Nie musisz być jak Warren Buffett

opublikowano: 02-12-2019, 22:00

Porównuj siebie z tym, kim byłeś wczoraj, a nie z tym, kim ktoś inny jest dzisiaj

Nie wystarczy mieć tyle pieniędzy, żeby nie zdążyć ich wydać do końca życia. Trzeba mieć więcej pieniędzy niż większość ludzi na kuli ziemskiej. Dołączyć do górnej, 1-procentowej, grupy najbogatszych mieszkańców globu — to jest dopiero coś!

Jeśli opływamy we wszelkie luksusy, a nasz majątek jest tylko ułamkiem tego, co posiada Jeff Bezos, Bill Gates lub Warren Buffett, czujemy się nieszczęśliwi i przegrani jak pewien multimiliarder z Doliny Krzemowej, który wyznał dziennikarzowi: „Jest lista A i są wszyscy pozostali. A ja nie znajduję się na liście A”. Każdy kraj ma swoje listy A. Magazyn „Challenges” publikuje co roku nazwiska najbogatszych Francuzów, czasopismo „Bilanz” — najbogatszych Niemców, a tygodnik „Wprost” — najbogatszych Polaków. Amerykański „Forbes” zaś układa ranking miliarderów z całego świata. Co branża, to jakiś ranking sukcesu. Show-biznes stawia na piedestale celebrytów, sektor IT — wybitnych innowatorów, środowisko pisarskie — laureatów Nagrody Nobla w dziedzinie literatury.

W książce „Sztuka dobrego życia” szwajcarski autor i przedsiębiorca Rolf Dobelli pisze: „Nowoczesne społeczeństwa wymachują listami »Forbesa« jak połyskującymi flagami, aby nam pokazać, że to jest droga dla wszystkich!”.

To trochę tak, jakby prezentować biografię Jerzego Kukuczki, Wandy Rutkiewicz lub Tomasza Mackiewicza i zapewniać, że skoro im się udało zdobyć Himalaje, to może tego dokonaćkażdy, bez względu na wiek, wytrzymałość psychiczną i fizyczną sprawność. Musimy się tylko bardziej postarać. Nie jesteś number one, to znaczy, że jesteś loserem — przekonują media, poradniki i guru rozwoju osobistego. Jednocześnie obiecują szybkie wspinanie się po szczeblach kariery. Mit od pucybuta do milionera to nie tylko popularny motyw amerykańskich filmów, ale także ideał, który wtłacza się dzieciom w polskich szkołach.

„»Jak dacie z siebie wszystko, to wcześniej czy później znajdziecie się na topie« — takie rzeczy wmawia się młodym ludziom” — pisał w 2001 r. Stefan Chwin w szeroko wówczas komentowanym artykule „Tyrania optymizmu”.

Dziś wychowanie do sukcesu wydaje się dużo ważniejsze niż na początku wieku. Łatwo to zrozumieć. Nie da się zmotywować społeczeństwa do pracy bez podsycania jego ambicji. Problem w tym, że w większości przypadków kończy się to rozczarowaniem, goryczą — choćby dlatego, że liczba prestiżowych stanowisk, uchodzących za symbol kariery zawodowej, jest ograniczona. Chwin apelował o przywrócenie kultury, która może pomóc ludziom w znoszeniu klęsk.

251dc9e0-90f6-11e9-bc42-526af7764f64
To musisz wiedzieć dziś rano
Codzienny newsletter z najważniejszymi informacjami dla inwestorów.
ZAPISZ MNIE
To musisz wiedzieć dziś rano
autor: Kamil Zatoński
Wysyłany codziennie
Kamil Zatoński
Codzienny newsletter z najważniejszymi informacjami dla inwestorów.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Przy czym wcale nie muszą to być wielkie tragedie i nieszczęścia. Tak zwany współczesny człowiek za porażkę uważa egzystencję przeciętną, czyli bez oszałamiającego bogactwa albo bez nieograniczonych wpływów i sławy. Rozbudzone aspiracje w połączeniu z ponadprzeciętną pracowitością wcale nie gwarantują sukcesu. Ile osób mimo studiów z konieczności ima się nieciekawych zajęć? O tym, czy lądujemy w fotelu prezesa, czy na zasiłku dla bezrobotnych, w dużym stopniu decyduje przypadek.

„Chodzi o to, żebyśmy wszyscy odnaleźli się we wspólnocie tych, którym się nie udało” — mówił Stefan Chwin w jednym z wywiadów.

Zalecał, by z „Pani Bovary” Gustawa Flauberta uczynić obowiązkową lekturę w liceach, bo ukazuje kobietę niespełnioną w małżeństwie.

Jego zdaniem właśnie sytuacja niespełnienia pisana jest większości z nas — „na 30 uczniów czy studentów sukces odniesie może pięciu”, tymczasem „w szkole nikt się tym nie zajmuje”. Czy wychowanie do klęski to jedyny sposób na wyrwanie się z objęć niespełnienia? Kanadyjski psycholog Jordan

Peterson radzi: „Porównuj siebie z tym, kim byłeś wczoraj, nie z tym, kim ktoś inny jest dzisiaj”.

To pomysł zapożyczony od starożytnych Greków, którzy mieli zupełnie inny pogląd na zwycięzców i przegranych niż my, współcześni. My za wszelką cenę chcemy znaleźć się na liście A — w sąsiedztwie najwybitniejszych himalaistów, multimiliarderów bądź mistrzów olimpijskich. Oni rozumieli, że liczba miejsc na podium jest ograniczona, więc zamiast o nie walczyć, woleli pracować nad sobą i osiągać stały, choć zwykle minimalny postęp. Jeżeli dziś rzucimy dyskiem o pół metra dalej niż wczoraj, a jedynkę z matematyki poprawimy na trójkę — możemy czuć się spełnieni.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu