Nie chodzi tylko o eksport do Rosji

Andrzej Arendarski
opublikowano: 2005-12-05 00:00

W mediach trwa burzliwa dysputa na temat wprowadzonych przez Rosję ograniczeń w imporcie polskiej żywności. Charakterystyczne, że dyskutuje się przede wszystkim o tym, czy wstrzymanie eksportu to decyzja polityczna, realizowana przez rosyjskie służby sanitarne i celne. Dużo większą powściągliwość wykazują nasi politycy, m.in. minister Stefan Meller, który stwierdził że nie nazywa się... Masłowska, więc nie ma mowy o żadnej wojnie polsko-ruskiej.

Argumenty, którymi posługują się Rosjanie, wcale nie są naciągane. W kilkudziesięciu przypadkach rzeczywiście doszło do fałszowania certyfikatów i w tej chwili zajmuje się tym prokuratura. Właśnie ten fakt, a oprócz niego nie tak dawne przypadki zakwestionowania polskich produktów w krajach skandynawskich i na Ukrainie, skłania do refleksji. Polska żywność ma olbrzymie szanse eksportowe. Jesteśmy obecni na rynkach wschodnich, a od 1 maja 2004 roku brawurowo zdobywamy rynki unijne. Jednak ten stan rzeczy może się utrzymać tylko wówczas, jeśli włożymy naprawdę olbrzymi wysiłek w kreowanie marki „polska żywność”. Proces taki zakłada działania co najmniej dwukierunkowe — należy niezwykle pieczołowicie dbać o jakość eksportowanych produktów oraz promować w sposób profesjonalny nasze marki na rynkach światowych. Sama administracja państwowa temu zadaniu nie podoła.

I tutaj widzimy olbrzymią rolę organizacji samorządu gospodarczego i zrzeszeń branżowych. Kluczowe dziedziny produkcji żywności są, na szczęście, dobrze zorganizowane. Producenci i eksporterzy mięsa, produktów mleczarskich, owoców i warzyw zorganizowani są od wielu lat w bardzo dobrze działających związkach, mających chlubną tradycję. Najwyższy czas, aby podjęły one inicjatywę w opisywanej wyżej sprawie.

Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej