Nie dyplomy lecz chęć szczera…

opublikowano: 20-05-2019, 22:00

Musimy odróżnić osobę wykształconą od zwykłego jajogłowego. Drugi wie i rozumie wszystko, ale sam nie jest zrozumiały dla nikogo i kompletnie nie nadaje się do biznesu

Po powrocie do Apple na przełomie wieków Steve Jobs wysoko zawiesił kandydatom poprzeczkę. Tylko osoby z ocenami A (najwyższe) mogły liczyć na pracę. Tłumaczył: firmy A zatrudniają A, B zatrudniają B, a C zatrudniają C. Znowu naraził się na krytykę, choć nie brakowało takich, którzy wzięli go w obronę. Przykładem jest Scott Gallaway, wykładający marketing na Uniwersytecie Nowojorskim, który w książce „Wielka czwórka. Four”, wyjaśnia, dlaczego Jobs miał rację: „Zwycięzcy rozpoznają innych zwycięzców”. Współzawodnictwo wymaga charakteru — nie każdy jest w stanie zmusić się do chodzenia na wykłady, robienia notatek, czytania książek i wkuwania przed egzaminem. Nawyki związane z nauką zwiastują udaną karierę. „Ludzie, którzy osiągają cele w jednej dziedzinie, będą je osiągać we wszystkich innych” — uważa prof. Gallaway.

Świat jest zbyt skomplikowany, by zrozumieć go bez wszechstronnego
wykształcenia. To oznacza, że swoje doświadczenie, praktykę powinniśmy łączyć z
teorią — mówi Jarosław Zdzitowiecki, dyrektor trójmiejskiego oddziału Nuvalu
Polska.
Zobacz więcej

DWA FRONTY:

Świat jest zbyt skomplikowany, by zrozumieć go bez wszechstronnego wykształcenia. To oznacza, że swoje doświadczenie, praktykę powinniśmy łączyć z teorią — mówi Jarosław Zdzitowiecki, dyrektor trójmiejskiego oddziału Nuvalu Polska. Fot. Marek Wiśniewski

Piotr Palikowski, prezes Polskiego Stowarzyszenia Zarządzania Kadrami (PSZK), widzi to inaczej: sukcesy akademickie to jedno, a praca zawodowa — to coś zupełnie innego. Można skończyć studia z wyróżnieniem i być nieudacznikiem. Odwrotnie: osoby, które ledwo zdają egzaminy, czasem zostają wybitnymi menedżerami i przedsiębiorcami.

— Jeśli nie jesteś lekarzem, prawnikiem czy nauczycielem, mało kogo obchodzą twoje dyplomy, co oznacza, że w większości zawodów i branż formalne wykształcenie przestaje być wyznacznikiem przynależności do klasy profesjonalistów. Pracodawcy wychodzą z założenia, że to, czy człowiek na czymś się zna, wyjdzie w praniu — mówi Piotr Palikowski.

Świadectwa z czerwonym paskiem wcale nie muszę otwierać drzwi najlepszych firm?

— Dobre oceny mogą sugerować, że atutem kandydata jest raczej doskonałe opanowanie teorii niż koncentracja na praktycznych aspektach życia — uświadamia szef PSZK.

Syndrom prymusa

Kto z nas nie zna jakiegoś prymusa, który nie zrobił kariery? Należy do nich absolwent ekonomii Krzysztof. Na kursie dla agentów ubezpieczeniowych imponował wiedzą z finansów, prawa, psychologii komunikacji, negocjacji i sprzedaży. Włączał się do każdej dyskusji, cytował Roberta Cialdiniego, eksperta od perswazji, sypał anegdotami z pracy handlowców. Był krynicą mądrości. Na egzaminie końcowym zdobył oczywiście maksymalną liczbę punktów. Wróżono mu niebywały sukces w nowym zawodzie i szybkie pięcie się po drabinie stanowisk — aż do prezesa korporacji. A tu niespodzianka.

Minęło kilka miesięcy, a mimo wysiłków Krzysztof nie sprzedał żadnej polisy. Jego rozmowy handlowe kończyły się fiaskiem. Na kilka spotkań pojechał ze swoim szefem, który szybko odkrył przyczynę jego porażek. Zamiast słuchać klientów, próbował olśnić ich swoją inteligencją. Mimo próśb i gróźb przełożonego Krzysztof podejścia nie zmienił. Z powodu braku wyników wycofał się z ubezpieczeń. Później próbował swoich sił jako telemarketer — z podobnym skutkiem.

Syndrom prymusa jest nierozłącznie związany z systemem edukacji, w którym chodzi bardziej o laurki, tytuły i dyplomy niż o kompetencje. Przedsiębiorcy, menedżerowie i rekruterzy biją na alarm: polska szkoła nie umie — lub nie chce — dostosować się do rynku.

— Tym większe uznanie dla przedsiębiorstw, które oferują praktyki i staże, nie dość tego: uczciwie płacą uczestnikom, co jeszcze kilka lat temu nie było normą — wskazuje Piotr Palikowski.

Druga dobra informacja: część systemu edukacji nadąża za biznesem i wyposaża uczniów i studentów w certyfikaty potwierdzające rzetelną wiedzę, umiejętności i doświadczenie — zapewnia Jarosław Zdzitowiecki, dyrektor trójmiejskiego oddziału firmy Nuvalu Polska. Sprzeciwia się on przeciwstawianiu teorii praktyce — i na odwrót. Obie te dziedziny mogą się wspaniale uzupełniać, czego dowodem są programy MBA. Ich uczestnicy — tłumaczy ekspert — to menedżerowie z samego topu.

Dostali już po głowie od życia. Zdążyli popełnić trochę błędów i wyciągnęli z nich wnioski. Tym, czego potrzebują, nie są wcale podręcznikowe abstrakcje. Chcą po prostu usystematyzować swoją wiedzą. — Liderzy wracający na studia, by wymienić się doświadczeniami z osobami, które stają na co dzień przed podobnymi wyzwaniami, zarządzają dziesiątkami fachowców, odpowiadają za wielomilionowe budżety i, mówiąc korporacyjnym żargonem, muszą co kwartał dowieźć wyniki — argumentuje przedstawiciel Nuvalu.

Zgadza się z nim dr Marcin Bodio, dyrektor ds. relacji zewnętrznych w MSD Polska, który zwraca uwagę, że na MBA analizuje się sytuacje niewydumane, bliskie realiom firm. Ba! Studenci realizują projekty, które później wdrażają w swoich przedsiębiorstwach.

— Pilotujący te przedsięwzięcia menedżerowie mają szansę zabłysnąć. Zwłaszcza że udane inicjatywy oznaczają dla pracodawcy zysk finansowy, skok innowacyjny, transformację cyfrową albo inne profity — wymienia Marcin Bodio.

Trudno przecenić też networking.

— MBA to też doskonała okazja, by zbudować relacje biznesowe, które zaprocentują w przyszłości. Większość zajęć prowadzona jest po angielsku, co daje swobodę w tym języku, nieodzowną, jeśli chcesz wypłynąć na międzynarodowe wody — wyjaśnia Jarosław Zdzitowiecki.

Certyfikat ludzi ambitnych

Żyjemy w epoce globalizacji. Dlatego dr Marcin Bodio zrobił w latach 2016-18 studia Executive MBA na renomowanej uczelni za granicą. We Frankfurt School of Finance and Management miał dostęp do najlepszych wykładowców i praktyków biznesu z wielu krajów. Jego grupa liczyła 43 osoby reprezentujące 17 narodowości i mnóstwo sektorów gospodarki. Trudno o porównywalne bogactwo doświadczeń i perspektyw bez wystawiania nosa poza krajowe podwórko — zaznacza.

Na tym według niego polega wartość zdobytego w Niemczech dyplomu. To dużo więcej niż papier — to rodzaj paszportu, wizy pozwalającej przekroczyć różne granice: geograficzne, państwowe i branżowe.

— Moja szkoła prowadzi life-long learning program, czyli jako absolwent mogę uczestniczyć bezpłatnie i dożywotnio w różnych sesjach i szkoleniach organizowanych przez uczelnię. Dzięki temu jestem na bieżąco z nowymi tendencjami w zarządzaniu i finansach — podkreśla Marcin Bodio.

Prestiżowe programy to trampolina do kariery — mówią eksperci.

Trudno o lepszy sygnał, że przejawiasz inicjatywę, jesteś ambitny, zainteresowany rozwojem osobistym i skłonny do poświęceń — taka inwestycja zwraca się szybko. Z drugiej strony wykształcenie o niczym nie przesądza. Pamiętacie słynnego poliglotę, redaktora Zygmunta Broniarka? Żartowano z niego: osiem języków i… nic do powiedzenia!

Sprawdź program kongresu "HR Summit 2019", 11-12 września 2019, Warszawa >>

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu