Nie szkoda płac dla "R" gdy płonie cały budżet

Kazimierz Krupa
23-10-2001, 00:00

Słowa piosenki „Nie szkoda róż, gdy płonie las...” to, wbrew temu, że występują w niej i róże i kojący nerwy las, jeden z najbardziej brutalnych tekstów w historii polskiej piosenki. Ale też nie sposób się z nim nie zgodzić. Dodatkowo słowa te jak ulał pasują do sytuacji, w jakiej znalazł się nowy wicepremier i minister finansów Marek Belka. Wobec dramatycznej sytuacji finansów publicznych odziedziczonej po poprzednikach, na początek miał do wyboru dwa warianty:

- znowelizować budżet;

- ograniczyć wydatki budżetowe.

Zdecydował się na podjęcie tej drugiej próby, nie wykluczając konieczności skorzystania i z pierwszej ewentualności, ale pod koniec roku. Podkreślmy, próby. Bo rząd znalazł się w sytuacji może nie pierwszego poważnego sprawdzianu, ale już kartkówki. Wiadomo, ograniczanie globalnych i nieco abstrakcyjnych wydatków zawsze przychodzi łatwiej, a diabeł zaczyna wychodzić ze szczegółów. Jeszcze nieco nieśmiałe, ale już słychać protesty z poszczególnych resortów. Pierwszy spór rysuje się szczególnie wyraźnie na linii minister zdrowia — finanse publiczne. Tym bardziej że po raz pierwszy w tej reformie zdrowia bez reformy pojawił się pomysł nie organizacyjny, ale merytoryczny — inne, przynajmniej częściowo, finansowanie służby zdrowia. To jednak nie musi spotkać się z entuzjastycznym przyjęciem środowiska i resortu. Zapewne z tych między innymi przyczyn i niedopracowania szczegółów, nie mieliśmy przyjęcia spektakularnego rozporządzenia już w sobotę, na inauguracyjnym posiedzeniu rządu. Ustalono jedynie, że cięcia będą dotyczyły wszystkich wydatków w takim samym stopniu, a ich skala wyniesie 8,5 mld złotych, czyli 6,5 proc. w skali roku. Formalności stanie się zadość dopiero dzisiaj.

To karkołomne przedsięwzięcie jest jednym z elementów łączących bilans zamknięcia rządu Jerzego Buzka i bilans otwarcia gabinetu Leszka Millera. Pozycji, w których liczby i poglądy w tych dokumentach (bilansu otwarcia jeszcze nie znamy) będą zasadniczo rozbieżne, jest wiele. Ale ta jest jedną z zasadniczych:

- zamrożenie wydatków na mniej więcej takim poziomie proponował już w czerwcu tego roku minister Bauc, ale później była nowelizacja budżetu o której wszyscy wiedzieli, że będzie niewystarczająca;

- jest sprawdzianem zdyscyplinowania i jedności rządu, o którym mówiło się, że będą to jego główne atuty;

- nie zwiększa zadłużenia finansów publicznych rzutujących na lata przyszłe;

- jest wstępem do bilansu otwarcia.

Obydwa dokumenty, jakkolwiek by powstawały, nie są obiektywne, są subiektywnym zapisem oglądu sytuacji. My znajdujemy się jednak w dosyć specyficznej sytuacji: koloryzujący rzeczywistość nie bardzo mają co kolorować, zresztą nie wiadomo po co, bo ich w polityce zwyczajnie nie ma; przyczerniający, nie mają czego przyczerniać, bo i bez tego wszystko jest prawie czarne. Ważne jest natomiast, by powyciągać możliwie dużo „trupów z szaf”, bo i tak wszystkich od razu się nie znajdzie.

Zgodnie z deklarowaną zasadą: oszczędzanie zacznijmy do siebie, podjęto również decyzję o zamrożeniu płac w administracji centralnej, tzw. „R”. Może to i ładnie, ale dla budżetu — bez znaczenia. Prawdziwe sprawdziany przyjdą niebawem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kazimierz Krupa

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Nie szkoda płac dla "R" gdy płonie cały budżet