Nie można dławić inflacji bez ponoszenia kosztów

Wiktor Krzyżanowski
opublikowano: 2002-07-05 00:00

Andrzej Sopoćko

Jeden z kandydatów na stanowisko ministra finansów po dymisji Marka Belki. Doradca premiera Leszka Millera. Profesor na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego.

Mirosław Gronicki

Główny ekonomista BIG Banku Gdańskiego, wcześniej ekonomista CASE, doradca rządów wielu krajów. Pracował w instytucjach międzynarodowych, wykładał za granicą. Doktor ekonomii.

Społeczeństwo najbardziej pragnie niskiej inflacji

A.S.: To nieprawda. Te opinie miały wysokie miejsca w rankingach co najmniej sprzed pięciu laty. Teraz obawy przed inflacją nie istnieją. Ludzi paraliżuje strach przed utratą pracy.

M.G.: W gospodarce rynkowej lepiej, jeśli nierównowaga przejawia się na rynku pracy niż we wzroście inflacji. Jeżeli podstawowym celem rządu jest niskie bezrobocie, to trudno będzie doprowadzić gospodarkę na ścieżkę długotrwałego i wysokiego tempa wzrostu.

Obniżka stóp procentowych wywoła inflację

A.S.: Nie widać możliwości przekroczenia 4-proc. inflacji w przyszłym roku. Nawet jeśli stopy interwencyjne spadłyby do zera i zniknęłaby nadpłynność sektora bankowego (obecnie około 20 mld zł), nastąpiłby wzrost ilości pieniądza (M3) nie przekraczający 4-5 proc. W zależności od oceny stopnia wykorzystania mocy produkcyjnych w gospodarce, maksymalny efekt inflacyjny takiego zabiegu zawarłby się w przedziale 2-3 proc. i trwałby nie dłużej niż 12 miesięcy.

M.G.: Jeśli polityka fiskalna jest rozsądna, czyli nie ma nadmiernego pobudzania popytu krajowego w dłuższym okresie (1-2 lata), obniżka stóp nie doprowadzi do przyspieszenia inflacji. Jednakże zejście ze stopą referencyjną do zera mogłoby doprowadzić do gwałtownego odpływu kapitału portfelowego, ostrego osłabienia złotego i w konsekwencji do wzrostu inflacji. Z naszych szacunków wynika, że sama tylko deprecjacja złotego o 10 proc. skutkowałaby wzrostem inflacji o 2 pkt proc.

Utrzymywanie wysokich stóp procentowych jest niezbędne wobec wysokiego deficytu budżetowego

A.S.: Argentyna zweryfikowała tę tezę negatywnie. Pożądany efekt występuje tylko wówczas, gdy rząd wystraszy się wzrostu kosztów obsługi długu i obetnie wydatki. Jeśli tego zrobić nie może (brak pola manewru), występuje efekt odwrotny. Potrzebne są nowe pożyczki, by pokryć zwiększane koszty obsługi długu starego.

M.G.: W Argentynie załamanie przyszło przez niefrasobliwość fiskalną i sztywny kurs waluty. W polskim przypadku wysoki deficyt budżetowy będzie oceniany przez rynek jako wzrost ryzyka kraju i to musi wpływać na poziom stóp procentowych oraz kurs walutowy.

Duża podaż papierów skarbowych daje atrakcyjną stopę zwrotu, przyciągając kapitał zagraniczny i wzmacniając złotego

A.S.: To iluzja wynikająca z braku doświadczenia bankowego. Kapitał spekulacyjny wpływa wyłącznie po to, by zarobić. Chce kupić tanio (gdy wysoka stopa zwrotu), sprzedać drogo (gdy niska). Podstawą spekulacji jest nie sama stopa zwrotu, ale jej zmiana (spadek).

M.G.: Przyczyną dużej podaży papierów jest potrzeba sfinansowania dużego deficytu budżetowego. W gospodarce zawsze po to, żeby ktoś zarobił, ktoś inny musi zapłacić. Ostrożne zmniejszanie stóp niekoniecznie musi być sprzyjające dla kupujących papiery. Częstsze i niskie obniżki mogą być dla nich kosztowne.

Gospodarka nie reaguje na obniżki stóp procentowych

A.S.: Nieprawda. Podobnie, jak zareagowała recesją na wyśrubowanie ich do rekordowego poziomu, tak reaguje na ich ruch w drugim kierunku. Obniżenie realnych stóp procentowych pod koniec 2001 r. zahamowało spadek produkcji.

M.G.: Gospodarka z pewnym opóźnieniem będzie reagowała na cięcia stóp procentowych.

Wysokie stopy potrzebne są dla utrzymania oszczędności konsumentów

A.S.: Szkodliwe uproszczenie. Teza ta aktualna jest dla długich okresów, a i tak jest to element trzeciorzędny. Skłonność do oszczędności zależy przede wszystkim od atrakcyjności celów oszczędzania.

M.G.: Na pewno sprzyjają. Natomiast zbyt szybkie wyzbywanie się oszczędności mogłoby zagrozić stabilności makroekonomicznej.

Obniżka stóp interwencyjnych spowoduje głęboki spadek oprocentowania depozytów

A.S.: Niekoniecznie, jeśli NBP zrezygnuje z wyróżniającego się rozmiarami poziomu formalnych i ukrytych rezerw obowiązkowych banków. Sztucznie podnosi to koszt pozyskania pieniądza.

M.G.: Stopa rezerw obowiązkowych ma wpływ na poziom oprocentowania depozytów. Natomiast rozziew między oprocentowaniem depozytów i kredytów wynika z innych przyczyn (patrz poniżej).

Banki bardzo słabo reagują na obniżki stóp interwencyjnych

A.S.: Nie wynika to z niechęci banków, ale z rosnących kosztów rezerw dla tzw. złych długów. W ostatnim półroczu złe długi przyrastały w tempie prawie 1 mld zł miesięcznie, przy stabilizacji kredytów jako całości. Stanowią obecnie 21 proc. całego portfela kredytowego.

M.G.: Prawda. Ale oprocentowanie kredytów dla solidnych klientów zależy od stopy na rynku międzybankowym (WIBOR), a ta z kolei od stóp podstawowych. Nie można patrzeć jedynie na oprocentowanie kredytów, które obarczone są wysokim ryzykiem. Ponadto w kiepskiej sytuacji banki zawsze są ostrożniejsze w przyznawaniu kredytów.

Wysoka obniżka destabilizuje rynek finansowy

A.S.: Stwierdzenie nieuzasadnione merytorycznie. Faktem jest, że radykalne posunięcia wymagają głębokiej znajomości systemu finansowego. Gdy istnieje niepewność co do jego rzeczywistego działania, naturalna jest tendencja do działania metodą prób i błędów. Obecnie oznacza to dodatkowe wzmacnianie złotego.

M.G.: W obecnej sytuacji gospodarczej — wysokiego deficytu budżetowego i rosnących potrzeb pożyczkowych w sektorze publicznym — nadmierne poluzowanie polityki pieniężnej to prosta droga do wzrostu ceny pieniądza w przyszłości. Nie chodzi tu o destabilizację rynku — rynek po prostu przystosuje się do nowej sytuacji.

Interwencje na rynku walutowym niczego nie dają

A.S.: Nie jest to recepta na strategię kursową. Jednak ze względu na sezonową cykliczność procesu aprecjacji można interwencjami niwelować okresowe szczyty wysokiej wartości złotego (np. pierwszy kwartał w roku).

M.G.: Jeśli uczestnicy rynku wiedzą o sezonowości zmiany wartości złotego, to na pewno uwzględnią to w swoich działaniach na rynku i skutek interwencji w kolejnych okresach może być różny od zamierzonego.