Nie tak tanio do Europy

opublikowano: 11-06-2015, 00:00

Transport drogowy: Droższa ropa, kłopoty z kierowcami, niemieckie przepisy i rosyjskie embargo — wszystko to da wyższe stawki frachtu

Stawki frachtowe w europejskim transporcie drogowym z Polski będą rosły. Powodów jest kilka, a najważniejszy to wzrost kosztów prowadzenia działalności transportowej, który już dotyka przewoźników, a będzie się jeszcze nasilał.

Miłe drogiego początki

Obok pozytywnych zjawisk, np. wzrostu eksportu, w pierwszych miesiącach roku pojawiło się także sporo spraw negatywnych. — Eksport jest bardzo opłacalny, co zawdzięczamy w dużej mierze słabemu kursowi naszej waluty w stosunku do euro. Automatycznie pociąga to za sobą także zwiększenie popytu na środki transportowe do innych krajów Europy. Jest tak już od końca ubiegłego roku. W poprzednich latach pierwsze miesiące zmniejszały tę tendencję, ale w tym roku dysproporcje między eksportem a importem się utrzymały — mówi Sebastian Plesiński, dyrektor sprzedaży DSV Road. W rezultacie utrzymują się wysokie ceny usług transportowych, zwłaszcza w eksporcie z powodu małej dostępności środków lokomocji.

Przepisy i paliwo

A ma być jeszcze drożej.

— W drugim półroczu sytuację może pogorszyć między innymi stopniowy wzrost cen paliw oraz wciąż nieustalona sprawa wprowadzenia płacy minimalnej MiLog w Niemczech — uważa Sebastian Plesiński. Waldemar Łazarczyk, prezes firmy Skat Transport wskazuje zaś przede wszystkim na rosnące koszty prowadzenia działalności firm transportowych.

— O ile pierwsza połowa roku była pod tym względem korzystna, to w drugiej nie czeka przedsiębiorców nic dobrego — twierdzi. Z powodu niskich cen ropy na rynkach światowych paliwo na stacjach było dotychczasstosunkowo tanie, szczególnie w porównaniu z poprzednim rokiem.

— Ale teraz cena ropy się ustabilizowała i od ponad dwóch miesięcy wynosi ponad 60 dolarów za baryłkę. W efekcie koszty paliwa już są wyższe niż w pierwszym kwartale — wskazuje Waldemar Łazarczyk.

Do tego dochodzi obowiązująca od 1 stycznia unijna dyrektywa tzw. niskosiarkowa dotycząca paliwa dla promów na Bałtyku i Morzu Północnym.

— W związku z nią armatorzy wprowadzili dodatkowe opłaty do ceny przepraw promowych, tzw. Marpol Surcharge. Skutki na początku roku były prawie nieodczuwalne z powodu niskich cen ropy, ale teraz koszty w rubrykach „przewozy promowe” już rosną — mówi Waldemar Łazarczyk. Przepisy o płacy minimalnej (w Niemczech MiLoG, we Francji jest podobny projekt) także przełożą się na wzrost kosztów prowadzenia firmy przewozowej. — No i jest jeszcze problem braku kierowców, który z roku na rok narasta. To poważna sprawa i nie widać oznak, by miała się zmienić — komentuje Waldemar Łazarczyk.

Skutki agresji

Embargo wobec Rosji, wprowadzone jako odpowiedź UE na konflikt na Ukrainie, również dołoży się do oczekiwanego wzrostu cen przewozów. Co prawda, jednym ze skutków embarga i załamania przewozów drogowych na Wschód jest nadpodaż powierzchni w autach i zacięta walka o ładunki dostępne na giełdach, ale to także nie sprzyja obniżkom cen.

— Rosyjskie embargo spowodowało też zawirowania w kontraktach długoterminowych. Ponieważ firmy transportowe utraciły wiele ładunków na Wschód, powstała nierównowaga w relacjach wyjazdowych i powrotnych. Równowaga pozwalała przewoźnikom kalkulować koszty operacyjne w dwie strony. Po utracie ładunków powrotnych jazda „na pusto” lub za bardzo niską stawkę stała się jeszcze bardziej nieopłacalna. Zaczyna brakować pojazdów na stałe załadunki i pojawia się nacisk na podwyżki cen za frachty w eksporcie — wyjaśnia Waldemar Łazarczyk. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu