Nie ma ucieczki od atomu

Grzegorz Nawacki
24-04-2006, 00:00

Z elektrowni jądrowych pochodzi 16 proc. całej energii elektrycznej na świecie. Polska ciągle z niej nie korzysta. Jak długo?

Energia atomowa kojarzy się w Polsce głównie z Czarnobylem i Hiroszimą. Nie dziwiły więc długoletnie sprzeciwy Polaków wobec jej wykorzystywania. Tym większym zaskoczeniem był więc wynik badań przeprowadzonych przez Instytut Pentor pod koniec 2004 r., które wskazały, że wykorzystanie energii jądrowej w Polsce ma więcej zwolenników (42 proc.) niż przeciwników (38 proc.). Takie nastawienie nie oznacza jednak, że droga do budowy elektrowni stoi otworem, bowiem w tym samym badaniu 54 proc. respondentów wyraziło sprzeciw, a tylko 31 proc. badanych było gotowych zaakceptować fakt rozpoczęcia budowy. Czy elektrownia jądrowa jest zatem Polsce potrzebna i czy ryzyko nie jest zbyt duże?

Na świecie

W marcu 2006 r. pracowały 443 bloki energetyczne w 31 krajach. Że to niemało świadczy ilość energii elektrycznej produkowanej w tych elektrowniach. W 2005 r. wyniosła ona 2600 TWh, co stanowiło ponad 16 proc. całej energii wytworzonej na świecie. Kolejne 26 reaktorów jest w budowie. Najbardziej dynamiczny rozwój energetyki atomowej notowany jest na Dalekim Wschodzie i w Azji Południowej. Jednak Europa nie pozostaje w tyle: ponad połowa wszystkich czynnych reaktorów znajduje się na naszym kontynencie. W UE elektrownie atomowe działają zarówno na terenie starych państw członkowskich — m.in. we Francji, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Niemczech, Szwecji, Finlandii, jak i nowych członków — w Czechach na Słowacji, Litwie i Węgrzech. Gdy Unia powiększy się o Bułgarię i Rumunię, to 15 spośród 27 państw będzie miało czynne elektrownie jądrowe. W niektórych krajach elektrownie jądrowe to główne źródło energii. Litwa czerpie z nich 80 proc. energii, Francja 78 proc., Słowacja 65 proc. Spośród naszych sąsiadów tylko Białoruś nie ma jeszcze elektrowni jądrowej, ale również tam coraz konkretniej mówi się o jej powstaniu. Czy zatem budowa elektrowni w Polsce jest również nieunikniona?

Po co to nam

Wstępując do Unii, Polska zobowiązała się do redukcji emisji szkodliwych gazów do atmosfery. Normy są bardzo rygorystyczne, a Polski system produkcji energii, delikatnie mówiąc, nie sprzyja niskiej emisji. Ponad 94 proc. energii pochodzi ze spalania węgla kamiennego i brunatnego. Poza tym statystyczne roczne zużycie energii w Polsce jest na jednym z najniższych poziomów w UE, co wyraźnie wskazuje, że źródło czystej energii jest w Polsce niezbędne. Dziś znane są jedynie dwa rodzaje takich źródeł — odnawialne (słońce, woda, wiatr, geotermalne, biomasa) oraz energetyka jądrowa. Ze zobowiązań traktatowych wynika, że Polska musi zwiększać udział źródeł odnawialnych w bilansie energetycznym. W strategii rozwoju sektora, przyjętej w 2001 r. przez Sejm, zapisano, że do 2010 r. 7,5 proc. energii powinno pochodzić z takich właśnie źródeł, co oznacza niemal dwukrotne zwiększenie w porównaniu ze stanem obecnym.

Nie bez znaczenia jest to, że możliwości produkcji energii z tzw. ekologicznej energii są w Polsce dość ograniczone, bowiem warunki geograficzne i klimatyczne sprawiają, że wykorzystanie słońca i wiatru na masową skalę nie jest możliwe. Specjaliści szacują maksymalny potencjał energii odnawialnej w Polsce na 20 TWh rocznie, przy dzisiejszym ogólnym zużyciu sięgającym ponad 145 TWh. Z tego wyliczenia wynika, że ekoenergetyka powinna być rozwijana tylko jako ważne uzupełnienie produkcji energii.

Jedna elektrownia jądrowa w Polsce byłaby w stanie znacznie odciążyć system produkcji energii, a jednocześnie pomóc w spełnianiu wymogów dotyczących emisji gazów. Byłaby przy tym mocnym argumentem w kwestii bezpieczeństwa energetycznego kraju. Potencjalnych dostawców uranu jest bowiem wielu w różnych częściach świata, więc spadłaby możliwość wywierania na Polskę nacisków przez dostawców paliw.

Opłacalność

Znaczący jest również aspekt ekonomiczny. Koszt budowy elektrowni jądrowej jest wprawdzie ogromny (koszt rozpoczętej w zeszłym roku budowy elektrowni w Finlandii szacuje się na 3 mld EUR), ale według najnowszych analiz energetyka jądrowa jest najtańszym źródłem energii. Cena energii z atomu to 30-50 USD/MWh, z węgla — 35-60 USD/MWh, z gazu — 40-63 USD/MWh, z wiatru 45-140 USD/MWh, a z małej elektrowni wodnej — 65-100 USD/MWh.

— Budowa elektrowni jądrowej kosztuje bardzo dużo, ale jej eksploatacja już nie. Dzisiaj budowane obiekty mogą pracować nawet przez 60 lat, co sprawia, że koszt energii jest bardzo konkurencyjny — informuje Stanisław Latek z Państwowej Agencji Atomistyki.

Specyfika energetyki jądrowej to stosunkowo mały udział ceny paliwa w koszcie produkcji. Zdecydowanie mniejsze jest zapotrzebowanie na paliwo, dla porównania: elektrownia jądrowa o mocy 1 GWe zużywa około 35 ton paliwa uranowego rocznie, podczas gdy elektrownia węglowa o tej samej mocy wymaga dostaw 3 pociągów węgla… dziennie. Dziś każda podwyżka cen ropy, gazu czy węgla powoduje automatyczny wzrost cen energii. A nawet znaczna podwyżka cen uranu nie spowoduje gwałtownego skoku ceny energii jądrowej.

Zagrożenia

Przeciwnicy energii atomowej zwracają uwagę na fakt, że źródła uranu nie są nieograniczone. Według różnych szacunków powinny wystarczyć na 100 do 200 lat. Do tego czasu niezbędne będzie wynalezienie innej technologii.

— Zasoby uranu kiedyś się wyczerpią, warto jednak pamiętać, że era węgla rozpoczęła się około 200 lat temu i w tym czasie wykonaliśmy ogromny technologiczny skok naprzód. Nie mam wątpliwości, że w takiej perspektywie czasowej ludzkość opracuje jeszcze lepszą technologię, ale na dziś rozwiązanie lepsze niż energetyka jądrowa nie istnieje — zauważa dr hab. Paweł Olko z Instytutu Fizyki Jądrowej.

Argumentem przeciw budowie elektrowni atomowej w Polsce, którego używa się najczęściej, jest zagrożenie awarią. Pierwszą elektrownię jądrową uruchomiono w 1954 r. i od tego czasu odnotowano jedynie 2 poważne awarie — w Three Mile Island w 1979 r. i w Czarnobylu w 1986 r. Specjaliści dodają, że nowoczesne reaktory są dużo bezpieczniejsze i prawdopodobieństwo awarii jest bliskie zera.

— Bezpieczeństwo reaktorów atomowych to naszym zdaniem wielki mit. Najlepsze nawet zabezpieczenia nie wyeliminują błędu człowieka, a ewentualne konsekwencje awarii są zbyt duże, by móc czymkolwiek usprawiedliwić wystawianie Polaków na takie ryzyko — twierdzi Tomasz Saliński z Greenpeace Polska.

Przy obawie o skutki awarii warto jednak pamiętać, że Polska tak czy inaczej znajduje się w strefie ewentualnego zagrożenia. Skoro więc ponosimy ryzyko, może warto byłoby też czerpać korzyści.

— W otaczającym Polskę pasie o szerokości 310 km pracuje 28 reaktorów o łącznej mocy prawie 20 tys. MWe. Najbliższe elektrownie na Ukrainie, Słowacji czy w Czechach odległe są od naszej granicy o niespełna 150 km. Żyjemy więc w cieniu elektrowni jądrowych, ale nie mamy z tego żadnych korzyści — zauważa Jerzy Niewodniczański, prezes Państwowej Agencji Atomistyki.

Najważniejszym problemem wydaje się więc kwestia odpadów radioaktywnych. Pozostają one poważnym zagrożeniem nawet przez kilkaset lat, a do dziś nie opracowano metody, która rozwiązałaby ten problem. Aktualnie odpady składowane są pod ziemią, w specjalnych pokładach, które sprawiają, że promieniowanie nie przedostaje się do ziemi. Wiadomo jednak, że zwiększająca się ilość odpadów doprowadzi do momentu, kiedy dalsze składowanie nie będzie takie łatwe. Dlatego reaktory nowego typu stawiają na dużo efektywniejsze „dopalanie” paliwa jądrowego, tak by odpadów było jak najmniej.

Pierwsza w Polsce

Według Programu Rozwoju Energetyki, przyjętego przez rząd w 2005 r., pierwsza elektrownia jądrowa miałaby się pojawić w Polsce około 2021 r.

— Sam proces budowy to 8-10 lat, ale do tego dochodzi jeszcze skomplikowany etap prac przygotowawczych: dostosowanie prawa, badania nad lokalizacją, kampania informacyjna, wykształcenie kadr — informuje Stanisław Latek.

Kwestia budowy elektrowni zależy tylko od woli politycznej, bo możliwości technologiczne już są. Firm chętnych do budowy nie powinno zabraknąć, na co wskazuje choćby przykład Rumunii. Zaplanowano tam prace nad uruchomieniem nowego reaktora i aż 12 firm złożyło do rządu listy intencyjne dotyczące udziału w inwestycji.

W Polsce już teraz działają firmy z doświadczeniem w energetyce jądrowej. Przykładem może być Vattenfall, który w Szwecji ma obecnie 7 reaktorów nuklearnych, natomiast w Niemczech jest współwłaścicielem trzech. Około 25 proc. całkowitej produkcji energii elektrycznej Vattenfall w Europie pochodzi ze źródeł jądrowych.

— Zbudowanie elektrowni jądrowej wymaga stworzenia odpowiedniej infrastruktury i stosownego zaplecza technicznego, niezbędnego do jej działania. Jeżeli w Polsce pojawią się warunki do rozwoju energetyki atomowej, niewykluczone, że będziemy chcieli podzielić się swoim bogatym doświadczeniem — mówi Edyta Kwapich z Vattenfall Heat Poland.

Polskie Sieci Elektroenergetyczne też dostrzegają szansę na rozwój energetyki jądrowej. W 2005 r. rozpoczęły prace studialne nad możliwościami budowy elektrowni atomowej w Polsce. W ich ramach wykonane zostaną analizy zapotrzebowania, koniecznych zmian, a także wstępne oceny lokalizacji.

Z uwagi na wrażliwość społeczną wydaje się, że państwo powinno aktywnie włączyć się w ewentualną budowę elektrowni, bo będzie swego rodzaju gwarancją spełnienia wszystkich norm bezpieczeństwa.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Transport i logistyka / / Nie ma ucieczki od atomu