Nie skreślaj wielkiej płyty

Weronika A. Kosmala
13-04-2015, 00:00

Osiedla z prefabrykatów kojarzone są z niewygodą poprzedniego systemu, ale też z niską ceną i dobrym położeniem. Sprzedają się więc nieźle.

Ciasne mieszkania w wielkopłytowcach obarczone są często ryzykiem wystąpienia takich niedogodności, jak nierówne sufity, nieszczelne okna, psujące się windy czy cieknące kaloryfery. Chociaż wstępny opis nie wróży wysokich stóp zwrotu, analitycy twierdzą, że rentowność inwestycji w takie mieszkania pod wynajem potrafi być wyższa niż w przypadku nowoczesnych bloków w centrach miast.

Dom z datą ważności

W latach 70., kiedy architekt Marek Budzyński projektował swoje najważniejsze założenie urbanistyczne — Ursynów Północny — nie planował budowy zwykłego blokowiska, ale samodzielny fragment miasta. Z uwagi na opór ówczesnych władz koncepcję zrealizowano tylko częściowo, idea budowy infrastruktury społecznej i dobrej komunikacji pozostała jednak czytelna.

Położone kiedyś na peryferiach miast blokowiska zyskują dzisiaj mimo dobrych lokalizacji, zwłaszcza w stosunku do cen, które osiągają na rynku wtórnym. Początki wielkopłytowego budownictwa przypadły w Polsce na lata 50., a ówcześni architekci nie przewidywali długiej przyszłości dla stawianych wtedy konstrukcji — zgodnie z ich przewidywaniami, niektórym budynkom mieszkalnym skończy się niedługo okres przydatności.

Żelbetowe umocnienia i betonowe elewacje nie są tak solidne jak budownictwo początku ubiegłego wieku, ale od czasu ich powstawania wiele zmieniło się w zakresie możliwości konserwacji. Stan techniczny nie stanowi więc zagrożenia, a o niskiej cenie decyduje częściej niższa funkcjonalność w związku z brakiem garażu czy stanem windy.

— Oferta rynkowa rodem z PRL jest też bardzo zróżnicowana — część osiedli zostaje odnowiona i ocieplona, a inne bloki stoją w tym samym stanie od 20 lat — komentuje Marcin Krasoń z Home Brokera.

Opłaca się małe i tanie

Wymiana instalacji elektrycznych z aluminium, kuchenek gazowych czy starych okien może znacząco zwiększyć początkowe koszty. Wśród ofert nie brakuje jednak też mieszkań w blokowiskach poddanych ogólnej rewitalizacji, które niewielkim kosztem wyposażyć można w ramach średniego standardu.

— Kiedy szacuję rentowność danej inwestycji, mniejszą wagę przypisuję do takich kwestii jak stan techniczny czy standard, bo opłacalność zależy głównie od początkowej ceny — wyjaśnia Marcin Jańczuk, analityk Metrohouse. A ceny takich mieszkań potrafią być nawet 30-40 proc. niższe niż w centrum, przy czym osiągane czynsze często nie różnią się w aż takim zakresie. W warszawskim blokowisku ceny za mkw. schodzą nawet poniżej 5 tys. zł, a za mieszkanie z podobnym metrażem w śródmieściu zapłacimy stawkę 9 tys. zł.

Na małe lokale z dobrym rozkładem jest ponadto ciągle wielu chętnych, a grupę docelową zasilają jeszcze co roku przyjezdni studenci. Ilość miesięcy pustostanu jest w tym przypadku znacznie mniejsza niż na mało płynnym rynku luksusowo wyposażonych apartamentów w centrum. Jak wynika z danych NBP, porównując ostatni kwartał 2014 r. z tym samym okresem ub. r., średnie ceny za mkw. mieszkania do 40 mkw. w badanych miastach wzrosły.

Na rynku wtórnym bogatej w blokowiska Łodzi ceny transakcyjne zwiększyły się o 11 proc., w Gdańsku o 6 proc., a w stolicy o 2 proc. Nie jest to może zachęta, żeby kupować osiedlowe mieszkania i trzymać je w zastanym stanie tylko jako lokatę kapitału, ale pomysł na inwestycję przy stosunkowo niewielkim zaangażowaniu kapitału. Atutem inwestycyjnym, choć o mniej kluczowym znaczeniu, może być też wyposażenie — krzesła z lat 60. i stoliki w kształcie nerki sprzedawane już były w Polsce na aukcjach jako przykłady designu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika A. Kosmala

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / Nie skreślaj wielkiej płyty