Nie ma już wątpliwości, że na GPW panuje bessa
Obraz gospodarki światowej jest z każdym tygodniem coraz bardziej ponury. Nie widać więc w Polsce żadnej możliwości ożywienia koniunktury w II półroczu.
To był bardzo zły tydzień dla rynków amerykańskich, a zdecydowanie przełomowym momentem był czwartek. Impulsem do spadku były wówczas informacje o możliwym fiasku fuzji między General Electric a Honeywell. To jedynie wyzwoliło większą chęć do sprzedaży akcji u inwestorów, którzy i tak byli już przestraszeni wizją kolejnych ostrzeżeń. Potem rzeczywiście było ich dużo (np. JDS czy Nortell).
W ten sposób legła w gruzach hipoteza, że wszystkie potencjalnie złe informacje są już w cenach akcji, więc warto je kupować dla przyszłych (w domyśle lepszych) zysków. Problem w tym, że giełdowi gracze niechętnie patrzą tak daleko w przyszłość. Ważne są dla nich bieżące trendy. Kiedy trend wzrostowy zamienia się na spadkowy, takie koncepcje natychmiast wydają się nieracjonalne.
Mniej ogłoszeń
Rynki nie dostały wsparcia z danych makro, których w końcówce tygodnia było wyjątkowo dużo. Co prawda inflacja była zgodna z oczekiwaniami, ale produkcja przemysłowa spadła znowu (ósmy już miesiąc z kolei) o 0,8 proc. Możliwości produkcyjne w USA wykorzystane są w 77,4 proc., i jest to najniższy poziom od 13 lat. Owszem, Amerykanie pocieszają się tym, że tylko sektor produkcyjny jest w recesji, ale widać już wpływ tego spowolnienia w innych dziedzinach. Na razie jest stosunkowo niewielki, ale zauważalny. Jednym z takich sygnałów jest zmniejszenie prognoz przychodów przez Tribune Co. (wydawcę „Chicago Tribune” i „Los Angeles Times”) z powodu spadku reklam od firm zajmujących się sprzedażą detaliczną. Spowolnienie dotyka więc wyraźnie zarówno sektor sprzedaży detalicznej jak i reklam, a co za tym idzie cały sektor mediów.
Takie trendy w gospodarce wraz z redukcjami zatrudnienia wywołują pogorszenie nastroju konsumentów i zwiększoną ostrożność przy dokonywaniu zakupów — powstaje sprzężenie zwrotne. Co prawda wstępne dane o indeksie nastroju podane przez Uniwersytet Michigan nie były dramatyczne i niewiele zmniejszyły się w stosunku do maja oraz były dużo lepsze niż w kwietniu. Należy jednak oczekiwać, że na skutek dekoniunktury na giełdzie i widocznego braku reakcji gospodarki na obniżki stóp te dane niedługo się pogorszą.
Dolar za mocny
Takie tendencje wpływają na to, że rynki zaczynają rozważać przynajmniej dwa posunięcia amerykańskich centrów decyzyjnych. Pierwsze to możliwość rezygnacji ekipy Busha z polityki mocnego dolara hamującego eksport. Jednak takie posunięcie znacznie zwiększyłoby inflację, co może być nie do zaakceptowania przez Fed. Drugie to większa obniżka stóp na posiedzeniu Fed (26.27.06.) niż dotąd przewidywane 25 pkt. Coraz więcej analityków mówi o redukcji o 50 pkt. Tu oczywiście też jest problem. Taka obniżka może oznaczać, że Fed nie będzie miał już pola manewru.
W tym tygodniu rynki będą już żyły zbliżającym się posiedzeniem Fed. I to jest jedyna szansa na przyzwoite zachowanie indeksów, jednak pod warunkiem, że rynek nie dostanie kolejnej porcji ostrzeżeń ze spółek.
Analiza
W analizie technicznej powstało dużo złych sygnałów. DJIA z impetem przełamał wsparcie na 10 800 pkt docierając do średniej 50-sesyjnej. Teraz 10 800 pkt jest oporem. Jednak ważniejszy wydaje się opór wynikający z linii krótkoterminowego trendu spadkowego w okolicach 11 000. Powrót ponad ten poziom nie wydaje się prawdopodobny. Wsparcie to połowa dużej białej świecy z kwietnia na wysokości 10 450 pkt. Przełamanie tego poziomu oznaczałoby nieuchronne testowanie linii szyi podwójnego dna, będącej również psychologicznym wsparciem — 10 000 pkt.
Dużo gorzej wygląda S&P 500. Klasyczna formacja RGR zapowiada spadek przynajmniej do 1175 pkt. Po drodze leży wsparcie na 1190 pkt. Z formacją RGR jest jednak często tak, że indeksy robią ruch powrotny w kierunku przebitej linii szyi, a nieudany powrót dopiero rodzi przecenę. Można więc oczekiwać wzrostu do poziomu nie więcej niż 1250 pkt. Odbicie się poniżej tego poziomu to zejście do 1175 (minimum). Pokonanie 1250 to zanegowanie formacji RGR i sygnał kupna.
