Polskę należy włączyć do systemu bezpieczeństwa UE. Jednak w tej dziedzinie wspólna polityka dopiero raczkuje.
Z zagrożeniem bezpieczeństwa energetycznego państwa członkowskie Unii nadal muszą sobie radzić w pojedynkę.
— W UE nie ma organizacji odpowiedzialnych za połączenia systemów energetycznych różnych państw ani nawet wspierających budowę tych połączeń — twierdzi Wojciech Tabiś, szef PERN.
Kazus gazociągu Rosja—Niemcy jest jednym z przykładów takiego działania.
— Zamiast utyskiwać na te kraje, powinniśmy szukać innych dróg zaopatrzenia w surowce energetyczne — uważa Jan Popczyk z Politechniki Śląskiej.
Jego zdaniem, takim rozwiązaniem byłaby budowa terminalu LNG (skroplonego gazu ziemnego). Mogłaby ona rozpocząć wspólne inwestycje PERN i Gaz Systemu, ale także PSE Operatora, gdyż będzie on musiał wpływać na dywersyfikację bazy paliwowej w energetyce.
Tymczasem na inwestycje, które mają służyć bezpieczeństwu, nakłada się bezwzględny wymóg opłacalności. To właśnie utrudnia budowę ropociągu Odessa—Bro-dy—Gdańsk.
— Nie ma mechanizmów ekonomicznych, które wspierały- by projekty energetyczne służące całej Unii — mówi Wojciech Tabiś.
Jest jednak nadzieja na zmianę stanowiska UE.
— Projekty uznane za priorytetowe dla bezpieczeństwa Unii mają szansę na dofinansowanie — uważa Stefania Kasprzyk, prezes PSE Operator.
Nie wiadomo jednak, na jak duże. Konieczne jest zatem współdziałanie na forum międzynarodowym.
— Trzeba w ramach wspólnej polityki transportowej włączyć Polskę do wspólnego obszaru bezpieczeństwa energetycznego Unii — radzi Jan Popczyk.
Koordynację wysiłków krajów Unii ułatwia przyjęta w lipcu przez Parlament Europejski dyrektywa bezpieczeństwa energetycznego.
— W ciągu dwóch lat wszystkie państwa mają obowiązek skonstruować zasady wspólnej polityki w tej dziedzinie — mówi Stefania Kasprzyk.
Jan Popczyk podkreśla, że dyrektywa nie dzieli już bezpieczeństwa energetycznego sektorowo na prąd, gaz, paliwa.
— Wszystkie podmioty działające na rynku mają jednak ści- śle określone role, i to począwszy od wytwórców, przez regula-tora rynku, aż po odbiorcę energii — podkreśla Stefania Kasprzyk.