Nie jesteśmy skazani na akcje

PAWEŁ MIZERSKI
20-04-2012, 00:00

OPINIE

Według najnowszej projekcji Narodowego Banku Polskiego, inflacja utrzyma się na podwyższonym poziomie w całym 2012 r., a do celu 2,5 proc. powróci dopiero w roku 2013. Głównym winowajcą odpowiadającym za uporczywe utrzymywanie się inflacji na wysokim poziomie są ceny leżące poza kontrolą władz monetarnych — ceny żywności, paliw i innych nośników energii. Stąd niechęć Rady Polityki Pieniężnej do interwencji w postaci podwyżek stóp procentowych. Jak w takim razie można wytłumaczyć uporczywie rosnące ceny żywności i paliw? Czy jest to efekt klęski nieurodzaju i coraz większych problemów z pozyskaniem ropy naftowej? Być może tak, choć w krótkim terminie większość odpowiedzi można odnaleźć w działaniach globalnych banków centralnych.

Największe banki centralne dolewają płynności do systemu finansowego w obawie o kondycję światowej gospodarki, ponieważ amunicja w postaci obniżek stóp procentowych została już zużyta. A gospodarka światowa bez kroplówki w postaci drukowania euro i dolarów nie radzi sobie zbyt dobrze. Dzisiaj wydaje się, że bez pomocy banków centralnych gospodarki światowe nie są w stanie utrzymywać się dłuższy czas na fali wznoszącej, zwłaszcza że raczej nie można liczyć na pomoc w postaci ekspansywnej polityki fiskalnej. Ogromne wydatki rządów po upadku banku Lehman Brothers doprowadziły do przekroczenia przez deficyty poszczególnych państw akceptowalnych przez inwestorów poziomów ryzyka. O skutkach paniki inwestorów związanej z obawą o wypłacalność emitentów obligacji przekonały się już Grecja, Portfugalia, Hiszpania, Irlandia czy Włochy. Interwencje banków centralnych zwiększające ilość pieniądza na rynku pozwoliły na oddalenie groźby niewypłacalności europejskich słabeuszy, ale jednocześnie część funduszy trafiła na rynki aktywów uznanych za perspektywiczne — są wśród nich akcje krajów emerging markets, ale także rynki surowców. W ten sposób można częściowo wytłumaczyć rosnące ceny żywności i paliw pomimo nie najlepszej koniunktury w gospodarce.

Rzeczywistość makroekonomiczna w nadchodzących kwartałach może wyglądać tak jak dotychczas: z jednej strony niska inflacja popytowa, z drugiej strony wysoka inflacja kosztowa spowodowana kolejnymi zastrzykami gotówki wspomagającymi słabnące gospodarki. Jak się przed nią zabezpieczać? Można skorzystać z prostych instrumentów, takich jak obligacje indeksowane inflacją emitowane przez Ministerstwo Finansów. Wypłata z tego rodzaju obligacji rośnie wraz ze wzrostem inflacji, niezależnie od poziomu stóp procentowych. Oznacza to, że w przeciwieństwie do standardowych obligacji stałokuponowych, w momencie zakupu nie znamy dokładnie przyszłych przepływów pieniężnych z obligacji, ale możemy być pewni, że im wyższa inflacja, tym będą one większe. Można również spróbować zabezpieczać się przed wzrostem konkretnych części koszyka inflacyjnego i inwestować na rynkach towarowych w realne aktywa poprzez kontrakty terminowe na surowce. W tym przypadku jednak należy się liczyć z dużo większą zmiennością niż wynikająca jedynie z miesięcznych zmian wskaźnika inflacji.

PAWEŁ MIZERSKI

zarządzający AXA TFI

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PAWEŁ MIZERSKI

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Obligacje / Nie jesteśmy skazani na akcje