Nasdaq wygląda równie fatalnie. Gwiazda wieczorna i przełamanie linii szyi formacji RGR z otwartym oknem bessy to oznaki spadku przynajmniej do 1870 pkt, gdzie leży następne wsparcie. Spadki zatrzymało poważne wsparcie w rejonie 1980-2000 pkt. Daje to również tutaj możliwość wykonania ruchu powrotnego w kierunku linii szyi, czyli nie wyżej niż do 2130 pkt.
Moja metoda wykorzystania średnich wskaźnika Armsa (TRIN) nie tylko nie daje sygnału kupna, ale wykres pokazuje znaczne oddalenie się w czasie takiej możliwości.
Jeden wniosek wydaje się pewny: inwestorzy zdecydowanie zmienili nastawienie do rynku. Przewagę zdobyli pesymiści. W tej sytuacji możliwe są jedynie mniejsze lub większe odbicia. W tym tygodniu jest na to szansa ze względu na prawdopodobieństwo obcięcia stóp. Sesja piątkowa, kiedy na rynek spłynęły same złe wiadomości, a indeksy spadły bardzo niewiele, może być sygnałem do takiego odbicia. Jednak trend pozostanie spadkowy, a miniony tydzień był jego początkiem.
Dobrze, że w czwartek było święto, bo indeksy mogły już być sporo poniżej istotnych wsparć. Oczywiście spadkom przysłużyła się sytuacja na giełdach światowych, ale dużą w tym zasługę miały nasze polskie problemy.
Ponury obraz
Obraz gospodarki światowej jest z każdym tygodniem coraz bardziej ponury. Japonia jest na najlepszej drodze do recesji. W bliskiej przyszłości nie widać poprawy. Spada produkcja przemysłowa w Eurolandzie. Ostatnie dane we Francji pokazały, że już drugi miesiąc z rzędu produkcja zmniejszyła się o 0,3 proc. Jednocześnie rośnie inflacja w całej strefie euro i to dużo więcej, niż zakłada ECB. To skutek między innymi słabego euro. Spowolnienie gospodarcze dzięki temu nie jest tak duże, ale za to inflacja rośnie.
Na razie przedsiębiorstwa znajdują zbyt, mimo podwyższania cen. OECD w swoich prognozach nie widzi możliwości zmiany sytuacji w ciągu najbliższych 6 miesięcy. ECB jest ciągle między młotem a kowadłem, ale wydaje się, że wobec braku widocznych oznak nadciągającej recesji, zdecyduje się bronić krajów strefy euro przed inflacją nie obniżając stóp.
Nie będzie ożywienia
W tym kontekście nie widać w Polsce żadnej możliwości ożywienia koniunktury w II półroczu. Nawet minister finansów Jarosław Bauc już co kilka dni zmienia prognozy dotyczące wzrostu PKB. Niedawno, jak pamiętam, mówił o 3,8-proc. wzroście PKB. W ostatnim tygodniu było to już tylko powyżej 3 proc.
Jednym z elementów powodujących wyprzedaż były informacje o tym, że rząd rozważa nowelizację budżetu. Zakładano jednak, że zostawi to niemiłe zajęcie następnej ekipie. Gdyby zrobił to teraz, to wniosek jest jeden: jest gorzej niż tragicznie.
Brakuje dużo więcej
Temat budżetu powróci. Według rządu brakuje 7 mld zł, według ekonomistów od 50-100 proc. więcej. Redukcja o 7 mld zł oznacza cięcia wydatków (poza sztywnymi) o 20 proc. Wydatki sztywne to około 60 proc. budżetu. Ciąć można z puli około 70 mld zł.
Czy to jest możliwe przed wyborami? Budżet i tak będzie znowelizowany. Nie powinno więc mieć znaczenia, czy zrobi to ta, czy inna ekipa. Stan finansów państwowych jest tragiczny. Jednak taki ruch uzmysłowiłby wszystkim optymistom, jaka jest sytuacja. Nowelizacja będzie miała wpływ na rynek akcji i na kurs złotego.
Na razie jednak na kurs złotego mają wpływ spekulacje dotyczące wymiany marek przez firmy niemieckie, przeznaczonych na wypłatę odszkodowań. To spowodowało, że nasza waluta wzmocniła się znowu. Nie widać końca tej jej sztucznej siły.
Większość analityków widzi osłabienie złotówki pod koniec roku. Ponieważ jest to opinia absolutnej większości, więc można się spodziewać, że z całą pewnością tak nie będzie. Albo do osłabienia w tym roku nie dojdzie, albo jest ono tuż-tuż.
Ponieważ to pierwsze wydaje się mało prawdopodobne, należy się spodziewać, że początek osłabienia nastąpi wkrótce.
Może dojść nawet do upadku złotego, bo nie uważam, że czeka nas cywilizowana, stopniowa przecena waluty o 10 proc. Nie ma znaczenia, co może być impulsem. Sytuacja jest dość napięta. Wystarczy, by tylko jeden bank doszedł do wniosku, że zamyka aktywa w złotych, a inni inwestorzy popędzą za nim. W kantorach już trwa stan zaniepokojenia i napięcia — nie można lekceważyć sygnałów płynących z dolnych partii gospodarki.
Posiedzenie RPP
W ten sposób dochodzimy do posiedzenia RPP, które jest w tym samym terminie, co posiedzenie Fed. Szanse na obniżkę są jak 50:50. Fakt, że decyzja rządu o nowelizacji budżetu mogłaby je zmniejszyć do zera. Uważam jednak, że rząd nie zdecyduje się na nowelizację: po prostu musiałby to uchwalić Sejm, a mało prawdopodobne, by zrobił to przed wyborami.
Spekulacje dotyczące obniżki stóp mogą być pozytywne dla rynku akcji. Niewykluczone, że dane o dynamice produkcji przemysłowej będą impulsem pobudzającym RPP do działania, gdyby były bardzo złe — a powinny takie być. Nie widzę możliwości wpływu na rynek danych o inflacji, bo tu niespodzianek nikt nie oczekuje.
Nie spodziewam się też, że RPP zakłada, że złotówka osłabi się szybko i znacznie (o 20 proc.), co dramatycznie zwiększy inflację. Nikt, oprocz mnie, tego zdaje się nie przewidywać. Tak więc skłaniam się do poglądu, że RPP stopy obniży. To zresztą i tak niewiele pomoże, bo będzie za późno.
Analiza
Obraz w analizie technicznej nie uległ zasadniczym zmianom. Indeks cenowy spada po wybiciu z trójkąta i odbiciu od górnego ograniczenia kanału trendu spadkowego. Możliwy w każdej chwili jest ruch powrotny o zasięgu 4-5 proc. Docelowo spadek o przynajmniej 20 proc. WIG coraz bardziej oddala się od linii szyi formacji RGR. Możliwy jest jednak słaby ruch powrotny (3-4 proc.). Potem spadek, który może sięgnąć nawet 8000 pkt. Na WIG 20 mamy możliwość ruchu powrotnego w kierunku 1365 pkt. Nawet jeśli ten poziom zostanie pokonany, to nie widzę możliwości przebicia 1410 pkt. Jeśli nawet ten ruch nastąpi, to potem nastąpi spadek mogący sięgnąć nawet poziomu 800 pkt. Trzeba zauważyć, że obniża się górne ograniczenie tegorocznego kanału trendu spadkowego (obecnie 1480 pkt). O pokonaniu 1500 pkt można więc zdecydowanie zapomnieć. Formacja podwójnego szczytu (jeśli WIG 20 nie przekroczy 1365 pkt) pokazuje, że spadek musi sprowadzić indeks przynajmniej do 1220 pkt. Podobnie wygląda TechWig po wybiciu z trójkąta — jednak i tutaj możliwy jest ruch powrotny nawet o 10 proc. TRIN dał średnioterminowy sygnał sprzedaży. Niestety działa z kilkusesyjnym opóźnieniem — dużo lepsze wyniki daje w przypadku dużych giełd (np. NYSE). Sugeruje jednak sprzedaż w przypadku wystąpienia ruchu powrotnego.
Jeśli chodzi o perspektywę na ten rok, to sprawa jest prosta: zobaczymy WIG 20 poniżej 1000 pkt. Najbardziej prawdopodobne są dwa scenariusze. Jeden to ostry spadek poniżej 1300 pkt, a potem ruch powrotny w kierunku tego poziomu pod wpływem oczekiwań na posiedzenie Fed i RPP. Drugi to odbicie od 1300 pkt i ruch w kierunku 1365 w oczekiwaniu na te dwa posiedzenia. Wydaje mi się, że drugi scenariusz jest bardziej prawdopodobny. Nakłada się bowiem również na okres wzmożonego zasilania OFE przez ZUS. Nadziei na poważny „windows dressing” przed 30.06. już mieć nie można, ale na słabe odbicie wykorzystane do dystrybucji akcji możemy mieć szansę. Dlaczego piszę o dystrybucji? Bo OFE i tak nie dostaną w tym roku przynajmniej 3 mld z ZUS z powodu kłopotów budżetu. Zdają sobie więc sprawę, że nie będą w stanie bronić rynku — powinny więc skracać pozycje.
Mamy bessę. Tak jak w hossie wspinamy się po ścianie strachu (Amerykanie mówią o „wall of worry”), tak teraz będziemy mieli spadanie po zboczu nadziei („slope o hope”). Ta nadzieja to oczywiście w momentach gwałtownych odbić, kiedy rynek zaczyna wierzyć, że to już koniec spadków — tylko po to, żeby za chwilę zobaczyć ceny i indeksy niżej.