

ADAM SANDAUER

prezes stowarzyszenia pacjentów Primum Non Nocere

Dopłaty pacjentów do leczenia mogłyby zostać wprowadzone, ale pod pewnymi warunkami. Jeśli pacjent wymagałby ulepszonej procedury, a nie byłoby go na nią stać, powinien mieć wsparcie publiczne, np. opieki społecznej. Osoby, które miałyby pieniądze, płaciłyby z własnej kieszeni. Bez takiego warunku ubezpieczeni będą mieli nierówny dostęp do świadczeń medycznych. Zachodzi też ryzyko, że osoby bardziej zamożne będą preferowane przez placówki medyczne. Moim zdaniem, zamiast dopłat powinna zostać wprowadzona konkurencja dla NFZ, która mogłaby rozwiązać część problemów obecnego systemu.