Nie pracuj do upadłego

Mirosław KonkelMirosław Konkel
opublikowano: 2020-09-08 22:00

Nasze mózgi gustują w towarach ostatnio deficytowych — jak umiarkowany wysiłek, wyrozumiałość szefa i spokój.

42 proc. uczestników ubiegłorocznego badania zrealizowanego przez Koalicję Bezpieczni w Pracy przyznało, że odczuwa zawodowy stres. W okresie pandemii odsetek osób emocjonalnie rozstrojonych, nerwowych i sfrustrowanych wzrósł. Obawy o zatrudnienie sprawiają, że bierzemy na barki ciężary ponad swoje siły.

— Profesjonalnym zachowaniem jest zakomunikowanie braku czasu i niezgodzenie się na dodatkowe zadania. To lepsze niż niechlujne wykonanie obowiązków, na szybko, po godzinach, wprawiając się w ogromne poczucie winy i niską samoocenę. Dobrym rozwiązaniem będzie też podzielenie się pracą z innymi — podkreśla Katarzyna Richter, specjalista z dziedziny HR i komunikacji międzykulturowej.

Szkopuł w tym, że menedżerowie często nie przyjmują rozsądnych argumentów, a sprzeciwianie się nadmiarowi wymagań traktują jako niezrozumienie powagi sytuacji. Wychodzą z założenia, że w czasie kryzysu nikt nie ma prawa skarżyć się na zmęczenie czy nadgodziny. Ale bywa też tak, że przełożeni są wyrozumiali,ale to my za mocno dokręcamy sobie śrubę.

— Niektóre zadania można przenieść na inny dzień, oddelegować lub zastanowić się, czy są rzeczywiście niezbędne. Dobre planowanie każdego dnia i ustalenie, które czynności wymagają pierwszeństwa, pozwolą na wprowadzenie porządku i minimalizację stresu — wskazuje Katarzyna Richter.

Łatwo przeoczyć moment popadnięcia w pracoholizm. Zwykle dzieje się to stopniowo. Zaczyna nam brakować czasu na odpoczynek, relacje rodzinne, towarzystwo przyjaciół, a wszystko, co nie jest pracą, staje się jego stratą. Grozi to nam zawsze, ale obecnie bardziej niż przed pandemią.

Możesz zainteresować się również: