Nie trzeba rakiet, wystarczą dziki

opublikowano: 09-04-2014, 00:00

Mięso a polityka

Rada Gabinetowa (RG) to dosyć dziwny twór ustrojowy, wstawiony do Konstytucji RP tuż przed jej uchwaleniem w 1997 r. Lewicowa większość w parlamencie postanowiła wtedy dorzucić prezydentowi trochę uprawnień, gdy się okazało, że z konstytucyjnych przepisów — wcześniej mocno okrajanych ze strachu przed Lechem Wałęsą — będzie korzystał Aleksander Kwaśniewski. I w takim właśnie trybie wymyślono m.in. posiedzenie Rady Ministrów pod przewodem głowy państwa, podczas którego premier zajmuje krzesło jedynie asystenta prezydenta. RG nie otrzymała jednak żadnej mocy decyzyjnej, nie może na przykład przyjąć rozporządzenia czy projektu ustawy — zatem stanowi forum jedynie do pogadania.

Wczorajsze posiedzenie, czwarte w kadencji Bronisława Komorowskiego, poświęcone zostało stosunkom Polski ze znajdującą się na dramatycznym zakręcie Ukrainą. W naturalny sposób jednym z wątków RG stał się dobijający ważny sektor gospodarki zakaz eksportu polskiego mięsa wieprzowego — przede wszystkim do Rosji, ale również do ważnych odbiorców azjatyckich, takich jak Chiny, Japonia i Korea, oraz pośrednio na Ukrainę. Załamanych producentów raczej nie wzruszy wyrażone w konkluzjach z RG przekonanie władców państwa, że istotne znaczenie ma „zbadanie możliwości likwidacji ograniczeń eksportu polskiego mięsa”, po wcześniejszym rozpoznaniu, „gdzie mamy do czynienia z motywacjami politycznymi, a gdzie z innymi motywacjami przy wprowadzaniu ograniczeń”. Z tych okrągłych słów nic konkretnego przecież nie wynika.

Przepisy przeciwdziałające rozprzestrzenianiu się na świecie wszelkich zaraz są oczywiście konieczne.

Niestety, w bezwzględnej walce o rynki są wypaczane. Ujawnienie nawet pojedynczego przypadku natychmiast jest uogólniane i sprytnie wykorzystywane przez konkurencję. Zaskarżając do Światowej Organizacji Handlu rosyjskie embargo, Unia Europejska podkreśliła dysproporcjonalność tej decyzji w stosunku do faktycznego zagrożenia. Poza tym Rosja nie zamknęła rynku dla mięsa z Białorusi, do niedawna z Ukrainy, a przede wszystkim dla… własnej produkcji! A przecież na jej terytorium w kilku minionych latach oficjalnie odnotowano około 600 przypadków afrykańskiego pomoru (ASF) u dzików oraz blisko 400 ognisk w gospodarstwach. I to właśnie z Rosji poprzez Białoruś wirus dostał się na przygraniczne skrawki terytorium UE, a konkretnie Polski i Litwy.

Branża spożywcza daremnie postuluje, by Polska miała przygotowany scenariusz na wypadek załamania się jakiegoś rynku zbytu. Obecnie zupełnie nie wiadomo, co w takiej sytuacji robić. W sprawie wieprzowiny reakcje i władz polskich, i zresztą unijnych od początku okazują się spóźnione i trafiają po drugiej stronie na gotowe odpowiedzi. Po stwierdzeniu ASF klauzule ochronne przewidują bardzo długą eksportową karencję, aż… trzy lata, licząc od daty zwalczenia choroby. W wyjątkowych wypadkach okres ten może zostać ewentualnie skrócony do roku, ale samo uzgodnienie nowych świadectw zdrowia może potrwać nawet nie miesiące, lecz lata. W sumie prowadzi to do tragikomicznego wniosku, że jeśli ktoś chce dumną z przynależności do NATO i UE Polskę skutecznie i celnie trafić, to używa broni wspomnianej w tytule.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy