Do Polski
mogą trafić poddostawcy dużych inwestorów
Mamy dobre wieści. Do agencji inwestycji trafia dziennie 5-7 projektów. Zagraniczne firmy nadal chcą u nas budować.
Najpierw spora łyżka dziegciu. Inwestycje zagraniczne mają spaść w przyszłym roku do 10 mld EUR w porównaniu z 16,7 mld EUR w 2007 r. Firmy konsultingowe przyznają, że walczą o projekty, bo jest ich dużo mniej, a wśród prowadzonych przez nich firm niemal każda rozważa zmniejszenie skali inwestycji. Są obawy, że nie powstaną nowe fabryki.
— Trudniej teraz przenieść zagranicznym firmom produkcję do Polski. To inwestycje, które zwracają się dopiero po kilku latach, a dziś wszyscy szukają oszczędności od zaraz — uważa Sebastian Mikosz, dyrektor w Deloitte.
— Wrocław od dwóch miesięcy znów zaczął zabiegać o projekty produkcyjne. Jest ich niesamowicie mało. Trzeba na nie kapitału, a teraz nikt go nie ma — dodaje Tomasz Gondek z Agencji Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej.
Pierwsze jaskółki
Ale pojawiają się też dobre sygnały. Ministerstwo Gospodarki odwiedziło ostatnio kilka firm, które chcą w Polsce stawiać fabryki.
— Niektórzy inwestorzy jadą jak lokomotywy i mimo że drastycznie zmieniły się warunki globalne, realizują projekty — przyznaje Kiejstut Żagun z KPMG.
— Mieliśmy pytanie o nową inwestycję produkcyjną z sektora motoryzacji — ujawnia Paweł Tynel z Ernst Young.
— Do Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych (PAIIZ) przychodzi dziennie 5-7 projektów. To firmy z USA, Europy Zachodniej i Skandynawii — mówi dobrze poinformowane źródło "PB".
Paweł Wojciechowski, prezes PAIIZ, przyznaje, że agencja pracuje nad setką projektów — to stała średnia z ostatnich lat. Ciężko będzie wprawdzie ściągnąć do Polski fabrykę wielkiej znanej firmy. Rządy wszystkich krajów udowodniły, że nie liczą się z wydatkami, by utrzymać u siebie produkcję.
— Znanej marki nie wypuszczą, ale do Polski mogą trafić poddostawcy dużych firm, zwłaszcza tych, które już u nas są — uważa ekspert.
Przykładem może być koncern Cadbury, który rozbudował zakłady na Dolnym Śląsku. W krajach skandynawskich można podobno "przebierać" w atrakcyjnych projektach związanych z zaawansowanymi technologiami.
— Na pewno łatwiej rozwijać się firmom już obecnym w Polsce, niż decydować się na zupełnie nowe inwestycje. Mamy dużo sygnałów, że firmy myślą o rozbudowie — przyznaje Paweł Wojciechowski.
Dobra wola urzędnika
Ale działać trzeba szybko: okazyjny czas może potrwać jeszcze 2-3, maksymalnie 7 miesięcy. Ministerstwo Gospodarki jest bardzo proinwestycyjne. Wicepremier Waldemar Pawlak zaprosił niedawno inwestorów, firmy konsultingowe, kancelarie prawne i strefy ekonomiczne, by dzielili się pomysłami, jak ułatwić inwestowanie.
— Niestety, niektóre działania władz nie idą w tym kierunku, czego przykładem może być decyzja o zatwierdzeniu ostrych kryteriów włączania do specjalnych stref ekonomicznych gruntów prywatnych — uważa Kiejstut Żagun.