Nadzór właścicielski
Określenie reguł nadzoru to najłatwiejszy etap. Pora na rzecz najtrudniejszą — wprowadzenie ich w życie i egzekwowanie.
Spadek. W kwietniu 2004 r. resort skarbu opublikował zasady nadzoru właścicielskiego w spółkach z udziałem skarbu państwa. Regulacje dotyczą m.in. sposobu wyboru rady nadzorczej, oceny prac zarządu i monitorowania działalności spółek. Regulacje — co ważne — nie stanowiące aktu prawnego, lecz będące jedynie wytycznymi do określenia zasad nadzoru w konkretnych przypadkach, zostały zmienione kilkanaście dni temu. Resort tłumaczy, że przez ponad rok od opracowania poprzedniego dokumentu zbierał i analizował uwagi. Teraz przyszedł czas na ich wykorzystanie, z jednym zastrzeżeniem — aby skutecznie prowadzić nadzór, trzeba jeszcze zmienić system komputerowy działający w resorcie. Skarb państwa nadzoruje około 1800 przedsiębiorstw.
Zadania. Zasady nadzoru opracowane przez Jacka Sochę, wieloletniego praktyka rynku kapitałowego, zostały dobrze przyjęte przez rynek. Problem w tym, że określenie reguł to najłatwiejszy, choć niezwykle czasochłonny etap. Teraz pora na rzecz najtrudniejszą — wprowadzenie regulacji w życie i ich egzekwowanie. To właśnie zadanie dla następców ministra Sochy. Przyjmując, że swego rodzaju kodeks został napisany właściwie, ocena realizacji tego zadania będzie niewątpliwie łatwą sprawą. Im mniej afer i podejrzanych decyzji, tym ocena będzie wyższa. Chyba że przed opracowaniem zasad nadzoru nad spółkami powinno się napisać zasady nadzoru nad resortem...
Okiem eksperta
Najsłabsze ogniwo
Nadzór właścicielski to najsłabsza część ministerstwa skarbu i nic się w tej sprawie przez długi czas nie zmieniało. Szkoda, że minister Socha pochwalił się nowymi zasadami dopiero niedawno. Straciliśmy półtora roku. Teraz konieczne jest ich egzekwowanie. Bez tego i odpowiedzialności za błędy nie będzie poprawy. Minister powinien też rozgraniczyć dwie rzeczy: sprawowanie nadzoru nad spółkami kapitałowymi i regulację samego rynku, na którym one działają.
Maciej Grelowski prezes fundacji Polski Instytut Dyrektorów
Prywatyzacja Polityka prywatyzacyjna nowego rządu to duża zagadka. Rynek chętnie widziałby kontynuację rządów Jacka Sochy.
Spadek. Poza rozpoczętymi projektami prywatyzacyjnymi minister skarbu zostawia w spadku swojemu następcy dokument zatytułowany „Kierunki prywatyzacji majątku skarbu państwa w 2005 roku”. Z jego lektury dowiadujemy się, że w perspektywie 2006 r. polityka rządu ma doprowadzić do zakończenia zasadniczych procesów przekształceń własnościowych. Chodzi o m.in. sektory: elektroenergetyczny, farmaceutyczny, hutniczy, górnictwa węgla kamiennego, transportu i stoczniowy. Nie dyskutując o szczegółach, minister Socha zostawia też w spadku nowy styl prywatyzacji — sprzedaż spółek skarbu państwa z wykorzystaniem rynku kapitałowego.
Zadania. Konia z rzędem temu, kto dziś powie, jak będzie wyglądała polityka prywatyzacyjna przyszłego rządu. Programy Platformy Obywatelskiej i Prawa i Sprawiedliwości są — nie tylko zresztą w tym punkcie — rozbieżne. Oba ugrupowania zamierzają zachować wpływy w spółkach strategicznych. W ilu? PO mówi o kilku, PiS nawet o kilkunastu. Odchodząc od polityki, z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że prywatyzacji nikt nie powstrzyma. Chyba że przyszły rząd w ustawie budżetowej nie zobowiąże ministra skarbu do wsparcia budżetu konkretną sumą. Trudno też wątpić, że rządzący przestaną upubliczniać prywatyzowane firmy. Ten sposób sprzedaży cieszy się dużym poparciem społecznym.
Okiem eksperta
Wzór ministra jest
Z punktu widzenia rynku kapitałowego Jacek Socha jest najlepszym ministrem skarbu, jakiego mieliśmy. Dlatego liczę na kontynuację prowadzonej przez niego polityki. Oczywiście trudno dziś odpowiedzieć na pytanie, jak będzie wyglądała prywatyzacja pod rządami nowej koalicji. Pewnie przez pierwsze miesiące czeka nas znaczne spowolnienie tempa przekształceń własnościo- wych. Nowy gabinet będzie chciał rozliczyć dokonania poprzedniego.
Sebastian Słomka szef biura analiz BDM PKO BP
Rynek kapitałowy Jest strategia dla rynku. Regulacje prawne powoli idą w dobrym kierunku — to dobrze. Prywatyzacja giełdy stoi — to źle.
Spadek. Największym dokonaniem obecnego rządu w sferze rynku kapitałowego było stworzenie strategii jego rozwoju pod nazwą Warsaw City 2010. To sensowna koncepcja, zakładająca wykreowanie w Polsce przodującego rynku na skalę regionu Europy Środkowej i Wschodniej. Warsaw City 2010, w odróżnieniu od poprzedniego dokumentu, powstało przy aktywnej konsultacji różnych środowisk: biur maklerskich inwestorów instytucjonalnych oraz inwestorów indywidulanych. To jego mocna strona. Niestety, jeden z kluczowych elementów powstałej kilka lat temu strategii, czyli prywatyzacja warszawskiej giełdy, utknął w martwym punkcie. W zakresie legislacji prawnych ostatnie cztery lata stały pod znakiem dostosowywania przepisów do prawa unijnego, choć wielu obserwatorów i uczestników rynku narzeka, że zmiany idą zbyt wolno.
Zadania. Ostatnie miesiące to w ministerstwie skarbu okres wyraźnego przyspieszenia tempa prywatyzacji. PKO BP, Lotos, Zelmer, Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo, Police... jednym tchem można wymienić duże firmy państwowe, których akcje trafiły do inwestorów. Głosy dochodzące ze środowiska giełdowego są wyraźne: najważniejsze, aby nowy minister skarbu nie spowolnił tego procesu. Redukcje zapisów w ofertach publicznych skarbu państwa pokazują dobitnie, jak duże jest zapotrzebowanie na nowe spółki.
Okiem eksperta
Giełda do prywatyzacji
Jednym z pierwszych zadań nowego rządu będzie dokończenie prywatyzacji giełdy. To jest konieczne, jeśli chce się mieć efektywny, przyjazny i tańszy rynek. Teraz mamy dobrą koniunkturę, więc te elementy zeszły na drugi plan. Pamiętam jednak, że gdy nastroje były gorsze, to inwestorzy narzekali m.in. na skromne możliwości zarabiania podczas spadków cen.
W zakresie regulacji zdania są podzielone, czy dawać KPWiG więcej uprawnień, czy też nie. Przepisy mamy niezłe, ale jest problem z ich egzekwowaniem. To powinien zmienić nowy rząd.
Jarosław Dominiak prezes Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych
Reprywatyzacja W Sejmie czeka gotowy projekt ustawy. W sądach — pozwy o odszkodowania. Decyzje muszą więc być szybkie.
Spadek. Każda odchodząca ekipa rządowa zostawia w spadku następcom kwestię reprywatyzacji. Przez 16 lat Polsce, jako jedynemu państwu postkomunistycznemu, nie udało się rozwiązać kwestii zadośćuczynienia osobom, którym nielegalnie odebrano po wojnie majątek. 2 marca 2005 r. do Sejmu wpłynął projekt ustawy regulującej tę kwestię. W kwietniu 303 posłów odrzuciło wniosek o odrzucenie projektu już w pierwszym czytaniu. Skierowano go do komisji skarbu. I słuch po ustawie zaginął. Ostatni ślad to posiedzenie z 5 lipca. Wówczas sejmowa podkomisja skarbu państwa debatowała nad kilkoma artykułami ustawy. Przypomnijmy, że minister skarbu proponował zwrot 15 proc. wartości zagarniętego majątku. Szacuje się, że liczba roszczeń sięga 55 tys., a ich łączna wartość — 36 mld zł.
Zadania. Prawo własności to rzecz święta. Zasada stara jak świat, ale od czasu zmian ustrojowych w Polsce niewprowadzona w życie w odniesieniu do reprywatyzacji. Czy się to komuś podoba czy nie, zagarnięty niezgodnie z prawem majątek musi zostać zwrócony. To zadanie jednak łatwe tylko z pozoru. Komu zwrócić? Ile? Jak to zrobić, kiedy wiele znacjonalizowanych majątków trafiło już w prywatne ręce? No i wreszcie — kto zapłaci za reprywatyzację? Wielu ekspertów zwraca uwagę, że społeczeństwo, nie najbogatsze przecież, nie chce dziś finansować roszczeń poszkodowanych. Budżet też nie jest w najlepszej kondycji, więc zaciąganie wielomiliardowego długu nie wchodzi w grę. Czas jednak ostatecznie zakończyć kwestię reprywatyzacji.
Okiem eksperta
Trzeba zwracać
To, co odebrano niezgodnie z prawem, trzeba zwrócić. Obawiam się jednak, że proponowane 15 proc. może być zbyt małą rekompensatą. Jak jednak wytrzyma to budżet? Podstawowa sprawa to rozłożenie spłaty w czasie. Warto pamiętać, że jeśli nadal będziemy zwlekać z rozwiązaniem tego problemu, narazimy się na konsekwencje przegranych procesów na arenie międzynarodowej. A to może być bardzo bolesne.
Ryszard Petru główny ekonomista Banku BPH PBK