Nie maluj firmy na różowo

opublikowano: 27-08-2017, 22:00

Manipulowanie swoim wizerunkiem w epoce portali społecznościowych jest ryzykowne. I naraża na śmieszność

W książce „Jak zmienić swoje życie?” Pierre Lefevre przytacza zabawną opowiastkę: młody adwokat wspaniale urządził swój gabinet. Chcąc dopełnić całości, kupił luksusowy telefon i postawił go na biurku. Przychodzi pierwszy klient. Prawnik każe mu — dla zasady — poczekać kwadrans. Wreszcie petent wchodzi. Aby wywrzeć na nim jeszcze większe wrażenie, adwokat bierze do ręki słuchawkę: „Mój kochany dyrektorze, tracimy czas... Tak, jeśli jednak chcecie... ale nie poniżej 20 milionów... A więc zgoda, załatwione... Do widzenia!”. Odkłada słuchawkę. Klient zdaje się zakłopotany. „Pan sobie życzy?”. „Ja... jestem instalatorem. Przyszedłem podłączyć pana telefon”. Udawanie, stwarzanie pozorów, granie kogoś ważniejszego i lepszego, niż jest się w istocie — to dotyczy wielu ludzi sukcesu. Ale także firm. Tymczasem w relacjach biznesowych, zawodowych i prywatnych cenimy głównie autentyczność.

ZASADA: Zamiast kontrolować sposób, w jaki postrzega nas otoczenie, rynek, lepiej po prostu postępować przyzwoicie — mówi Małgorzata Miękina, dyrektor HR w Hogan Lovells.
Zobacz więcej

ZASADA: Zamiast kontrolować sposób, w jaki postrzega nas otoczenie, rynek, lepiej po prostu postępować przyzwoicie — mówi Małgorzata Miękina, dyrektor HR w Hogan Lovells. Fot. Marek Wiśniewski

Sztuka manipulacji

Prawie 90 proc. osób oczekuje od liderów wiarygodności — takie badanie przywołuje Vesna Lorenc, akredytowana coach i certyfikowana trenerka międzykulturowa z firmy Just Be. Wskazuje, że wiarygodność sprowadza się do zaufania, którym darzy człowieka jego otoczenie — głównie na podstawie jego prawości, intencji, zdolności i wyników.

— Psychologia pokazuje, że podejmujemy decyzje emocjonalnie. Uczucia są pierwsze — włączają się, zanim mózg logicznie przekalkuluje wszystkie za i przeciw — wyjaśnia przedstawicielka Just Be. Wiarygodność, autentyczność, zaufanie — czy w biznesie nie odmienia się tych słów przez wszystkie przypadki?

— O zgodności między postępowaniem a głoszonymi wartościami mówi się w korporacjach dużo. Znajduje to odzwierciedlenie w misji i wizji niejednego przedsiębiorstwa. Z praktyką bywa gorzej — ocenia Vesna Lorenc.

Podobnie widzi to Jakub Urbański, trener biznesu i wykładowca Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie. Kiedyś pracował w jednej z poznańskiej firm, której szefowa nie odprowadzała składek do ZUS, a pensje wypłacała nieregularnie i w ratach. Do pracy przyjeżdżała jednak nowiutkim, wypasionym mercedesem.

— Gdy zapytałem ją, czy nie widzi dysonansu między tymi sytuacjami, tylko wzruszyła ramionami. Nie dowiedziałem się, o czym to świadczy — lekceważeniu personelu czy głupocie — opowiada Jakub Urbański. Jego zdaniem, w zakładach produkcyjnych jest jeszcze gorzej. W pewnej fabryce przeprowadził szkolenie z negocjacji. Później okazało się, że rzeczywistym celem zajęć było „załatwienie tej bandy”, jak to określił jeden z członków zarządu.

— Przez negocjacje rozumiano techniki manipulacji, które menedżerom pozwolą na sterowanie pracownikami, wykorzystywanie ich. Zaproponowałem więc przełożonym, by po prostu zaczęli traktować podwładnych z szacunkiem. Prezes machnął ręką. Zaznaczył, że starał się być dobry przez wiele lat i nic to nie dawało. A gdy co roku zwolni kilka osób, reszta stoi na baczność — wspomina Jakub Urbański.

Społeczna kontrola

Według Vesny Lorenc biznes często lekceważy relacje i autentyczność, bo nie da się ich zmierzyć. Łatwo natomiast określić wynikające z tego straty finansowe.

— Utrata wiarygodności kończy się spadkiem morale, motywacji, zapału do pracy, czasem poczucia sensu. Stąd biorą się gorszewyniki firmy — argumentuje trenerka i coach. Marnowanie ludzkiego zaufania — Małgorzata Miękina, dyrektor HR w Hogan Lovells, zapewnia, że coś takiego w jej kancelarii nie wchodzi w grę. O pracowników firma ta zabiega już na samym początku ich wyższej edukacji — współpracuje ze społecznością akademicką, uczestniczy w targach pracy i warsztatach na uczelniach, organizuje dla żaków praktyki i staże. Działa to w dwie strony: studenci prawa prześwietlają swoich przyszłych pracodawców i dzielą się informacjami o nich i opiniami, zarówno w tzw. realu, jaki i mediach społecznościowych.

— Stawiamy na autentyczność. To najlepsza strategia. W dobie internetu, komunikacji cyfrowej i mobilnej nie ma sensu stroić się w piękne piórka. Każde kłamstwo zostaje natychmiast wykryte i nagłośnione — uważa dyrektor Małgorzata Miękina.

W książce „Człowiek w teatrze życia codziennego” Erving Goffman tłumaczy, że autoprezentacja to nadinformowanie o niektórych faktach i niedoinformowywanie o innych. Czy jest to złe? Niekoniecznie — odpowiada Jakub Urbański. Byle w marketingu i PR zachować rozsądek, umiar, przyzwoitość — i nie rozminąć się całkowicie z faktami. W przeciwnym razie narazimy się na śmieszność. Jak młody adwokat z opowiastki Pierre’a Lefevre’a.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Nie maluj firmy na różowo