Nie tylko transport do Niemiec

opublikowano: 15-12-2020, 20:03

ATS Będzak to przewozy, a także warsztat samochodowy, grupa budowlana i usługi spawalnicze. Właściciele twierdzą, że firma rośnie na wzajemnym zaufaniu.

Bracia Stanisław i Grzegorz Będzakowie interesowali się samochodami długo przed założeniem firmy, ponieważ transportem zajmował się ich ojciec. Dobrze znali rynek i w tej branży upatrywali swoją przyszłość. W 1997 r. powołali spółkę, która szybko wyspecjalizowała się w transporcie krajowym i międzynarodowym, organizując kompleksowe przewozy ładunków. Firma systematycznie się rozwijała. Dzięki dobremu położeniu niedaleko granicy wkroczyła na rynek niemiecki. Pozyskano stałych kontrahentów, ale i tak problemy kadrowe, czyli brak kierowców, spowodowały, że bracia postanowili nie poprzestawać na transporcie.

W 2009 r. firma przekształciła się w ATS Będzak Spółka Jawna. Wykorzystując doświadczenie w mechanice osobowej i ciężarowej, wkrótce stworzyła kolejny filar działalności, otwierając profesjonalny warsztat samochodowy w miejscowości Chojna.

Początkowo warsztat miał świadczyć usługi wyłącznie dla firmy. Szybko jednak zdobył wielu klientów zewnętrznych i obecnie z powodzeniem świadczy usługi również dla nich. Wspólnicy zdecydowali o powołaniu kolejnych działów. Utworzono grupę budowlaną, pracującą od trzech lat głównie na rynku niemieckim, i kolejną, realizującą usługi spawalnicze dla odbiorców niemieckich w rafineriach i zakładach chemicznych.

– Bardzo chcieliśmy rozwinąć też spedycję, ale tutaj są bodaj największe kłopoty z kadrą. Mamy dział spedycyjny i bardzo dobrych pracowników, ale to za mało, by myśleć o prawdziwym rozwoju. Przekonaliśmy się jednak, że rozbudowa firmy, tworzenie nowych działów, dają wiatr w żagle i otwierają duże możliwości – twierdzi Grzegorz Będzak.

Spółka zatrudnia 74 pracowników. W czasie pandemii nikt nie dostał wypowiedzenia. Jak przekonują przedsiębiorcy, lepiej przetrzymać kryzys, nie pozbywając się zaufanych, wykwalifikowanych pracowników, niż pozornie zaoszczędzić na zwolnieniach pracowniczych.

– Koronawirus pokazał, że jesteśmy lojalni wobec pracowników. Znam firmy, które już na początku pandemii zaczęły szukać oszczędności, zwalniając ludzi. My nawet nie braliśmy tego pod uwagę, choć nie zawsze było co przewozić. Pracownicy też mają rodziny, byłoby nie fair, by przy pierwszych trudnościach się ich pozbywać. Budujemy firmę na wzajemnym zaufaniu, przekonujemy, że czas spędzony w pracy to połowa naszego życia, że ważne są relacje w pracy. Poza tym wiemy, jak trudno o wykwalifikowanych pracowników, więc jaki sens miałoby ich zwalnianie już przy pierwszych trudnościach – mówi Grzegorz Będzak.

Wszyscy w firmie są przekonani, że przetrwali najgorsze dzięki uruchomieniu nowych działów, w których pracowali, gdy w innych notowano przestoje.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane