Nie ma co marzyć o szybkim końcu korekty

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2004-02-26 00:00

We wtorek sesja w USA była bardzo nerwowa. Indeks zaufania konsumentów był dużo gorszy od prognoz. Amerykanie zwracali uwagę, że odczyt był najniższy od października zeszłego roku, a miesięczny spadek największy od lutego 2003 (przed rozpoczęciem wojny z Irakiem). Tym razem wojna się nie szykowała, indeksy rosły, domy drożały, a politycy byli pełni optymizmu. Co mogło tak pogorszyć nastroje? Oczywiście rynek pracy — Amerykanie nie wierzą optymistom.

Na początku sesji wydawało się, że inwestorzy zlekceważą dane. Bliskość poziomu 2000 pkt na Nasdaq i dobre informacje ze spółek wstrzymywały podaż. Indeksy utrzymywały się na plusach i dopiero na dwie godziny przed końcem sesji podaż zaatakowała. Do końca nie było pewne, kto wygra. Wynik był remisowy, ale nie łudźmy się — korekta będzie dłuższa, co nie zmienia postaci rzeczy, że wczoraj bardzo prawdopodobny był korekcyjny wzrost indeksów. Inwestorzy powinni dojść do wniosku, że mogło być dużo gorzej. To, że Nasdaq ocalił (na razie) 2000 pkt powinno wywołać lekki optymizm. Jeśli nie nadeszły złe informacje ze spółek, to szansa na odbicie była bardzo duża.

Na takie odbicie polowali wczoraj, ale tylko na początku sesji, inwestorzy w Eurolandzie. Spadki we wtorek były duże, rynek XETRA DAX stał przy wsparciu na 4000 pkt. W USA dramatu nie było — to wszystko trochę uspokoiło rynki. Panowała jednak niepewność, a indeksy trzymały się blisko wtorkowego zamknięcia, Sesja w niczym nie zmieniła sytuacji — korekta będzie dłuższa. Dzisiaj jest wyjątkowy dla tego tygodnia dzień. Nie pojawi się z publicznym wystąpieniem Alan Greenspan, szef Fed. W tej sytuacji inwestorzy będą patrzyli na wyniki dużych sieci sprzedaży detalicznej i dane makro.

Uważam, że w obecnej atmosferze zarówno styczniowe zamówienia na dobra trwałego użytku, jak i sytuacji na rynku pracy, mogą mieć spory wpływ na rynek. Nie lekceważyłbym również danych o sprzedaży nowych domów. Alan Greenspan mówił ostatnio, jak to dobrze dla konsumentów, że rośnie wartość ich domów. Pogorszenie koniunktury na tym rynku może nieco inwestorów zaniepokoić. Bardzo dobre dane powinny wywołać jakieś odbicie. Dane neutralne lub gorsze, gdy inwestorzy czekają na pretekst, by realizować zyski, powinny wywołać spadki. U nas miało się odbyć decydujące spotkanie SLD-UP i PO w sprawie planu Hausnera, ale zostało przełożone na poniedziałek.

Wczoraj dla inwestorów w Polsce zaskoczeniem była zapowiedź Rady Polityki Pieniężnej o możliwości zmiany nastawienia na restrykcyjne. To była taka mocniejsza, ustna interwencja, mająca wzmocnić złotego. Udało się, ale to nie wystarczy na długo. Dla akcji to nie jest dobra informacja. Rynek to na początku zignorował, ale potem widać było, że niektórzy inwestorzy zareagowali negatywnie na tę informację.

GPW zachowała się wczoraj dużo gorzej od innych rynków regionu. Wyraźnie rosły indeksy w Czechach, na Węgrzech i w Rosji. Tylko Rosja nie pasuje do pozostałych. Przypadek, że rosły? Niekoniecznie. Może tak być, że przed wejściem do UE polski rynek będzie zachowywał się lepiej niż świat, ale jeśli nawet tak będzie, to dopiero po przyjęciu planu Hausnera. W trakcie sesji pękło kolejne wsparcie w oknie hossy na WIG (22 500 pkt), ale cuda na fixingu je uratowały. Jedynym pozytywem wczorajszej sesji było to, że obrót wyraźnie się zmniejszył. To wyraźnie pokazuje, że rynek wyglądał tak słabo wyłącznie z powodu strajku popytu, a nie aktywności podaży. Gdy rozpoczyna się korekta, bardzo trudno przewidzieć, kiedy nastąpi sensowne odbicie. Przynajmniej bardzo trudno o nim mówić, jeśli oscylatory nie są mocno wyprzedane. A ciągle nie są. Każdego dnia możliwy jest jakiś „ząbek” wzrostowy. Jednak korzystając z tego ewentualnego odbicia (w wielu przypadkach może się okazać, że będzie trwało, tak jak wczoraj, czyli tylko część sesji) trzeba być niezwykle ostrożnym. Rynkowi trzeba teraz dać czas, by sytuacja się wykrystalizowała.