Trudno dziś oszacować skutki wyborczej intrygi CBA, z prywatyzacją służby zdrowia w tle. Jasne jest jednak, że w polu rażenia znalazła się nie tylko nieszczęsna prze- kupna posłanka i rozstrzygnięcie wyborcze. Polska cofnęła się pod wieloma względami.
Po pierwsze, oddaliliśmy się od europejskich standardów demokracji, do których uparcie zmierzaliśmy po roku 1989. Policja polityczna w roli strażaka, który najpierw podpala, by potem gasić, nie mieści się w regułach wspólnoty, do której zapisaliśmy się w roku 2004.
Po drugie, oddaliła się szansa naprawy służby zdrowia. Politycy różnych kolorów będą teraz na wyścigi wyrzekali się hasła „prywatyzacja”, chociaż w służbie zdrowia jest to proces w toku i szansa na podniesienie jakości usług oraz zarobków lekarzy i pielęgniarek — z czego zdaje sobie sprawę minister Religa, gdy nie musi nagrywać wyborczych spotów.
Po trzecie, jeszcze trudniej będzie przekształcać własność w ogóle, a kapitalizm państwowy wyjdzie z kampanii wzmocniony. Zaś świat odkrywa nowe dziedziny, w których inicjatywa prywatna wyręcza urzędnika państwowego. Przesadą jest prywatyzacja militarnej obecności USA w Iraku (najemnicy Blackwater), ale w wielu zakresach prywatnie znaczy lepiej i taniej. U nas będzie gorzej i drożej. Namaszczenie etatyzmu zwiększa zwykle pole korupcji, bez potrzeby reżyserowania sztucznych okazji.
Mam nadzieję, że 21 października przestaniemy cofać wskazówki zegara.
Janusz Lewandowski
europoseł Platformy Obywatelskiej