Strach przed utratą kontroli nad własną firmą towarzyszy większości pomysłodawców i właścicieli firm, którzy zastanawiają się nad pozyskaniem kapitału od inwestorów. O tym, czy jest on uzasadniony, rozmawialiśmy z Łukaszem Kręskim, członkiem zarządu BBI Seed Fund, oraz Tomaszem Szymańskim, prezesem firmy Simplum, należącym do portfela funduszu. Rozmowa odbyła się w ramach cyklu webcastów zorganizowanych przez redakcję i BBI Seed Fund przy okazji konkursu „Biznes na 5”.
Częste obawy
Perspektywa zdobycia kapitału na rozwój sprawia, że każdego miesiąca do funduszy inwestycyjnych zgłasza się od kilku do kilkudziesięciu pomysłodawców i przedsiębiorców. Większość z nich zadaje sobie pytanie — czy inwestorzy nie zażądają zbyt wiele.
— Do funduszu zgłosiliśmy się na etapie pomysłu, co prawda sprawdzonego już w warunkach rynkowych, który dobrze rokował, ale nadal pomysłu. Nasza obawa dotyczyła tego, że oddamy firmę za pewien wkład pieniędzy w obce ręce i stracimy ten biznes. W trakcie negocjacji i na kolejnych etapach współpracy okazało się, że fundusze nie mają takich ambicji, by zabierać komukolwiek jego firmę. Chcą natomiast, by biznes się rozwijał siłami osób, które go stworzyły — mówi Tomasz Szymański.
Łukasz Kręski przyznaje, że zarządzający często spotykają się z podobnymi obawami. — Dla większości projektodawców przejęcie większości udziałów w spółce, czyli ponad 51 proc., jest postrzegane właśnie jako utrata kontroli nad firmą. Tymczasem inwestujemy w taki sposób, że na początkowym etapie zwiększamy zaangażowanie do poziomu powyżej 51 proc., po to by w kolejnych etapach, w miarę rozwoju strategii biznesowej, czyli realizacji planów biznesowych i wyników, oddawać te udziały projektodawcom.
Inwestujemy określoną kwotę, obejmujemy na przykład 80 proc. i każdego roku, po zrealizowaniu planów wyznaczanych na początku w umowie inwestycyjnej, oddajemy określone pakiety udziałowe — 5 proc., 10 proc., 15 proc. Bardzo szczegółowo oceniamy projektodawców, ich kompetencje, zaangażowanie, lojalność, kreatywność, czyli te cechy, które mają być postawą rozwoju biznesu. Nie jesteśmy zainteresowani przejmowaniem kontroli w spółkach — tłumaczy Łukasz Kręski.
Z innej perspektywy
Inwestycja funduszu ma tę przewagę nad innymi sposobami pozyskania kapitału, że wiąże się nie tylko z zasileniem projektów pieniędzmi, ale również ze wsparciem merytorycznym, jakie otrzymują przedsiębiorcy.
— Jako twórcy koncepcji — działania i produktu byliśmy skoncentrowani wyłącznie na tym, co tworzymy. Trudno było nam ocenić nasz pomysł z innej perspektywy. Spojrzenie osób z zewnątrz, które mają na co dzień do czynienia z biznesami na różnych etapach rozwoju, otworzyło nam oczy na wiele różnych aspektów.
Oprócz zaangażowania funduszu w struktury formalne spółki, na przykład w postaci rady nadzorczej, od której otrzymujemy wsparcie merytoryczne dotyczące bieżącego biznesu, to przede wszystkim pomaga nam ta ogólna perspektywa. Inwestorzy raczej nie są fachowcami z danej dziedziny, nie oczekujemy od nich podejścia fachowego w zakresie produktu, ale ogólnego biznesowego, i je otrzymujemy — mówi Tomasz Szymański. Kiedy jest właściwy czas, by zapukać do drzwi funduszu?
— Nie można powiedzieć, że jest miej lub bardziej dogodny moment na to, by spółka podjęła starania, by pozyskać kapitał od inwestorów. Fundusze funkcjonujące na rynku — czy to venture capital, czy private equity, mają określone strategie i inwestują w projekty na każdym etapie rozwoju.
Są takie, które angażują się na etapie zalążkowym, te, które wchodzą do spółek w dalszej fazie rozwoju, i takie, które zajmują się wyłącznie fuzjami i przejęciami, przejmują kilka spółek i budują większą grupę w porozumieniu z projektodawcami. Polski rynek VC i PE bardzo rozwinął się w ostatnich dziesięciu latach, firmy na każdym etapie rozwoju mogą znaleźć fundusz, który spełni ich oczekiwania — przekonuje Łukasz Kręski.