Kurs szwajcarskiej waluty wzrósł skokowo, ale oprocentowanie się nie zmieni
Po ostatnim rajdzie rata kredytów we frankach wzrośnie o kilkadziesiąt złotych. Nie podejmujmy więc nerwowych decyzji.
Kurs franka przekroczył w trakcie wczorajszej sesji 3,33 zł, a po 16.00 wynosił ponad 3,31 zł. Jeśli obecne notowania, bliskie rekordowym, utrzymają się do końca miesiąca, przeliczona na złote rata kredytu hipotecznego znów będzie przeciętnie o kilkadziesiąt złotych wyższa, niż na przełomie maja i czerwca. Na rynkach walutowych nastroje zmieniają się jednak jak w kalejdoskopie. Dziś nie sposób przewidzieć, ile za dwa tygodnie trzeba będzie płacić za franka.
We wtorek średni kurs CHF/PLN wynosił 3,27 zł, w środę 3,21 zł, a wczoraj rano już 3,29 zł. Później było już tylko gorzej i drożej.
Waluta światowa
Frank droższy był tylko w dnie bessy w lutym 2009 r., kiedy za szwajcarską walutę na rynku międzybankowym płacono 3,3442 zł. Wtedy jednak sytuacja była zupełnie inna, bo złoty był w odwrocie do wszystkich walut (za euro płacono ponad 4,90 zł, za dolara prawie 4 zł), a kurs EUR/CHF był jeszcze dość stabilny. Teraz frank jest rekordowo mocny, nie tylko do złotego, ale też euro i dolara. Na razie nic się zmieni.
— Osłabienie złotego w relacji do szwajcarskiego franka, a także do innych głównych walut, to reakcja na wzrost obaw o sytuację Grecji i innych krajów peryferyjnych strefy euro. Drugim z czynników jest sygnalizowane przez dane spowolnienie wzrostu gospodarczego w USA. Oba czynniki są równie ważne — mówi Marcin R. Kiepas, analityk DM XTB.
— Grecki straszak mocno działa na wyobraźnię inwestorów. Porównanie do sytuacji z upadkiem banku Lehman Brothers przywoływane jest dość często — dodaje Marek Rogalski, analityk DM BOŚ.
Sytuacja jest dynamiczna. Kierunek notowań franka w najbliższych dniach zależy od tego, czy i jak zmieni się rząd Grecji i jakie zaproponuje reformy. Plany ratunkowe nie mogą pozostać tylko na papierze. Ważne będzie też uspokojenie nastrojów społecznych w Grecji.
W weekend obradować będzie też Eurogrupa, złożona z ministrów finansów państw strefy euro, która ma zdecydować o szczegółach planu pomocowego dla Grecji. Jeśli rozstrzygnięcia nie zadowolą inwestorów, frank będzie jeszcze droższy.
Interwencji nie będzie
Niewielkim pocieszeniem dla zadłużonych w szwajcarskiej walucie jest fakt, że oprocentowanie kredytów jeszcze przez jakiś czas pozostanie bez zmian. Ogłoszona wczoraj decyzja Narodowego Banku Szwajcarii (SNB) o utrzymaniu bliskiej zeru stopy referencyjnej nie była niespodzianką, choć jeszcze miesiąc temu niektórzy analitycy twierdzili, że władze monetarne już teraz zdecydują się zaostrzyć politykę pieniężną. Jeśli frank nadal będzie tak mocny, jak teraz, to i we wrześniu, na kolejnym posiedzeniu, nic się nie zmieni. Philipp Hildebrand, szef SNB, powiedział wczoraj, że jest zaniepokojony rajdem franka.
— Nietrudno sobie wyobrazić, że mocny frank w końcu odbije się negatywnie na gospodarce Szwajcarii. Nadal oczekujemy, że do pierwszej podwyżki stóp procentowych dojdzie we wrześniu. Rośnie jednak ryzyko, że nastąpi to dopiero w grudniu — mówi David Kohl, ekonomista Julius Baer Group.
Raczej nie ma co liczyć natomiast na kolejne interwencje SNB na rynku walutowym w celu osłabienia franka. Te, których dokonywano w ubiegłym roku, nie przyniosły skutku.
Kto ma problem
Polskim kredytobiorcom z odsieczą chce przyjść wicepremier Waldemar Pawlak i politycy PSL. W środę złożyli oni poprawkę do prawa bankowego, która zmierza do likwidacji spreadu (różnicy między kursem kupna a sprzedaży, po jakim bank przelicza wysokość raty kredytu z franków na złote) lub przynajmniej jego ograniczenia. W zależności od wysokości raty i banku, w którym zaciągnięty jest kredyt, dodatkowe koszty dla kredytobiorcy z tytułu spreadu to od kilkunastu nawet do ponad 100 zł miesięcznie.
Środowisku bankowców pomysły zmian oczywiście się nie podobają, bo prowadzą do spadku przychodów sektora. Zdaniem Wojciecha Kwaśniaka, doradcy prezesa NBP, dla klientów spready nie są problemem. Ich brak byłby za to problemem dla banków.
— Miałoby to bardzo istotny wpływ na przychody banków. W określonych warunkach zmiany mogłyby się przenieść na stabilność sektora, a w średnio i długoterminowej perspektywie jej zagrozić — powiedział Wojciech Kwaśniak.
Świat docenia Szwajcarię.
Oto cztery główne powody
Krzysztof Wołowicz
DM TMS Brokers
Frank szwajcarski bije rekordy nie tylko dlatego, że jest uważany za bezpieczną walutę, a gospodarka tego kraju ma dobre fundamenty. Świat finansów ceni Szwajcarię za zdrowy system bankowy i bardzo dobrą sytuację finansów publicznych.
1 Szwajcarskie banki pozbywały się papierów państw PIGS
Szwajcarskie banki nie angażowały się tak znacząco w inwestycje na rynkach krajów PIIGS, jak francuskie czy niemieckie. Ponadto, banki szwajcarskie w ciągu ponad dwóch i pół roku, jakie minęły od wybuchu światowego kryzysu finansowego, znacząco obniżyły zaangażowanie na peryferiach Eurolandu. Spadło ono ze 154,9 mld USD w czerwcu 2008 r., czyli tuż przed początkiem kryzysu, do 58,3 mld USD w grudniu 2010 r. Jeszcze mocniej spadło zaangażowanie banków szwajcarskich na rynku greckim — z 59,9 mld USD do niespełna 2,9 mld USD w grudniu 2010 r.
2 Portfel aktywów walutowych banków został przewartościowany
Banki szwajcarskie stopniowo dokonują przewartościowania swojego portfela walutowego. Zmiana w notowaniach franka i w portfolio banków szwajcarskich nastąpiła wraz z początkiem obecnego kryzysu. Udział franka w portfelu rósł. W 2007 r. aktywa denominowane we frankach stanowiły nieco ponad 34 procent. Od tego momentu wzrosły jednak do prawie 46 procent w 2009 r. (dane SNB). Frank stał się dominującą walutą w przepływach między lokalnymi inwestorami.
3 Mocne finanse publiczne, równowaga zewnętrzna
Szwajcaria niewiele ucierpiała podczas kryzysu dzięki zdrowym finansom publicznym. Kraj ten, w przeciwieństwie do innych państw OECD, uniknął wzrostu zadłużenia publicznego. Na koniec 2010 r. zadłużenie szwajcarskich finansów publicznych uległo obniżeniu o 9,4 punkty procentowe w relacji do PKB w stosunku do 2006 r. Zadłużenie publiczne Szwajcarii pozostaje relatywnie umiarkowane. Na koniec 2010 r. wynosiło 55 procent PKB. Projekcja MFW, zawarta w kwietniowym WEO (World Economic Outlook), zakłada dalszy spadek zadłużenia i osiągnięcie w 2016 r. 45,7 proc. PKB. Szwajcaria, jako jedno z nielicznych państw rozwiniętych, nie doświadczyła w okresie światowego kryzysu finansowego deficytu sektora finansów publicznych. Co prawda nadwyżka stopniała z 0,8 proc. PKB w 2006 r. do 0,2 proc. w 2010 r., ale wciąż jest to nadwyżka. Od lat utrzymuje się nadwyżka na rachunku obrotów bieżących. W 2010 r. SNB zanotował nadwyżkę w relacji do PKB wynoszącą 14,2 proc.
4 Brak presji inflacyjnej
W gospodarce szwajcarskiej od dłuższego czasu nie widać presji inflacyjnej. Po wzroście rocznego wskaźnika inflacji w marcu do 1 procent, w kwietniu i maju inflacja spadła odpowiednio do 0,3 i 0,4 procent. Ceny rosną wolno, choć dynamika PKB przekracza 2 procent od kilku kwartałów. To wyraźnie powyżej długoterminowego, potencjalnego poziomu wzrostu dla gospodarki szwajcarskiej. W okresie ostatnich 30 lat potencjalny PKB dla Szwajcarii można szacować na około 1,7 procent. Nawet w okresach bardziej dynamicznego wzrostu gospodarczego presja inflacyjna była umiarkowana. Po 2000 r. roczna zmiana cen w przypadku 11 miesięcy była ujemna, czyli faktycznie mieliśmy do czynienia z deflacją. Wobec prawdopodobieństwa spadku tempa wzrostu gospodarczego na głównych rynkach wschodzących w najbliższych kwartałach (wskaźniki CLI publikowane przez OECD wskazują taką możliwość) prawdopodobny jest związany z tym spadek cen surowców. Może to skutkować ponownym wystąpieniem deflacji, co jest bardzo prawdopodobne przy tak silnej walucie lokalnej. W takim przypadku trudno wyobrazić sobie podwyżki stóp procentowych, natomiast możliwe są interwencje banku centralnego mające na celu osłabienie franka.
Prognoza: stopy będą niskie, a frank mocny
Reasumując — źródłem siły franka jest nie tylko fakt, że jest to waluta uznawana za bezpieczną. Różnica w stopach procentowych w Szwajcarii i strefie euro wskazuje jednak, że notowania EUR/CHF powinny być wyższe, czyli frank powinien być słabszy. Wartość uzyskana z dyferencjału stóp wynosi 1,3040, podczas gdy kurs EUR/CHF spadł wczoraj poniżej 1,20.
Brak presji inflacyjnej w gospodarce pozwala przypuszczać, że ekspansywna polityka pieniężna zostanie utrzymana jeszcze przez co najmniej kilka miesięcy. Oczekujemy, że Szwajcarski Bank Centralny rozpocznie ostrożny proces normalizacji polityki pieniężnej w ostatnim kwartale tego roku, podnosząc stopę z 0,25 proc. obecnie do 1 proc. na koniec 2012 r. Nie spodziewamy się również, by do końca przyszłego roku udało się rozwiązać problemy krajów peryferyjnych strefy euro. Dlatego niekorzystna dla franka relacja stóp procentowych nie przełoży się na jego osłabienie.
Warto pomyśleć o spłacaniu rat we frankach, kupionych w kantorze. Oczywiście jeśli bank nie stawia przeszkód. Na każde 100 franków raty da to oszczędność od kilku, do kilkunastu złotych oszczędności miesięcznie, w zależności od różnicy między kursem, po jakim udało się kupić walutę w kantorze, a kursem sprzedaży w banku w dniu przeliczenia.
Klienci spłacający kredyt w złotych mogą zastanowić się nad refinansowaniem zadłużenia kredytem we frankach. W przybliżeniu — przy kursie franka ponad 3,30 zł potrzeba tylko 100 tys. franków, by spłacić dług 330 tys. zł (przypomnijmy, że kredytobiorcy kupujący mieszkanie za 330 tys. zł latem 2008 r., gdy frank kosztował 2 zł, musieli pożyczyć 165 tys. franków). Gdy frank się osłabi, zadłużenie w przeliczeniu na złote stopnieje. Uwaga — to rozwiązanie dla osób zamożniejszych i z mocnymi nerwami. Procedury kredytowe trwają długo, trudno więc wstrzelić się w idealny moment na zaciągnięcie kredytu. Może się zdarzyć, że przy uruchomieniu kredytu kurs franka nie będzie już tak wysoki. Zaciągając kredyt walutowy narażamy się na dodatkowe ryzyko.
Nie przewalutowywać kredytu. Rata wziętego 3 lata temu kredytu, którego do spłaty przez najbliższe 27 lat pozostało jeszcze 150 tys. CHF, wynosi po obecnym kursie około 1900 zł. Po przewalutowaniu wartość kapitału do spłaty wyniosłaby aż 510 tys. zł, a rata w złotych przekraczałaby 3100 zł.
Nie panikować. Wzrost kursu CHF/PLN o 10 groszy oznacza, że przykładowa rata 500 CHF w przeliczeniu n złote kosztuje 50 zł więcej.