Nie liczmy na wzrost złotego

Kamil Zatoński
opublikowano: 2011-11-04 00:00

Ankieta „PB”: Pod koniec listopada za euro trzeba będzie zapłacić 4,39 zł, za dolara 3,21 zł, a za franka 3,61 zł

Analitycy ankietowani przez „PB” nie mają złudzeń. Radzą, by nie liczyć na trwałe umocnienie złotego, bo w listopadzie przełomu nie będzie. „Nerwowość”, „niepewność”, „podwyższona zmienność”— te sformułowania ekonomiści powtarzają jak mantrę. Równie zgodnie podkreślają, że złoty pozostanie wrażliwy na doniesienia ze strefy euro, i to zarówno te dotyczące Grecji, jak i spowolnienia gospodarczego w najważniejszych państwach. Doskonale było to widać wczoraj, kiedy sytuacja zmieniała się niemal z minuty na minutę. Kurs euro zaczynał sesję przy 4,4 zł, by spaść do 4,34 i znów skoczyć o trzy grosze. Podobnie wahały się notowania franka szwajcarskiego.

Zbyt wiele zmiennych

W czwartek najpierw wydarzeniem numer jeden dla rynku walutowego była decyzja Europejskiego Banku Centralnego (ECB) o obniżce stóp procentowych. Niektórzy analitycy liczyli się z taką ewentualnością, ale mimo wszystko było to dla rynków pewne zaskoczenie. Złoty najpierw zareagował umocnieniem do najważniejszych walut, ale impet dość szybko opadł. Emocje nie, bo tuż przed godziną 16 na rynki dotarły informacje o tym, że w Grecji jednak nie będzie referendum nad przyjęciem drugiej tury pomocy. Inwestorzy dowiedzieli się też, że Jeorjos Papandreu, grecki premier, nie poda się do dymisji. Złoty się umocnił. Czy na długo?

Skok w górę i powrót

Maciej Reluga, główny ekonomista BZ WBK, zwraca uwagę, że nawet jeśli w ostatnich tygodniach następowało umocnienie złotego, na przykład po wyborach czy szczycie unijnym, nie było to trwałe zjawisko. — Trudno więc oczekiwać, aby w obliczu utrzymującej się na rynku niepewności i dynamicznych zmian nastrojów był istotny potencjał do trwałego i znacznego umocnienia złotego — twierdzi Maciej Reluga. Dorota Strauch z Raiffeisen Banku również nie liczy na mocniejsze odreagowanie, ale też nie obawia się o gwałtowne osłabienie. — Większe osłabienie naszej waluty, mam tu na myśli 4,50 zł za euro, może być ograniczone aktywnością Ministerstwa Finansów lub Narodowego Banku Polskiego na rynku — mówi Dorota Strauch.

Co prognozuje lider

Na aktywność obu instytucji liczą też inni analitycy, ale spodziewają się, że nastąpi to raczej dopiero w grudniu, kiedy trzeba będzie pilnować poziomu długu publicznego w relacji do PKB. Polska nie może sobie pozwolić, by dług przekroczył 55 proc. PKB, a to zależy od kursu złotego. Mariusz Potaczała, prezes DM TMS Brokers, absolutny lider rankingu „PB”, oczekuje w listopadzie stabilizacji kursu złotego do euro, przy wyraźnym osłabieniu względem dolara. — Będzie to konsekwencja umocnienia amerykańskiej waluty do euro. Nasze założenia opieramy na dalszym pogorszeniu sytuacji w strefie euro, co wynika m.in. z coraz gorszych perspektyw rozwiązania problemów Grecji, spowolnienia wzrostu gospodarczego w strefie euro oraz zbliżających się w lutym i marcu przyszłego roku dużych płatności włoskiego długu. Wszystkie te czynniki powodują, że kryzys w strefie euro może się pogłębiać, na czym skorzysta dolar — uważa Mariusz Potaczała. Jego zdaniem, na koniec listopada kurs euro wyniesie 4,42 zł, a za franka trzeba będzie zapłacić 3,67 zł. Optymistą jest natomiast Marcin R. Kiepas, analityk X-Trade Brokers DM. Jego zdaniem, choć w tym miesiącu na rynkach nadal będzie nerwowo, to inwestorzy nie powinni się już bać o rozpad strefy euro czy bankructwo Grecji. — Dlatego zakładam systematyczne, choć ograniczone, umocnienie złotego — mówi Marcin R. Kiepas. Analityk XTB DM prognozuje, że za miesiąc euro kosztować będzie 4,35 zł, czyli tyle, ile pod koniec wczorajszej sesji na rynku międzybankowym. Frank ma być wyceniany na 3,54 zł, choć — czego nie wyklucza Piotr Popławski z BGŻ — w najbliższych tygodniach możliwe jest podniesienie poziomu interwencyjnego kursu EUR/CHF przez szwajcarski bank centralny. Obecnie wynosi on 1,2, ale już kilka tygodni temu spekulowano, że może dojść do podniesienia do 1,3.

PROGNOZY ŚREDNIOTERMINOWE

Złoty będzie mocniejszy, później znów osłabnie

Pod koniec roku złoty nieznacznie się umocni, ale w I kwartale 2012 r. znów będzie słabszy — wynika ze średnioterminowych prognoz analityków, ankietowanych przez „PB”. Kurs euro ma spaść do końca roku do 4,32 zł (mediana), a najbardziej optymistyczne szacunki Marcina Mrowca z Pekao mówią o kursie 4,15 zł. Wiele tańszy niż obecnie nie będzie raczej frank szwajcarski, którego kurs ma wynieść 3,56 zł (mediana), a w optymistycznym scenariuszu 3,44 zł. W I kwartale przyszłego roku ma być drożej, a pesymiści radzą się przygotować na kolejną falę osłabienia złotego, która doprowadzi kurs euro do 4,50 zł, a franka do 3,70 zł.

55% PKB

Tego progu nie może przekroczyć dług Polski. Dlatego władze pilnują, by wzrost kursu euro nie zwiększał nominalnego zadłużenia w złotych.

4,5 zł

To granica dla notowań euro, która jest pilnie strzeżona przez NBP i resort finansów.