Tempo wzrostu gospodarczego, jeśli spadnie, to nieznacznie
Jeszcze kilka miesięcy temu ekonomistów mówiących o 7-procentowym wzroście PKB wysłano by na urlop. Dziś to standard.
Ekonomiści ankietowani przez „PB” spodziewają się, że wzrost gospodarczy w IV kwartale przyspieszył średnio do 6,6 proc.
— To bardzo dobry wynik. Złożyły się na niego głównie wysokie inwestycje, którym sprzyjała aura i konsumpcja przy utrzymującej się dobrej sytuacji na rynku pracy — uważa Aleksandra Świątkowska, ekonomistka PKO BP.
Jak było naprawdę — dowiemy się dziś, gdy dane o PKB w ostatnim kwartale 2006 r. przedstawi Główny Urząd Statystyczny. Według jego wcześniejszych szacunków w całym 2006 r. PKB wzrósł o 5,8 proc.
Na dopingu
Ekonomiści są jednak podzieleni w kwestii przyszłości wzrostu. Niektórzy, jak np. Piotr Kalisz z Citibanku Handlowego, nie spodziewają się dalszego przyspieszenia gospodarki.
— Pierwszy kwartał przyniesie wzrost rzędu 6 proc., w następnym PKB spadnie do 4,6 proc. i 4,4 proc. w drugiej połowie roku. Dlatego w całym roku wzrost nie przekroczy 5 proc. — przewiduje najbardziej pesymistyczny uczestnik naszej sondy.
Według niego konsumpcja i inwestycje, które napędzają gospodarkę, będą wprawdzie szybko rosły (zwłaszcza w I połowie roku), jednak przyczynią się do zwiększenia importu.
— A ten osłabi PKB: wypadkową rosnącego popytu wewnętrznego i handlu zagranicznego będzie spowolnienie gospodarki — uważa Piotr Kalisz.
Także Jarosław Janecki, główny ekonomista Societe Generale (SG), studzi optymizm związany z najbliższą przyszłością gospodarki.
— Dziś analitycy prześcigają się w przebijaniu, kto da więcej. Radzę zachować ostrożność. Zaczniemy wprawdzie z wysokiego „c”, czyli od 7-procentowego wzrostu w pierwszym kwartale, jednak w całym roku nie uda się powtórzyć wyniku z 2006 r. A to za sprawą cyklicznego pogorszenia dynamiki produkcji przemysłowej, której szczyt mamy już za sobą, i niekorzystnego efektu wysokiej bazy odniesienia z 2006 r. — twierdzi ekonomista SG.
Podkreśla, że nasza gospodarka wciąż rozwija się na „dopalaczu” w postaci funduszy unijnych.
— Jak sportowiec na wspomaganiu. Gdyby nie pieniądze unijne, PKB rósłby w tempie 4, góra 5 proc. Mam nadzieję, że gospodarka nie zacznie się zachowywać jak narkoman, któremu zabraknie dopalacza — dodaje Jarosław Janecki.
Wystarczy chcieć
Niektórzy jednak o los gospodarki A.D. 2007 są spokojni. Marcin Mrowiec z Banku BPH, który przewiduje aż 7,8-procentowy wzrost w I kwartale i 6-procentowy w całym roku, uważa, że czeka nas kontynuacja zarówno bardzo silnej dynamiki konsumpcji, jak i inwestycji.
— Nadal pojedziemy na tych dwóch silnikach. Choć w następnych kwartałach kluczowa będzie koniunktura zagraniczna. Jeśli osłabnie — odbije się to także na Polsce. Jednak ten rok powinien być dla gospodarki lepszy od 2006 r. —przekonuje Marcin Mrowiec.
Czy mogłoby być jeszcze lepiej?
— Przykład Słowacji pokazuje, że wyniki mogą być o wiele lepsze (w IV kwartale PKB wzrósł o 9,5 proc. — przyp. red.) — mówi Bartosz Pawłowski, ekonomista ING.
Zdaniem Marcina Mrowca, gospodarce można pomóc nawet bez drastycznych posunięć.
— Wystarczy trochę pomyślunku i chęci, by bez większych nakładów ułatwić prowadzenie biznesu w Polsce. Pod tym względem jesteśmy w światowym ogonie. Gdybyśmy przesunęli się w tej klasyfikacji do średniego europejskiego poziomu, wzrost mógłby być wyższy nawet o 2 pkt proc. Takich zmian można dokonać w ciągu 3-4 kwartałów — twierdzi ekonomista Banku BPH.