GPW uniknęła w grudniu drastycznych przecen, jakie zdarzyły się w USA. Jednak jej indeksy traciły — WIG 2 proc., a WIG20 3,6 proc. Na początku miesiąca analitycy spodziewali się kontynuacji jesiennych wzrostów.
Grudzień okazał się dużo słabszym miesiącem dla inwestorów niż listopad. Indeksy na warszawskiej giełdzie wprawdzie nie zanotowały tak poważnych strat, jak wskaźniki rynków amerykańskich, gdzie tak słabego grudnia nie było od 1931 r. Mimo to posiadacze akcji największych polskich spółek, szczególnie TP SA, nie mają powodów do zadowolenia. WIG 20 stracił w grudniu 3,6 proc. i zakończył rok na poziomie 1175,64 punktów.
Analitycy ostrożnie oceniają szanse na efekt stycznia na GPW. Jeśli dojdzie do typowych noworocznych wzrostów, to z pewnością nie w takiej skali, jak to miało miejsce na początku 2002 roku.
Ostatni miesiąc na giełdzie, który inwestorom tradycyjnie kojarzy się ze wzrostami zwanymi „rajdem Świętego Mikołaja”, tym razem nie przyniósł spodziewanych zysków posiadaczom akcji największych spółek. Nie sprawdziły się zatem prognozy analityków. Pytani przez „PB” specjaliści oczekiwali, że WIG 20 zakończy rok w okolicy 1,3 tys. punktów. Tymczasem na GPW, podobnie jak na giełdach zachodnich, rozpoczęła się korekta spadkowa. Pogorszenie koniunktury spowodowały przede wszystkim czynniki polityczne.
— Nastroje na giełdach światowych ochłodziła coraz bliższa perspektywa wojny. Dodatkowo doszło do niespodziewanego zaostrzenia sytuacji w Korei Północnej — mówi Radosław Solan, doradca inwestycyjny BDM PKO BP.
Z kolei Rafał Gębicki, dyrektor inwestycyjny WestLB Panmure, dodaje, że amerykańskie indeksy osłabiły także złe informacje napływające z gospodarki.
— Wzrost gospodarczy za oceanem napędzany jest głównie przez popyt wewnętrzny. Tymczasem wydatki konsumpcyjne w USA są coraz niższe. Okres świąteczny był bardzo słaby pod tym względem — zaznacza Rafał Gębicki.
Nastroje inwestorów były tak słabe, że nawet pozytywne informacje paradoksalnie były wykorzystywane do sprzedaży akcji. Zachodni inwestorzy pozbywali się walorów na GPW po finalizacji negocjacji Polski z Unią Europejską.
— Okazało się, że czynnik wzrostu związany z wejściem naszego kraju do UE był już uwzględniony w cenach. Zakończenie szczytu w Kopenhadze było więc dobrą okazją do realizacji zysków — mówi Radosław Solan.
Głównymi indeksami warszawskiej giełdy zachwiała również informacja o wystawieniu na sprzedaż 65 mln akcji Telekomunikacji Polskiej, należących do instytucji obdarowanych przez Skarb Państwa. Cena transakcji wyniosła 13,1 zł za akcję, podczas gdy kurs rynkowy sięgał 14,5 zł.
— Informacja o wystawieniu na sprzedaż tych walorów doprowadziła do wyprzedaży nie tylko papierów narodowego operatora. Duzi inwestorzy pozbywali się też papierów innych dużych spółek, by pozyskać środki na odkupienie oferowanych akcji TP SA — mówi Paweł Wojtaszek z Erste Securities.
TP SA to jedna z najważniejszych spółek dla polskiego rynku akcji. Znaczny spadek jej kursu spowodowało załamanie indeksów. WIG 20 spadł grubo poniżej 1,2 tys. punktów.
— Transakcja akcjami narodowego operatora wyssała z rynku około 885 mln zł i zabrakło po prostu pieniędzy na ratowanie poziomów cenowych — dodaje Paweł Wojtaszek.
Po słabym grudniu inwestorzy giełdowi mają nadzieję, że straty uda się odrobić na początku roku.
— Poprawa notowań na ostatnich sesjach minionego roku to raczej efekt window dressing. W pewnym stopniu na giełdę mogło oddziaływać zakończenie przetargu na samolot wielozadaniowy i związany z tym offset dla polskiej gospodarki, jednak wiarygodność zwyżki podważał symboliczny obrót — twierdzi Radosław Solan.
Jego zdaniem, efekt stycznia może okazać się samospełniającą przepowiednią, jednak skala wzrostów będzie ograniczona. Powód: sytuacja polityczna na świecie.
— Spodziewam się zwyżki na GPW na początku roku. Będzie to jednak rezultat przetasowań w portfelach funduszy działających na tzw. rynkach wschodzących. Na wzrosty o podłożu fundamentalnym poczekamy do czasu potwierdzenia sygnałów ożywienia w gospodarce — uważa Rafał Gębicki.