Nie ma przesłanek do nowych obniżek
Mimo dwóch tegorocznych obniżek stóp procentowych, na rynku nie widać ożywienia. Zainteresowanie kredytami nie wzrosło. Ostatnie dane o stanie gospodarki prawdopodobnie powstrzymają Radę Polityki Pieniężnej przed kolejną redukcją stóp.
Poziom inflacji i deficytu budżetowego to dwie podstawowe przyczyny, które powstrzymają Radę Polityki Pieniężnej przed obniżką stóp — uważają analitycy.
— Mamy 90-proc. realizację deficytu budżetowego i w tym roku nie da się uniknąć rewizji budżetu. W dodatku inflacja przestała spadać, a nawet nieco wzrosła. Niepokojąca jest również sytuacja w ZUS. To nie są przesłanki przemawiające za kolejną obniżką stóp — uważa Krzysztof Rybiński, główny ekonomista ING Barings.
Brak ożywienia
Na razie nie widać efektów dwóch poprzednich obniżek stóp. Akcja kredytowa w bankach nie rośnie, nie widać ożywienia gospodarczego.
— Efekty redukcji stóp procentowych zawsze są widoczne z pewnym opóźnieniem. Zazwyczaj wynosi ono od 6 do 18 miesięcy, więc obniżki z tego roku będą widoczne dopiero na początku przyszłego — twierdzi Krzysztof Rybiński.
W jego opinii, RPP podejmując decyzję bierze takie przesunięcie pod uwagę.
— Fakt, że obecnie nie doszło do gwałtownego wzrostu akcji kredytowej nie będzie brany pod uwagę jako pozytywny czynnik przemawiający za kolejną obniżką — mówi Krzysztof Rybiński.
Jednak zdecydowana większość obserwatorów rynku uważa, że poprzednie obniżki stóp nie przyniosły efektu. Były bowiem zbyt niskie.
— Korekta była bardzo ostrożna. Dostosowywała jedynie stopy do poziomu spadającej inflacji — twierdzi Sławomir Gajewski, doradca inwestycyjny Credit Suisse Asset Management.
Jego zdaniem, stopy procentowe są nadal bardzo wysokie, co przy niekorzystnej sytuacji gospodarczej stwarza wciąż duże ryzyko inwestycyjne. Dlatego też pomimo korekt stóp nie wzrosła akcja kredytowa.
Banki ostrożne
Banki podchodzą do ostatnich redukcji bardzo ostrożnie. Cena depozytów spadła proporcjonalnie do redukcji stóp w NBP. Banki jednak niechętnie dokonują redukcji oprocentowania w tym samym stopniu.
— W ubiegłym roku zdecydowanemu pogorszeniu uległ portfel kredytowy banków, na co musiały utworzyć one kolosalne rezerwy. Wysokie ryzyko kredytowe nadal istnieje, dlatego banki tak ostrożnie podeszły do obniżek stóp — mówi Sławomir Gajewski.
Do końca ubiegłego roku udział należności zagrożonych w portfelach kredytowych banków wzrósł aż do 15,3 proc. Oznacza to, że na 180 mld zł pożyczone przez banki, kredytobiorcy mają problemy ze spłatą pożyczek na sumę 27 mld zł. To przede wszystkim efekt fatalnej sytuacji finansowej kredytobiorców korporacyjnych prowadzących działalność budowlaną i handlową.
Banki miały też problem z obsługą kredytów konsumpcyjnych — wynika z danych GINB. Efektem pogorszenia jakości należności był wzrost utworzonych rezerw celowych o 23 proc. — do 11,5 mld zł. Z tego powodu GINB wzmocnił kontrolę akcji kredytowej banków i ostrzega, że jeśli sytuacja nie ulegnie w tym roku poprawie, dojdzie do poważnych restrykcji. Na razie poprawy nie widać, dlatego banki powstrzymują się z obniżką oprocentowania kredytów i ich promocją.