Ostatni rok przyniósł wzrost obrotów w handlu zagranicznym. Z danych GUS nie wynika jednak, że jego przyczyną jest akcesja Polski do UE.
Przed pierwszym maja 2004 r. Polacy prześcigali się w prognozowaniu tego, co się stanie po naszym przystąpieniu do Unii Europejskiej. Euroentuzjaści i eurosceptycy toczyli zacięty bój o to, czy polscy producenci rozwiną żagle i podbiją rynek europejski, czy też przeciwnie, zostaną stłamszeni przez zalew tanich produktów z Unii. Tymczasem pamiętny maj ubiegłego roku upłynął w handlu międzynarodowym spokojnie. Również kolejne miesiące nie przyniosły spodziewanej rewolucji.
Dłuższy proces
Bariery w handlu między Polską a krajami Piętnastki były znoszone systematycznie w trakcie całego procesu przygotowującego nasz kraj do integracji. Od dawna nikogo nie dziwi widok zachodnich produktów na półkach polskich sklepów. Coraz odważniej swoją obecność na zachodnim rynku zaznaczali też rodzimi producenci.
— Polscy przedsiębiorcy bardziej obawiali się ustawy o VAT niż otwarcia granic. Właśnie obawa przed nią spowodowała wzmożenie obrotów tuż przed wejściem do Unii — mówi Marek Zuber, główny ekonomista Internetowego Domu Maklerskiego.
Zmiany wartości eksportu i importu wpisywały się utrzymujące się od lat tendencje — postępowała intensyfikacja kontaktów z krajami unijnymi przy jednoczesnym spadku obrotów ze Wschodem.
Mimo że liczby nie wskazują na znaczący wzrost wymiany handlowej, w krajach starej Unii obawy przed tanimi polskimi produktami nie maleją. Wręcz przeciwnie, już trwają prace nad ograniczeniem naszego dostępu do rynku.
— Blokowanie polskich towarów przez kraje Piętnastki to strzelanie gola do własnej bramki, bo wielu polskich eksporterów to firmy z kapitałem zagranicznym — głównie zachodnioeuropejskim — mówi Marek Zuber.
Sądzi on również, że tego typu reakcje mają raczej podłoże psychologiczne — trudno bowiem znaleźć ich uzasadnienie w liczbach.
Nakarmimy Zachód
Wbrew przedakcesyjnym obawom, na wstąpieniu Polski do Unii najbardziej skorzystała branża rolno-spożywcza. Polskie produkty robią furorę na zachodnich rynkach. Tradycyjne metody produkcji, które miały być największym utrapieniem rolników, okazały się atutem nie do pobicia.
— Polska żywność kojarzona jest na Zachodzie z naturą. Mieszkańcy krajów Piętnastki są zmęczeni szalonymi krowami, pryszczatymi świniami i chorymi kurczakami. Z kolei artykuły spożywcze z tzw. farm ekologicznych są bardzo drogie. Polska naturalna żywność o bardzo dobrych walorach smakowych doskonale zaspokaja zapotrzebowanie zachodnioeuropejskiego rynku — mówi Marek Zuber.
Pierwszy rok członkostwa przyniósł również kłopoty eksporterom produktów spożywczych. Nasze mleko było przez pewien czas dyskryminowane na rynkach wschodnich. Jednak między innymi dzięki Unii udało się ten problem dosyć szybko rozwiązać.
— Unia wystąpiła w obronie naszego mleka. Sprzeciwiając się dyskryminacji argumentowała, że produkty z wszystkich krajów unijnych powinny być traktowane w równy sposób — spełniają bowiem te same unijne normy — przypomina Marek Zuber.
Biznes samochodowy
Drugą gałęzią gospodarki, w której po akcesji zaszły widoczne zmiany, jest rynek samochodowy. Na polskich drogach znowu pojawiły się, wyciągnięte z lamusa, lawety transportujące do nas używane samochody z zachodu Europy.
— Zaraz po wejściu Polski do Unii import samochodów używanych wzrósł bardzo znacznie. Jednocześnie spowodował zastój w salonach samochodowych w naszym kraju. Jednak zastój na rynku nowych samochodów to nie tylko kwestia otwarcia granic, ale także efekt wprowadzenia przepisów wewnętrznych — przede wszystkim nowej ustawy o VAT —uważa Marek Zuber.
W kolejnych miesiącach sytuacja na rynku samochodowym zaczęła się powoli stabilizować. W tej chwili notuje się z powrotem wzrost sprzedaży samochodów nowych. Import aut używanych jest wciąż duży — jednak stopniowo wyhamowuje.
Na polskim rynku pojawiły się jednak nie tylko samochody używane, ale również nowe — mniej dotąd popularnych marek.
— Chevrolety, Mazdy czy Subaru weszły na nasz rynek w wyniku obniżenia stawki celnej na samochody spoza Europy — mówi Marek Zuber.