Ryzyko walutowe jest jednym z kilku rodzajów ryzyka finansowego, na jakie narażone jest przedsiębiorstwo.
Duża zmienność kursów oraz silne trendy, jakie możemy zaobserwować w ciągu ostatnich lat na rynkach walutowych, mogą być czynnikami niekorzystnie wpływającym na wyniki finansowe czy pozycję konkurencyjną firmy. Spadek przychodów z eksportu, wyższe koszty importowanych surowców lub towarów, problemy z płynnością czy wzrost kosztów obsługi zadłużenia to najczęstsze problemy, jakie może powodować brak właściwego zarządzania ryzykiem finansowym.
Z ryzykiem za pan brat
Ryzyko walutowe należy określić jako możliwość zmiany wartości składników majątku, przepływów pieniężnych lub zobowiązań, wynikającą ze zmian kursu walutowego. Zgodnie z powyższą definicją zarządzanie ryzykiem sprowadza się de facto do ograniczenia możliwych odchyleń wartości składników majątku lub zobowiązań od wielkości planowanej lub oczekiwanej. Cel taki może zostać osiągnięty dzięki transakcjom zabezpieczającym, wykorzystującym instrumenty pochodne.
Jak zatem z ryzykiem kursowym radzą sobie przedsiębiorcy? Opublikowane na początku roku przez „Puls Biznesu” wyniki badań przeprowadzonych przez specjalistów z Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie pokazują, że nie najlepiej. Wśród największych polskich firm 58 proc. menedżerów przyznało, że ich przedsiębiorstwa narażone są na ryzyko walutowe, natomiast ponad 70 proc. z nich doświadczyło niekorzystnego wpływu zmian kursów złotego. Mimo to tylko jedna czwarta korzysta z usług banków, a co szósta ze wsparcia specjalistycznych firm.
Podstawa bezpieczeństwa
Z badań wynika, że wciąż podstawową metodą dla wielu przedsiębiorstw pozostaje tzw. hedging naturalny, polegający na dopasowaniu przepływów pieniężnych w obcej walucie pod względem terminów i nominałów. Nietrudno jednak się domyślić, że dla wielu firm metoda ta nie jest odpowiednia ze względu na ich jednostronną strukturę przepływów. Ponadto pełną odporność na zmiany kursów osiągniemy w ten sposób wyłącznie w modelowym przykładzie, mającym niewiele wspólnego z rzeczywistością. Dlatego też menedżerowie czy właściciele niektórych przedsiębiorstw coraz częściej sięgają po instrumenty pochodne. Z jakim efektem? Aż 87 proc. ankietowanych przedstawicieli firm, które wykorzystywały derywaty do zabezpieczenia ryzyka walutowego, uznało je za pożyteczne narzędzie. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że w ich ślady pójdą również inni — dla własnego dobra.
Wraz z szybkim rozwojem elektronicznych systemów handlu przedsiębiorstwa otrzymały bardzo skuteczne i efektywne narzędzie mogące służyć zabezpieczaniu przed ryzykiem walutowym. Notowane na internetowych platformach obrotu kontrakty różnic kursowych cieszą się coraz większą popularnością, szczególnie wśród małych i średnich przedsiębiorstw, dla których produkty oferowane przez banki często okazują się zbyt drogie bądź trudno dostępne.
Na żywym organizmie
Do najczęściej wymienianych przez managerów korzyści wynikających ze stosowania tego instrumentu należą minimalne koszty transakcyjne, elastyczny termin zapadalności oraz łatwość w kształtowaniu ekspozycji. Kontrakty różnic kursowych pozwalają zarówno na pełne zabezpieczenie ryzyka kursowego (podejście konserwatywne), jak i aktywne kształtowanie ekspozycji. Poniżej znajdują się proste przykłady obrazujące oba podejścia.
Przedsiębiorstwo X podpisało kontrakt z firmą niemiecką na dostawę elementów do linii produkcyjnej o wartości 250 tys. EUR, którego realizacja (i płatność) nastąpi za półtora miesiąca. Perspektywa nadchodzących wyborów i możliwych zawirowań na rynku złotego skłoniła je do zabezpieczenia pozycji poprzez zakup 2,5 kontraktu (każdy o nominale 100 tys. EUR) na kurs EURPLN po kursie 3,88 zł. Ponieważ poprzez zajęcie długiej pozycji w walucie niżej oprocentowanej (euro) należy jeszcze wziąć pod uwagę konieczność poniesienia kosztu jej utrzymania przez okres zabezpieczenia (punkty swapowe), efektywny kurs zabezpieczenia wyniósł 3,8920.
Zgodnie ze wcześniejszymi oczekiwaniami kurs EURPLN wzrósł po ogłoszeniu wyniku wyborów osiągając w dniu dokonania płatności poziom 4,02 zł, zatem na dokonanie tej płatności przedsiębiorstwo musiało wydać 1 mln zł. Jednocześnie jednak zamknięto pozycję w kontraktach, co dało dodatni wynik na transakcji w wysokości 32 tys. zł. W rezultacie mimo wzrostu kursu EURPLN o ponad 3,5 proc., koszt zakupu pozostał na oczekiwanym poziomie. Oczywiście w przypadku spadku kursu korzystniejszy kurs wymiany w dniu dokonywania płatności zostałby wyrównany poprzez ujemny wynik na transakcji zabezpieczającej.
W powyższym przykładzie dokonano zatem pełnego zabezpieczenia ryzyka. Przy podejściu aktywnym, oczekując osłabienia złotego przedsiębiorstwo mogło dokonać transakcji o większym nominale, np. 3,5 kontraktu. W stosunku do sytuacji wyjściowej, a więc bez stosowania zabezpieczenia, ekspozycja na ryzyko uległaby zmniejszeniu, jednocześnie stwarzając możliwość skorzystania z rosnącego kursu EURPLN.
Aktywne podejście może polegać nie tylko na pozostawianiu ekspozycji na zmiany kursów walut, ale również na wyborze dogodnego momentu do dokonania transakcji hedgingowej. Trzeba jednak zwrócić uwagę, iż tego typu podejście wymaga nie tylko ustalenia szczegółowych i sztywnych zasad zarządzania pozycją, ale również bardziej rozbudowanych i sprawnie funkcjonujących systemów raportowania i kontroli.
Problem ryzyka kursowego coraz częściej dotyczy również osób fizycznych wraz z ciągle rosnącą popularnością kredytów nominowanych w walutach obcych o niskiej stopie procentowej. Ze względu jednak na niewielkie wysokości miesięcznych rat zabezpieczenie ryzyka kursowego za pomocą kontraktów różnic kursowych (minimalna jednostka transakcyjna to 10 tys. jednostek waluty bazowej) nie jest możliwe bez jednoczesnej eliminacji korzyści, jakie płyną z niższego oprocentowania dla danej waluty i często mogą okazać się nieefektywne.
To jeszcze nie koniec
Warto jednak zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt kredytów walutowych, najczęściej pomijany w rozważaniach na ten temat, a generujący duże ryzyko i często powodujący o wiele bardziej dotkliwe skutki dla kredytobiorców niż wzrost spłacanych rat.
W sytuacji gdy pomiędzy momentem podpisania umowy a ciągnieniem kolejnych transz kredytu, co ma miejsce w sytuacji zakupu nieruchomości na rynku pierwotnym, dojdzie do umocnienia złotego, wówczas kredytobiorca będzie zmuszony do pokrycia różnicy kursowej. Przy średnio 3-proc. odchyleniu kursu CHFPLN od wartości zakładanej kredytobiorca przy wartości nominalnej kredytu 100 tys. CHF będzie zmuszony dopłacić dodatkowo ponad 7 tys. zł aby wyrównać mniejszą wartość transz wypłacanych w złotych.
Przy koszcie zabezpieczenia takiej transakcji na poziomie 400 zł wykorzystanie kontraktów różnic kursowych wydaje się propozycją godną polecenia.