Czytasz dzięki

Niby z prądem, a wciąż na hamulcu

opublikowano: 13-08-2019, 22:00

Ekologiczne, elektryczne, estetyczne — dlaczego na polskie odpowiedniki tesli przyjdzie nam jeszcze długo poczekać?

Miejski pejzaż zmieniają „dzielone” hulajnogi i skutery oraz samochody w pełni na prąd. Ich napęd, w przeciwieństwie do silników spalinowych, jest przyjazny dla środowiska: nie emituje dwutlenku węgla, tlenku węgla ani azotu — pod warunkiem, że energia do zasilania pochodzi ze zrównoważonych źródeł. Warto też wspomnieć o mniejszym zapotrzebowaniu na ropę naftową. Sektor transportu odpowiada za aż 60 proc. zużycia tego surowca. Jeśli elektryczne pojazdy (ang. electric vehicles — EV) zyskają popularność, zapewne uda się ograniczyć ryzyko katastrof ekologicznych spowodowanych m.in. wyciekami z rurociągów lub zatopionych tankowców. Skoro elektromobilność oferuje tyle korzyści, dlaczego tak mało firm i konsumentów w Polsce dało się porwać tej modzie?

Pojazdy EV mogą pełnić funkcje magazynów energii i stabilizatorów
sieci — mówi dr Sergiusz Prokurat, ekonomista, miłośnik nowych technologii i
autor książki „Praca 2.0”.
Zobacz więcej

AUTO JAK ŹRÓDŁO:

Pojazdy EV mogą pełnić funkcje magazynów energii i stabilizatorów sieci — mówi dr Sergiusz Prokurat, ekonomista, miłośnik nowych technologii i autor książki „Praca 2.0”. Fot. Marek Wiśniewski

Na etapie przedszkola

Jest kilka detali, które hamują entuzjazm do aut na baterie. Przede wszystkim cena.

— Za e-samochód zapłacimy więcej niż za porównywalny pojazd na benzynę lub olej napędowy. Wynika to głównie z dużych kosztów produkcji akumulatora — tłumaczy dr Sergiusz Prokurat, ekonomista, miłośnik nowych technologii i autor książki „Praca 2.0”.

A Paweł Stapf, dyrektor ds. informatyzacji i zarządzania projektami technologicznymi w spółce Kogeneracja Zachód, widzi to tak: EV, jak każda technologia w tzw. dziecięcym okresie rozwoju, jest droga. Projektanci „spalinowców” mieli 100 lat na dopracowanie rozwiązań i poszukiwanie oszczędności. Elektromobilność dopiero stawia pierwsze kroki na drodze optymalizacji technologicznej i finansowej. Z czasem przestanie być luksusem dla garstki wybrańców.

— Auta elektryczne powstają w tych samych fabrykach co samochody spalinowe. To pozwala na wykorzystanie w EV sprawdzonych technologii, przez co pojazdy te są bezpieczne, wygodne i coraz tańsze — zachwala Paweł Stapf.

Czy można powiedzieć, że segment EV jest (przynajmniej na razie) mało ekonomiczny? Absolutnie nie. Oszczędności stają się jednak widoczne, gdy uwzględnimy serwisowanie. Auta elektryczne wymagają mniej konserwacji i napraw — podkreśla Sergiusz Prokurat.

W zwykłych samochodach trzeba wymieniać olej i filtry. Mają one układy wydechowe, paski rozrządu i klinowe, które się zużywają i psują. Tymczasem

e-samochody nie zawierają tych elementów, przez co łatwiej utrzymać je w dobrym stanie. Dość wspomnieć o silniku spalinowym, który składa się z około 2,5 tys. części, w napędzie elektrycznym jest ich 10 razy mniej.

— Samochody elektryczne można szybko i bezprzewodowo serwisować dzięki aktualizacjom oprogramowania SOTA — zwraca uwagę Sergiusz Prokurat.

Branża paliw, mity i czarny PR

Brak edukacji to kolejna bariera, z którą zmaga się elektromobilność.

— Nawet polscy przedstawiciele międzynarodowych koncernów motoryzacyjnych nie dysponują pełną wiedzą o EV. Skutkuje to powielaniem mitów i podejmowaniem złych decyzji inwestycyjnych. Przykładem są duże firmy chcące zainstalować stacje ładowania. Zamiast radzić się ekspertów, tworzą specyfikacje przetargowe opierające się na miernej wartości treściach z internetu. Następstwem jest wybór rozwiązań nieoptymalnych lub nieodpowiednich do potrzeb biznesowych — wyjaśnia menedżer Kogeneracji Zachód.

Stać cię na więcej
Newsletter autorski Mirosława Konkela
ZAPISZ MNIE
×
Stać cię na więcej
autor: Mirosław Konkel
Wysyłany raz w tygodniu
Mirosław Konkel
Jesteś lepszy, niż ci się wydaje, ale nie tak dobry, jak mógłbyś być. Zapisz się na newsletter - znajdź inspiracje i odpowiedzi na ważne pytania.
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.

Zapał do elektromobilności studzi rzekomo skomplikowane i niebezpieczne ładowanie e-aut.

— To całkowicie nieuzasadnione obawy. Dużo łatwiej wywołać wybuch benzyny wciąż na hamulcu przy tankowaniu tradycyjnego samochodu niż zostać porażonym prądem podczas ładowania EV. Czuwa nad tym zaawansowana informatyka. W razie jakichkolwiek nieprawidłowości przesył energii nie zostanie w ogóle zainicjowany — uspokaja Paweł Stapf.

Jego zdaniem najgorsza jest dezinformacja, uprawiany przez branżę paliwową czarny PR. Głosi ona, że prąd do EV pochodzi z elektrowni węglowych, więc auta elektryczne zanieczyszczają środowisko tak samo lub bardziej niż nowoczesne spalinowce. Argument ten trafia do nieprzekonanych.

— Obciążanie EV problemami starej, nieekologicznej energetyki węglowej jest skutecznym zabiegiem — przyznaje ekspert z Kogeneracji.

Tu wyłania się chyba największa przeszkoda dla elektromobilności: przestarzałe i niedoinwestowane sieci energetyczne uniemożliwiają budowę infrastruktury stacji ładowania zarówno w centrach miast, jak i wzdłuż popularnych tras.

— Akumulator pozwala małemu miejskiemu „elektrykowi” na przejechanie 150- -200 km. To niewiele w porównaniu z dystansem, który może pokonać pojazd spalinowy. To oznacza, że wyzwań stojących przed inżynierami nie brakuje — zaznacza Paweł Stapf.

Prąd z dachu

Eksperci widzą nadzieję w fotowoltaice, czyli technologii zamieniającej promienie słoneczne w energię elektryczną. W awangardzie zmian są inżynierowie z Mitsubishi, którzy rozwijają systemy łączące pojazdy z zasilaniem zewnętrznym. Ich sztandarowe rozwiązanie, adresowane do gospodarstw domowych, to Dendo Drive House (DDH) — od japońskich słów: den (elektryczny)i do (jazda). Założenie jest takie: za dnia panele fotowoltaiczne zasilają dom, ładują jego baterie i akumulatory auta. Po zmroku natomiast domowe urządzenia wykorzystują prąd z lokalnej baterii i akumulatora samochodu.

— Instalując system fotowoltaiczny na dachu, właściciel e-pojazdu zmniejszy zależność od zewnętrznych źródeł energii. Nie będzie musiał jechać do stacji ładowania. Takie innowacje mogą być atrakcyjne równieżw kontekście firmowych flot — mówi dr Sergiusz Prokurat.

Przewiduje, że ściany budynków i domów będą pokryte w 20-50 proc. ogniwami fotowoltaicznymi. Najpierw jednak trzeba opracować innowacje związane z magazynowaniem energii.

— To pieśń przyszłość. Uzbrójmy się w cierpliwość, na razie jesteśmy skazani na stary, tradycyjny model wytwarzania energii, oparty na ropie i węglu — wskazuje autor „Pracy 2.0”.

Sam biznes może nie podołać. Aż prosi się, by w rozwój sektora EV zaangażowały się samorządy i państwo. Rzeczywiście, coś w tej dziedzinie robią. Dwa lata temu rząd obiecywał polski narodowy samochód elektryczny — lepszy i dużo tańszy od tesli. Ostatnio o tym jakby ciszej. Zatem niemal cała krajowa elektromobilność to pojazdy na krótkoterminowy wynajem w dużych miastach. A szkoda, bo potrzebujemy transportu na miarę XXI wieku.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane